Przełamać strach

DEFINITYWNIE KOŃCZY SIĘ OKRES naszego wchodzenia do Unii Europejskiej. Wraz z wyborami europejskimi jesteśmy obecni we wszystkich unijnych instytucjach, które zaczynają być nasze. „Nasze” to znaczy takie, za które bierzemy odpowiedzialność, ale i w których dopominamy się o uznanie polskiego punktu widzenia. Jeżeli nie będzie on widoczny w polityce Europy, to tak, jakby rozszerzenia nie było - pozostanie polityczna forma w treści przypominająca Europę lat 90-tych. Kto wie czy nie jest to marzenie części europejskich elit...

Polski punkt widzenia będzie często różny od punktu widzenia krajów, które próbują Europę posiąść przez zasiedzenie.

Nie tylko sprawa harmonizacji prawa podatkowego trwale różni Warszawę od Berlina, czy Paryża. Będzie różnić coraz bardziej także stosunek do wschodnich sąsiadów Polski i Unii Europejskiej - Ukrainy i Białorusi. Pierwsze z tych państw właśnie jako Europa przegrywamy - my przegrywamy. Drugie z nich zaczyna być coraz bardziej jaskrawym wyjątkowiem na mapie Europy pod względem przestrzegania praw politycznych i wolności obywatelskich. Mimo to Europa ma dziś zaskakująco mało do powiedzenia na te palące tematy. Czy obecność Polski coś w tym względzie zmieni? Byłoby dobrze. Najbardziej dynamicznie zmianiającą się częścią Europy jest bowiem ta jej część, która nie jest dziś objęta procesem integracji. Jest to część mało w Unii znana, postrzegana z nieufnością, a czasem ze strachem.

Mamy obowiązek ten strach przełamać i zaangażować Unię w politykę wschodnią dużo głębiej. Wschodnia polityka UE musi nabrać dużo lepszych proporcji wobec polityki Unii w basenie Morza Śródziemnomorskego. Natomiast powołanie europejskie naszych wschodnich sąsiadów powinno nabrać przynajmniej tej samej politycznej siły, co aspiracje Turcji.

Konrad Szymański