Od reaktywacji zimnej wojny do porażki „Imperium Zła” Stosunki transatlantyckie za prezydentury Ronalda Reagana

Paulina Matera, Rafał Matera

CELEM ARTYKUŁU JEST PRZEDSTAWIENIE WPŁYWU zmian zachodzących w amerykańskiej polityce zagranicznej wprowadzonych przez administrację Ronalda Reagana na stosunki Stanów Zjednoczonych z Europą. Porzucenie polityki odprężenia wobec ZSRR przez nowego prezydenta i dążenie do konfrontacji mającej na celu zniszczenie „imperium zła”, wzbudzało w Europie Zachodniej zaniepokojenie. Obawiano się, że taka taktyka doprowadzi do zniszczenia dorobku epoki détente, a najczarniejsze scenariusze przewidywały wybuch konfliktu nuklearnego. Nawet zniewolone narody zza „żelaznej kurtyny” nie spodziewały się, że twarda polityka Reagana narzucenia Związkowi Sowieckiemu wyczerpującego wyścigu zbrojeń, przyczyni się w rezultacie do odzyskania przez nie niepodległości.

Europa i Stany Zjednoczone w polityce światowej

Powrót do polityki odprężenia, postulowany przez państwa Europy Zachodniej, stał się niemożliwy po objęciu stanowiska prezydenta Stanów Zjednoczonych przez Republikanina Ronalda Reagana. Podczas swojej kampanii przed wyborami w listopadzie 1980 r., zapowiadał użycie radykalnych środków w celu uzyskania przewagi w zimnej wojnie. Wśród nich znalazła się propozycja blokady Kuby czy zaminowania irańskich portów. W Europie początkowo postrzegano te deklaracje jako celowo wyolbrzymione. Komentowano, że Reagan chciał wykreować swój wyborczy image „twardego wojownika” jako przeciwieństwo Cartera, oskarżanego o brak zdecydowania, co objawiło się w przypadku fiaska akcji odbicia zakładników przetrzymywanych w Iranie1. Rozpoczynający swe rządy w styczniu 1981 r. Reagan łączył ponadto eskalację zimnej wojny z planem poprawy sytuacji gospodarczej w Stanach Zjednoczonych. Nowy prezydent nie starał się tonować swej konfrontacyjnej retoryki z kampanii wyborczej. Zdecydowany antykomunista, nie wyobrażał sobie przyjaznych stosunków z sowieckimi przywódcami zdolnymi tylko, jego zdaniem, „do zbrodni, oszustw i kłamstw”. Wzbudziło to niepokój na Starym Kontynencie – w momencie objęcia władzy przez Reagana aż 86% Francuzów i 60% Niemców było przekonanych o rychłym wybuchu poważnego międzynarodowego konfliktu2. Jednym z ważniejszych dla Stanów Zjednoczonych frontów walk z wpływami komunizmu była Ameryka Łacińska. Waszyngton czuł się wciąż zobligowany przez doktrynę Monroe’a do interwencji na półkuli zachodniej. Reagan wychodził jednak ponad tę koncepcję, będąc raczej wierny poprawkom Theodore’a Roosevelta z początku XX w. USA powracało do roli policjanta uprzedzającego niekontrolowany rozwój wydarzeń na obszarach położonych na południe od swoich granic. W wielu przypadkach administracja amerykańska wspierała finansowo i militarnie prawicowe junty wojskowe w ich zmaganiach z lewicową partyzantką. Na tym tle często dochodziło do różnicy zdań z europejskim sojusznikami.

Taka sytuacja miała miejsce w Salwadorze, gdzie rządzącą od 1979 r. juntę próbowały obalić oddziały komunistów, wspierane przez ZSRR. Zaangażowanie się USA w ten konflikt miało być antidotum na porażkę w Wietnamie. Waszyngton oceniał, że batalia ta miała duże szanse na sukces oraz powinna zdobyć poparcie społeczne, jako że Salwador znajdował się w tradycyjnej strefie wpływów Stanów Zjednoczonych. Jednak opinia publiczna wypowiedziała się zdecydowanie przeciw tej interwencji. W tej sytuacji urzędnicy Departamentu Stanu postanowili poszukać choćby moralnego wsparcia na Starym Kontynencie. Udali się w podróż po stolicach zachodnioeuropejskich w marcu 1981 r., wioząc ze sobą dokumenty udowadniające, że za lewicową partyzantką w Salwadorze stał ZSRR. Jednak w Bonn i Paryżu nie demonizowano Związku Sowieckiego na modłę amerykańską. Przeciwnie – lewicowe rządy3 nie miały nic przeciwko temu, żeby walczący partyzanci doszli do władzy, kładąc kres „prawicowemu totalizmowi”. Najbardziej szokujące dla Waszyngtonu było poparcie udzielone przez rząd Francji nikaraguańskim sandinistom – lewicowej partyzantce, która w 1979 r. przejęła władzę w Managui. Natomiast z polecenia Reagana, CIA prowadziła szkolenie i zasilała bronią tzw. Contras – nikaraguańskich przeciwników komunistycznej dyktatury4. Amerykanie przekonali się, że trudno im będzie znaleźć na Starym Kontynencie towarzyszy broni w antykomunistycznej krucjacie. Byli zaskoczeni, że ich sojusznicy tak łatwo ulegali „wrogiej propagandzie” na rzecz pokoju, prowadzonej z wielkim rozmachem przez ZSRR5. W państwach Europy Zachodniej zaczęto bardziej obawiać się amerykańskiego radykalizmu, który zwiększał możliwość wybuchu wojny nuklearnej niż rozszerzania się wpływów „oswojonego” nieco przez détente Związku Sowieckiego. Tym bardziej, że konflikty miały miejsce na terenach znajdujących się poza ich strefą zainteresowań – w Europie Zachodniej nie poczuwano się do wzięcia odpowiedzialności za losy całego świata. Stany Zjednoczone starały się natomiast wspierać swoich sojuszników także na półkuli zachodniej. 2 kwietnia 1982 r. wojska argentyńskie zajęły Wyspy Falklandzkie. Były one kolonią brytyjską, zamieszkałą w ogromnej większości przez potomków emigrantów z tego kraju. Rada Bezpieczeństwa ONZ nie uznała więc argumentu Argentyńczyków o konieczności wyzwolenia Malwinów (tak w Argentynie nazywano te wyspy) spod okupacji. Wielka Brytania wysłała w rejon konfliktu swe okręty, doprowadzając do usunięcia wojsk argentyńskich oraz obalenia rządzącego tym państwem dyktatora – Leopolda Galtieri’ego. Pełnego wsparcia europejskiemu sojusznikowi udzieliły Stany Zjednoczone – zarówno na forum ONZ, jak i udostępniając informacje własnych służb wywiadowczych, co znacznie ułatwiło prowadzenie operacji. USA, czując się odpowiedzialne za formę rządów w Ameryce Południowej, nie chcąc dopuścić do rozprzestrzeniania się na jej obszarze komunizmu, przychylnie patrzyły na interwencję brytyjską, która pośrednio doprowadziła do ustanowienia w Argentynie rządów cywilnych po erze generałów i junt wojskowych6.

Przyjazny klimat w stosunkach amerykańsko-brytyjskich, podbudowanych dodatkowo wzajemną sympatią, wynikającą z podobnych poglądów na politykę i gospodarkę między Reaganem a Thatcher, ochłodził incydent na Grenadzie. 19 października 1983 r. dokonano tam lewicowego zamachu stanu. Sąsiedzi tego państwa poprosili Waszyngton o interwencję twierdząc, że przewrót został przygotowany przez Kubańczyków. Reagan przychylił się do tej prośby – operacja na Grenadzie zakończyła się sukcesem7. Spowodowała jednak protesty Londynu, wobec braku wcześniejszych konsultacji. Grenada była bowiem członkiem Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, więc amerykańska jednostronna akcja mogła być odebrana jako podkreślenie całkowitej dominacji na półkuli zachodniej. Jednak brytyjska premier nie chowała długo urazy, uznając później swą reakcję za zbyt ostrą8.

Istnienie „specjalnych stosunków” amerykańsko-brytyjskich zostało potwierdzone w praktyce przy okazji zarządzonego przez Reagana w kwietniu 1986 r. bombardowania koszar wojskowych w libijskim Trypolisie. Libia rządzona przez pułkownika Muammara Kadafiego, została uznana za członka konfederacji państw terrorystycznych9 po zamachu w Berlinie, w którym zginął amerykański żołnierz. Thatcher wyraziła wtedy zgodę, by samoloty amerykańskie korzystały z lotnisk na terenie Wielkiej Brytanii, podczas gdy Francja i Włochy nie pozwoliły im nawet przelecieć przez swoje obszary powietrzne10. Specjalne stosunki Reagana z Thatcher budziły nieufność w stolicach europejskich, jako że brytyjska premier znana była z „eurosceptycyzmu”, co sugerowało jej lojalność raczej względem Stanów Zjednoczonych niż partnerów z EWG. Ostatecznie jednak państwa Europy Zachodniej zadecydowały przyłączyć się do amerykańskich sankcji wobec Libii. Wydaliły ze swych stolic dyplomatów tego kraju, jednocześnie ich przedstawiciele opuścili Trypolis. Tym samym stanęli po stronie Waszyngtonu w jego walce z terroryzmem, który zagrażał również obywatelom Europy Zachodniej. Przypomniano sobie, ze w październiku 1985 r. to właśnie amerykańskie siły lotnicze uratowały z rąk palestyńskich porywaczy włoski statek pasażerski Achille Lauro. Dwa miesiące później terroryści zaatakowali podróżnych na lotniskach w Rzymie i w Wiedniu. Walka Amerykanów z międzynarodowym terroryzmem leżała więc również w interesie krajów Europy Zachodniej, gdyż po opisanych wydarzeniach liczba turystów zmniejszyła się w tym regionie niemal o połowę11.

Państwa członkowskie NATO nie zajęły jednolitego stanowiska w sprawie konfliktu między Irakiem a Iranem, rozpoczętego we wrześniu 1980 r. Sytuacja była o tyle skomplikowana, ze oba państwa były rządzone przez dyktatorów. W Iranie, pod rządami Chomeiniego, antyamerykanizm był nierozerwalną częścią ideologii państwowej. Stany Zjednoczone nie brały też pod uwagę oficjalnego opowiedzenia się po stronie irackiego reżimu wojskowego zaprowadzonego przez Saddama Husajna. Francja i Wielka Brytania wykorzystywały konflikt, sprzedając broń obu walczącym państwom12. Podobny charakter miało zaangażowanie Reagana – bez wiedzy Kongresu sprzedawał on broń Iranowi, a uzyskane środki przeznaczał na wspieranie nikaraguańskich Contras, która wyszła na jaw w listopadzie 1986 r.13. Reagan wysyłał również w rejon Zatoki Perskiej okręty wojenne, które miały chronić kuwejckie tankowce. Paradoksalnie, były one ostrzeliwane z broni produkowanej w państwach członkowskich NATO14. W lipcu 1987 r. Stany Zjednoczone zwróciły się do Wielkiej Brytanii z propozycją wspólnej akcji odminowania Zatoki Perskiej. Brytyjczycy zwlekali z odpowiedzią – z jednej strony miny zagrażały transportowi ropy do Europy, jednak obawiano się, że Amerykanie mogą wdać się przy tej okazji w konflikt z Iranem, wciągając ich do tych działań. Ostatecznie w Zatoce Perskiej pojawiły się trałowce krajów Unii Zachodnioeuropejskiej pod dowództwem brytyjskim, które działały niezależnie od akcji Amerykanów15.

Stany Zjednoczone zdołały nawiązać współpracę z Europą Zachodnią na Bliskim Wschodzie. 6 czerwca 1982 r. armia izraelska zajęła południowy Liban, w którym znajdowały się bazy palestyńskie. Na odbywającym się w tym czasie szczycie najbardziej uprzemysłowionych państw świata – grupy G7 w Wersalu, wydano specjalne oświadczenie, nawołujące do zawieszenia broni. Wezwano Radę Bezpieczeństwa ONZ, by położyła kres brutalnej wojnie. Zaznaczono również, że każdy z podpisujących deklarację rządów zastrzega sobie prawo do podjęcia dostępnych środków w celu zakończenia walk w Libanie16. Stany Zjednoczone gotowe były wysłać tam swoje oddziały, lecz chciały również pozyskać poparcie innych rządów, szczególnie Francji, która miała dobre stosunki ze swoją byłą kolonią. Prezydent Mitterand stwierdził, że wojsko francuskie weźmie udział w operacji pokojowej tylko w ramach ONZ. Chciał również potępić izraelski atak, przed czym jednak powstrzymali go Amerykanie. Ostatecznie, do Libanu wysłano siły pokojowe złożone z Amerykanów, Francuzów i Brytyjczyków. Jednak były one zbyt małe, by ustanowić pokój. Po zamachu Palestyńczyków na amerykańskie koszary w październiku 1983 r., w którym śmierć poniosło 240 żołnierzy, Reagan zaczął wycofywać się z Libanu, godząc się fiaskiem swej polityki w tym regionie. Podobnie postąpiły oddziały brytyjskie, włoskie i francuskie, ostatecznie opuszczając Bejrut w marcu 1984 r.17.

Punkt widzenia państw Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych różnił się w odniesieniu do konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Uzależnienie większości krajów EWG od dostaw ropy z Bliskiego Wschodu sprawiało, że brały one pod uwagę stanowisko zasobnych w ten surowiec państw arabskich, które zaczęły na początku lat 80. promować udział Organizacji Wyzwolenia Palestyny (OWP) w procesie pokojowym. Na szczycie EWG w Luksemburgu w grudniu 1980 r. uznano te żądania za zasadne i zadeklarowano większe zaangażowanie się Europy Zachodniej w proces unormowania sytuacji na Bliskim Wschodzie. Reagan natomiast uważał OWP za organizację terrorystyczną, a roztaczana przez państwa arabskie wizja objęcia przez nią rządów w Palestynie była nie do przyjęcia – równała się bowiem likwidacji Izraela. W rezultacie państwa europejskie zaangażowały się na forum ONZ głosując w sprawach dotyczących Bliskiego Wschodu za rezolucjami korzystnymi dla Palestyńczyków, np. uchwały z 1981 r. głoszącej prawo do posiadania przez nich własnego państwa. Rezolucje te były przyjmowane przez Zgromadzenie Ogólne większością głosów – przeciw głosowały Stany Zjednoczone, Kanada, Norwegia i Izrael18. Jednak na tym kończyła się aktywność europejska – wszelkie negocjacje były prowadzone pod egidą amerykańską. Stany Zjednoczone działały bez konsultacji z państwami Starego Kontynentu, rozgrywając kolejną partię zimnej wojny z popierającym Palestyńczyków Związkiem Sowieckim.

Kraje Europy Zachodniej nie były również lojalne wobec Stanów Zjednoczonych, gdy w grę wchodziło zdobywanie ogromnego rynku chińskiego. Mimo wciąż napiętych stosunków na linii Pekin-Moskwa, Reagan nie zamierzał wykorzystać tych antagonizmów, krytykując Nixona i Kissingera za ich zbliżenie do „politycznie wrogiej” ChRL. Jednocześnie dostarczał broń Tajwanowi, który był uważany przez Pekin za zbuntowaną prowincję. Doprowadziło to do znacznego pogorszenia stosunków amerykańsko-chińskich. Skorzystała na tym Europa – w maju 1985 r. podpisano porozumienie handlowe między EWG a Chinami. Premier Zhao Ziyang był częstym gościem w Londynie, Paryżu, Bonn i Rzymie19. Sekretarz stanu USA – George Schultz – pojechał wtedy czym prędzej z wizytą do Pekinu, sygnalizując w ten sposób możliwość ponownego ocieplenia stosunków z Chinami. W innym przypadku Stany Zjednoczone musiałyby uznać swą porażkę w rywalizacji z EWG na tym ważnym rynku. Stosunek państw europejskich do konfliktów światowych zdecydowanie różnił się od założeń Reagana zwalczania komunizmu we wszystkich krajach świata. Zasobna, ale także przestraszona perspektywą wybuchu konfliktu atomowego Europa, coraz bardziej zamykała się w kręgu własnych interesów. Na jej bierność wpływało także przekonanie, że Stany Zjednoczone dążyły do unilateralizmu. Nie konsultowały swoich decyzji i były gotowe atakować tam, gdzie widziały zagrożenie dla swego bezpieczeństwa. Europa miała być dla nich jedynie narzędziem do wykonania ich planów. Mentalność europejska była też bardziej odporna na reaganowską „czarno-białą” retorykę – trwający pokój sprzyjał rozwojowi – nie chciano tego zmieniać przez przyłączanie się do amerykańskich „prowokacji”.

Europa wobec mocarstwowego wyścigu zbrojeń

Objęcie władzy przez Reagana rozpoczęło nowy etap zimnej wojny po okresie détente, kiedy trwało swoiste zawieszenia broni. Amerykański prezydent postanowił na nowo obudzić uśpioną czujność Zachodu. Zauważył, że Stany Zjednoczone przez lata odprężenia pozostały w dziedzinie zbrojeń w tyle za Związkiem Sowieckim. Twierdził, że wobec tego nie mógł kontynuować negocjacji rozbrojeniowych – warunkiem ich podjęcia było dla niego uzyskanie przewagi nad adwersarzem, gdyż w przeciwnym przypadku to ZSRR brałby udział w rozmowach z pozycji siły. Prezydent polecił kontynuowanie zarzuconych pod wpływem silnej presji europejskiej badań nad bombą neutronową i przedstawił projekt niezwykle kosztownego programu obronnego – Inicjatywy Obrony Strategicznej, zwanego potocznie planem „gwiezdnych wojen”. Bezkompromisowość Reagana spowodowała, że na Starym Kontynencie zapanowało przekonanie o nieuchronności wybuchu wojny atomowej. W przeciwieństwie do swoich poprzedników, Reagan nie starał się uspokajać tych nastrojów – wręcz przeciwnie – kolejne jego wypowiedzi podsycały lęki. Nawet przychylni obecności amerykańskiej broni nuklearnej w Europie szefowie rządów Wielkiej Brytanii i RFN – Margaret Thatcher i Helmut Schmidt, nie mogli lekceważyć zdania swoich wyborców. Dla wyrastających jak grzyby po deszczu ruchów pacyfistycznych na Starym Kontynencie, Stany Zjednoczone były większym zagrożeniem dla pokoju niż ZSRR. Za Oceanem postrzegano europejski ruch pokojowy jako artykulację wrogości do Ameryki – nie rozumiano, jak ludzie mogli sprzeciwiać się rozmieszczania amerykańskich rakiet, podczas gdy sowieckie pociski SS-20 były wymierzone prosto w ich domy. Pojawiły się również – częściowo uzasadnione – podejrzenia, że podsycanie nastrojów antyamerykańskich i popieranie wzmożonej aktywności pacyfistów było dziełem KGB20.

Wśród demonstrujących w RFN panowało poczucie, że obecność amerykańskich bomb była ograniczeniem suwerenności ich państwa. Zupełnie inna sytuacja panowała we Francji – posiadała ona bowiem własną broń nuklearną, która była symbolem niezależności. Paradoksalnie, w kraju od początku zimnej wojny najbardziej niechętnemu w całej Europie Zachodniej polityce Stanów Zjednoczonych, na początku lat 80. wykazano największe zrozumienie dla planów Reagana. Prezydent Mitterand zapewniał, że współpraca z NATO była jednym z priorytetów francuskiej polityki zagranicznej, popierając jednocześnie dążenia amerykańskiego prezydenta do uzyskania militarnej przewagi nad ZSRR. Tym samym odciął się zdecydowanie od wschodniego mocarstwa, które de Gaulle uważał za kluczowe do budowania silnej, niezależnej od USA, pozycji Francji w Europie21. Dla socjalisty Mitteranda zdecydowana antysowiecka postawa była bronią przeciwko rosnącym w siłę jego przeciwnikom politycznym – partii komunistycznej. Niepokoił go także niemiecki antyamerykanizm – nie chciał dopuścić, by RFN głosząc hasła narodowej niezależności wyrwała się spod międzynarodowej kontroli. „Każdy, kto gra na odłączenie kontynentu europejskiego od Ameryki, wystawia na niebezpieczeństwo równowagę sił, a tym samym zagraża sprawie zachowania pokoju” – powiedział Mitterand w Bundestagu 20 stycznia 1983 r.22.

Ostatecznie europejscy pacyfiści zdołali jednak przezwyciężyć bezkompromisowość Reagana. W styczniu 1983 r. wiceprezydent George Bush, udał się do Europy, a 31 stycznia odczytał w Berlinie Zachodnim – w mieście-symbolu amerykańskiego zaangażowania na Starym Kontynencie, „list otwarty prezydenta Reagana do ludzi w Europie”. Zaproponował w nim tzw. „opcję zerową” – wycofanie stacjonujących na całym świecie amerykańskich i sowieckich rakiet średniego zasięgu23. Mimo że nie miało to dotyczyć rakiet znajdujących się na okrętach podwodnych i samolotach, dla rządów państw europejskich była to zbyt daleko idąca propozycja, która zagrażała ich bezpieczeństwu. Takie rozwiązanie było zresztą mało prawdopodobne wobec zerwania dialogu amerykańsko-sowieckiego. Propozycja Reagana wystawiała na próbę niezdecydowanych sojuszników. Przywódcy państw Europy Zachodniej doceniali bowiem chęć Stanów Zjednoczonych do wzięcia całkowitej odpowiedzialności za bezpieczeństwo zbiorowe. Reagan rozumiał, że szefowie państw europejskich nie mogli zupełnie zlekceważyć nastrojów społecznych, lecz był przekonany, że nie zdecydują się na rezygnację z amerykańskiego „parasola nuklearnego”. Na konferencji prasowej 31 maja 1983 r., po zakończeniu szczytu państw grupy G7 w Williamsburgu (USA) zapowiedział, że nie zrezygnuje z rozmieszczenia rakiet w Europie, gdyż prosili go o to sami zainteresowani. Stwierdził, że nie zawiedzie swoich sojuszników pod naciskiem ZSRR, który za wszelką cenę chciał nie dopuścić do wzmocnienia obronności Zachodu24. Ostatecznie zdecydowano, na posiedzeniu ministrów obrony NATO w Montebello w październiku 1983 r., że w Europie będzie utrzymywana minimalna ilość broni jądrowej, niezbędna do „odstraszania” ZSRR przed ewentualnym atakiem. Zapowiedziano również usunięcie do 1988 r. 1400 głowic jądrowych z obszaru Europy25. Jednocześnie zaczęto stopniowe rozmieszczanie rakiet z głowicami atomowymi typu Cruise i Pershing II: w Wielkiej Brytanii, RFN i we Włoszech jesienią 1983 r., natomiast parlamenty Belgii i Holandii zezwoliły na to posunięcie dopiero w 1985 r. 26.

W Europie społeczeństwo przyjęło decyzję amerykańską z niezadowoleniem – liczono bowiem, że postępujący proces redukcji zbrojeń doprowadzi do zmniejszenia zagrożenia i tym samym uniezależni Stary Kontynent od amerykańskiego systemu obrony. Oburzenie wzbudził komentarz Reagana, który publicznie podkreślał zalety rozmieszczenia broni nuklearnej w europejskich krajach NATO wskazując, że dzięki temu Stany Zjednoczone w razie konfliktu na tym obszarze nie będą musiały „naciskać swojego guzika” i rozpoczynać globalnego konfliktu atomowego. Z tej wypowiedzi wynikało, że prezydent brał pod uwagę ograniczoną wojnę nuklearną w Europie – potwierdzając najgorsze obawy swoich aliantów27. Trzeba również zauważyć, że wzrost nastrojów antyamerykańskich wśród obywateli państw Europy Zachodniej miał reperkusje wśród opinii publicznej po drugiej stronie Oceanu. Społeczeństwo amerykańskie, mające świadomość ponoszenia większości kosztów obrony Europy Zachodniej28, było rozgoryczone niewdzięcznością sojuszników ze Starego Kontynentu. W USA coraz śmielej zabierali głos zwolennicy izolacjonizmu, podważając sens istnienia NATO w sytuacji, gdy i tak amerykańskie interwencje zapobiegające komunistycznym wpływom miały charakter unilateralny, a europejscy sprzymierzeńcy bez skrępowania krytykowali te poczynania. Nie po raz pierwszy w Kongresie pojawiły się wtedy głosy o konieczności wycofania znacznej części amerykańskich oddziałów stacjonujących na kontynencie po drugiej stronie Atlantyku.

Dlatego też zgłoszenie przez Francję w 1984 r. inicjatywy ożywienia działalności Unii Zachodnioeuropejskiej29, zostało przyjęte w Waszyngtonie z mieszanymi uczuciami. Uczestnicy spotkania w Rzymie w czerwcu 1984 r. – ministrowie obrony Francji, RFN, Beneluksu, Wielkiej Brytanii i Włoch zapewniali, że wzmocnienie ich współpracy w dziedzinie obronności nie przekreśla znaczenia NATO. Jednak Reagan obawiał się supremacji Francji, co mogło jego zdaniem rozluźnić więzy transatlantyckie i doprowadzić do zbliżenia Europy Zachodniej z ZSRR30. Równocześnie z europejskimi propozycjami toczyła się kolejna debata na temat sensu istnienia NATO. Wszyscy jego uczestnicy zdawali sobie sprawę, że sojusz nigdy nie był monolitem, a kraje Europy Zachodniej, wzmacniając swą siłę polityczną i gospodarczą, dążyły do niezależności od Stanów Zjednoczonych. Coraz częściej interesy jednoczącej się Europy i USA były rozbieżne. Przemawiając na konferencji państw NATO w Hamburgu w kwietniu 1983 r., asystent sekretarza stanu do spraw europejskich – Richard Burt ostrzegał, że w Stanach Zjednoczonych popularność zyskuje „globalny unilateralizm”. Wyraziciele tego poglądu zakładali, że bezpieczeństwo Ameryki było zagrożone przez wydarzenia w wielu krajach na świecie, umieszczając Europę na dalszym miejscu listy potencjalnych regionów konfliktów. Z tego wypływał wniosek, że należało zmniejszyć zaangażowanie amerykańskie na Starym Kontynencie i prowadzić politykę niezależną od opinii sojuszników z NATO. Burt nie podzielał tego zdania – uważał, że Europa nadal potrzebowała amerykańskiej pomocy militarnej. Nawoływał do wewnętrznej debaty i ewentualnych zmian zasad funkcjonowania sojuszu31.

Państwa Europy Zachodniej, pomimo licznych nieporozumień, widziały się wciąż zdecydowanie w roli sojusznika Stanów Zjednoczonych. Zgłosiły chęć współpracy z USA w programie „gwiezdnych wojen”. Odmienne zdanie wyraziła jedynie Francja, która zaproponowała uruchomienie projektu niezależnego od amerykańskiej technologii. W 1985 r. zaproponowała europejski program badań kosmicznych „Eureka”, który miał służyć celom pokojowym. Wzięło w nim udział 17 państw europejskich, lecz nie zrezygnowały one, mimo nacisków francuskich, z udziału w projekcie amerykańskim. Margaret Thatcher stwierdziła, że nie było sensu odcinać się od potężnego sojusznika tym bardziej, że Stany Zjednoczone były w stanie przeznaczyć najwięcej środków na badania i szybciej osiągnąć wyznaczone cele32. Krytyka wobec agresywnej polityki Reagana wyraźnie opadała – państwa Europy Zachodniej doszły do wniosku, że wyścig zbrojeń mógł doprowadzić do przełomu w zimnej wojnie. W maju 1984 r. w Waszyngtonie, ministrowie spraw zagranicznych krajów NATO przyjęli deklarację potępiającą kontynuację wyścigu zbrojeń przez ZSRR, a Reagan wzywał to państwo do rozpoczęcia rozmów rozbrojeniowych. Na początku 1985 r. przedstawiciele ZSRR rzeczywiście zainicjowali rozmowy sondażowe. Reagan nie zamierzał jednak rezygnować z „twardego kursu” podkreślając, że nie przyjmie interpretacji porozumień, które „zakładałyby amerykańską zgodę na podział Europy”33. Słowa te zostały wypowiedziane w lutym 1985 r. – w czterdziestą rocznicę podpisania porozumień jałtańskich, które dały początek rozpadowi Starego Kontynentu na dwa zwalczające się bloki polityczne. Reagan dał do zrozumienia, że nie zadowoli się połowicznymi rozwiązaniami, jakie zaakceptowali jego poprzednicy tworzący politykę odprężenia. Tym razem cała Europa miała odzyskać suwerenność, co byłoby pierwszym krokiem do zwycięstwa Stanów Zjednoczonych w zimnowojennych zmaganiach.

Europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych mieli niewielki wpływ na amerykańskie decyzje dotyczące rozbrojenia. Postęp w tej dziedzinie mógł być osiągnięty pod warunkiem gotowości obu supermocarstw atomowych – USA i ZSRR do rozpoczęcia dialogu. Nadzieje na zahamowanie wyścigu zbrojeń pojawiły się wraz z objęciem władzy w ZSRR przez Michaiła Gorbaczowa w 1985 r. Nowy I sekretarz miał świadomość, że tempo rywalizacji z USA rujnowało sowiecką gospodarkę. Planował przeprowadzić reformy ratujące jego kraj z zapaści – warunkiem koniecznym było zlikwidowanie napięcia w stosunkach z Waszyngtonem. Dlatego już w kwietniu 1985 r. Gorbaczow wystąpił z propozycją redukcji rakiet średniego zasięgu rozmieszczonych w Europie po obu stronach „żelaznej kurtyny”. W listopadzie 1985 r. nastąpiło pierwsze od sześciu lat spotkanie na szczycie w Genewie, rozpoczynające serię rozmów rozbrojeniowych. Amerykański prezydent wciąż uważał, że powinny być one prowadzone z pozycji siły – wiedział bowiem, że Amerykę stać na prowadzenie wyścigu zbrojeń, który dla ZSRR mógł się okazać morderczy. Dlatego spotkania na szczycie i na niższym szczeblu często kończyły się impasem34. Było to przyjmowane z ulgą przez państwa Europy Zachodniej, gdyż chęć zademonstrowania woli rozbrojenia prowadziła przywódców mocarstw do deklaracji całkowitego rozbrojenia nuklearnego, co uczyniłoby kontynent praktycznie bezbronnym wobec sowieckiej przewagi w dziedzinie broni konwencjonalnych. Europejscy członkowie NATO niepokoili się, że żaden ich przedstawiciel nie brał udziału w tych negocjacjach. Nawet Margaret Thatcher, która starała się wpływać na przebieg dialogu amerykańsko-sowieckiego, nie została dopuszczona do głosu35.

Reaganowi w jego planach prowadzenia zimnej wojny aż do bezdyskusyjnego zwycięstwa, wiernie sekundowała Thatcher. Podczas swojej wizyty w Moskwie w marcu 1987 r. zdecydowanie zażądała od Gorbaczowa porzucenia „doktryny Breżniewa”, czyli rezygnacji z rozszerzania i utrzymania wpływów politycznych na świecie. Gorbaczow odpowiedział na to propozycją kolejnych ustępstw w dziedzinie, która stanowiła największy ciężar dla systemu sowieckiego – wyścigu zbrojeń. Był to plan tzw. „podwójnej opcji zerowej”, polegający na wycofaniu z Europy także rakiet krótkiego zasięgu. Waszyngton nie chciał obrać takiej drogi – odpowiedział 5 maja 1987 r. projektem redukcji o połowę wszystkich arsenałów broni jądrowej. Plan ten z kolei nie został zaakceptowany przez Moskwę. Brytyjczycy byli gotowi na niego przystać, lecz Francuzi zdecydowanie nie chcieli zrezygnować ze swej force de frapper. Ostatecznie w grudniu 1987 r. na szczycie Reagan-Gorbaczow w Waszyngtonie, udało się podpisać porozumienie, na podstawie którego miano zlikwidować wszystkie rakiety krótkiego i średniego zasięgu. ZSRR zobligował się do wycofania 1500 głowic atomowych z Europy Wschodniej, a Stany Zjednoczone z około 600 z zachodniej części kontynentu36. Tym razem mocarstwa Europy Zachodniej nie wystąpiły przeciwko realizacji „opcji zerowej”. Nie były bowiem zmuszone do zniszczenia własnych sił nuklearnych, jako że układ był dwustronny, zawarty bez konsultacji z nimi. Niezadowolona z porozumienia waszyngtońskiego mogła być tylko RFN, polegająca całkowicie na broni amerykańskiej. Stawiało to pod znakiem zapytania zasadność przynależności tego państwa do NATO, co z kolei niepokoiło pozostałe państwa europejskie. Gorbaczow, zdając sobie sprawę z pogorszenia się stosunków między Stanami Zjednoczonymi a ich europejskimi sojusznikami, starał się dzięki temu umocnić swoją pozycję. Powtarzane przez niego wielokrotnie zapewnienia, że ZSRR nie użyje pierwszy broni atomowej, miały na celu rozbudzenie w Europie Zachodniej wątpliwości o sensie istnienia NATO i pozostawanie w uzależnieniu od USA. Liczył również, że wobec rosnącej pozycji gospodarczej państw zjednoczonej Europy, znajdzie w nich atrakcyjnego partnera handlowego i wyrozumiałego wierzyciela. Jego podróże do Bonn, Londynu i Paryża wykreowały go na człowieka, który dążył do obalenia reżimu komunistycznego w ZSRR i włączenia tego kraju do rodziny państw demokratycznych. Przywódca supermocarstwa wzywał do budowy „wspólnego europejskiego domu”, który pomieściłby wszystkie państwa – od Wielkiej Brytanii do ZSRR37. Takie słowa przyniosły „Gorby’emu” wielką popularność na Starym Kontynencie, lecz wzbudziły zaniepokojenie w Stanach Zjednoczonych. Walka o wpływy w Europie, prowadzone od początku zimnej wojny, mogły przecież zakończyć się dla Amerykanów w ostatniej fazie wynikiem niekorzystnym. Przed jawną niesprawiedliwością dziejową Europę uchroniła jednak samodestrukcja „imperium zła”.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej w antykomunistycznej „krucjacie” Reagana

Na początku lat 80. nastąpił renesans zainteresowania świata zachodniego zniewoloną częścią Europy. Stało się to głównie za sprawą Polski, gdzie formował się szeroki antykomunistyczny ruch społeczny, skupiony wokół Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Jego wciąż rosnące wpływy do tego stopnia niepokoiły rządy sowiecki i polski, że 13 grudnia 1981 r. generał Wojciech Jaruzelski ogłosił stan wojenny. Europa Zachodnia poczuła ulgę, że nie doszło do kolejnej krwawej interwencji sowieckiej, jak to miało miejsce w przypadku Węgier w 1956 r. i Czechosłowacji w 1968 r., czego obawiano się najbardziej. Powszechna była sympatia dla dążeń niepodległościowych Polaków, co objawiało się w hojnej pomocy humanitarnej. Choć w Polsce doceniano te gesty, oczekiwano z nadzieją, że pójdą za nimi również deklaracje o charakterze politycznym, a nawet sankcje wobec ZSRR. Jednak państwa Europy Zachodniej nie zamierzały zmieniać swojej dotychczasowej polityki wobec sowieckiej strefy wpływów. Natomiast Reagan przewidywał wprowadzenie sankcji ekonomicznych wobec ZSRR licząc, że oprócz obrony prawa Polaków do niezależności, przy okazji uda mu się osłabić gospodarczo wrogie mocarstwo. Prezydent liczył, że do jego akcji przyłączą się państwa zachodnioeuropejskie, bo tylko w takim przypadku obostrzenia mogłyby przynieść pożądany skutek. Jednak lista ewentualnych sankcji została przyjęta z dużą podejrzliwością przez dyplomatów z Europy Zachodniej. Szefowie gabinetów oponowali przeciwko karaniu zarówno ZSRR jak i Polski, której też miały dotyczyć amerykańskie ograniczenia38. W okresie odprężenia zdążyli oni bowiem wypracować swego rodzaju modus vivendi ze wschodnim mocarstwem, a korzystne powiązania gospodarcze zmuszały ich do zajęcia pragmatycznej postawy. Mimo wyrażanej sympatii dla walki „Solidarności”, rządy zachodnioeuropejskie ograniczyły się do dyplomatycznych protestów, redagowanych w takiej formie by za bardzo nie zrazić do siebie ZSRR39.

Wobec powściągliwości Europy Zachodniej Reagan zdecydował się działać unilateralnie. Jeszcze w grudniu 1981 r. ogłosił embargo na dostawę do ZSRR technologii związanej z produkcją i transportem ropy naftowej oraz gazu. Prezydent zdecydował się na uderzenie w sektor, na którym najbardziej zależało państwom Europy Zachodniej w stosunkach ze Wschodem. Przyłączenie się do sankcji oznaczałoby dla nich konieczność rezygnacji z projektu budowy rurociągu gazowego, biegnącego z Półwyspu Jamalskiego do RFN, Francji, Włoch, Holandii i krajów skandynawskich. Reagan proponując taki rodzaj sankcji, chciał przy okazji zerwać zbyt duże, jego zdaniem, uzależnienie Europy od dostaw energetycznych surowców ze Wschodu. Mogło to w rezultacie doprowadzić do sytuacji, kiedy Stany Zjednoczone nie mogłyby liczyć na poparcie ze strony krajów Starego Kontynentu dla swojej coraz bardziej konfrontacyjnej polityki wobec ZSRR. Wprawdzie minister gospodarki RFN Otto Lambsdorff przekonywał, że Niemcy Zachodnie miały też wiele innych alternatywnych źródeł surowców energetycznych, lecz Stany Zjednoczone uważały wciąż rurociąg jamalski za magnes przyciągający ich europejskich sojuszników do ZSRR. Wobec odmowy państw europejskich, wspólna akcja świata zachodniego była niemożliwa do zrealizowania. Przedłużający się konflikt na tym tle doprowadził do poważnego kryzysu wewnątrz sojuszu40.

Reagan, chcąc naprawić stosunki z aliantami, udał się w czerwcu 1982 r. w podróż po Europie – w przeciwieństwie do swoich poprzedników promujących politykę odprężenia, nie uwzględnił w swoich planach wschodniej części kontynentu. Podczas wizyt w Londynie, Bonn i Paryżu, bezskutecznie próbował przeforsować sankcje wobec ZSRR. Jego argumenty nie trafiały do przekonania europejskim przywódcom: twierdzili, że gdyby nawet proponowane ograniczenia zostały wprowadzone, na pewno nie doprowadziłyby do zatrzymania sowieckich zbrojeń. Poza tym Reagan, wymagając od nich wyrzeczenia się zysków, sam zniósł wprowadzone przez Cartera po ataku sowieckim na Afganistan embargo na dostawy zboża do ZSRR41. W Europie Zachodniej panowało przekonanie, że nie uzyskując poparcia Reagan będzie musiał wycofać sankcje. Jednak amerykański prezydent nie zamierzał uginać się pod taką presją. Po powrocie z Europy nie tylko podtrzymał „technologiczne” embargo, ale rozszerzył obowiązek jego stosowania na filie amerykańskich firm za granicą oraz przedsiębiorstwa działające na amerykańskiej licencji. Za niepodporządkowanie się temu poleceniu przewidywał wysokie grzywny i odcięcie dostępu do towarów i informacji pochodzących ze Stanów Zjednoczonych. Taka decyzja naraziłaby na olbrzymie straty firmy działające we wszystkich krajach Europy. Poza tym, będąca przedmiotem najbardziej zagorzałych sporów budowa gazociągu jamalskiego miała być oparta na technologii dostarczanej przez europejskie filie przedsiębiorstw amerykańskich. Doszły one do wniosku, że bardziej opłacalna była odmowa zastosowania się do instrukcji Reagana i nie zrezygnowały z budowy gazociągu. Oburzone były również rządy państw europejskich – wydając takie rozporządzenie, amerykański prezydent naruszał suwerenność poszczególnych krajów, próbując wywrzeć wpływ na ich politykę gospodarczą. Schmidt stwierdził, że działania Stanów Zjednoczonych mogły spowodować zerwanie przyjaźni z RFN, nawet najbliższa Reaganowi pod względem politycznym Thatcher poczuła się „głęboko urażona”. Prezydent w końcu dał za wygraną – zniósł embargo technologiczne w listopadzie 1982 r.42.

Nietrudno zauważyć, że w toku kłótni między sojusznikami zgubiono gdzieś interes Polski, w której obronie Amerykanie zdecydowali się wprowadzić sankcje. Wprawdzie propagandowo wypadli lepiej niż kunktatorsko, a raczej pragmatycznie nastawiona Europa Zachodnia, jednak niewiele z tego wynikało dla „Solidarności”. Co więcej, Reagan starając się upiec trzy pieczenie na jednym ogniu: wesprzeć polskich dysydentów, osłabić ZSRR i zerwać powiązania swoich europejskich sojuszników ze Wschodem, nie osiągnął w pełni żadnego z tych celów. Doprowadził tylko do pogorszenia się stosunków z własnymi sojusznikami, dając kolejne argumenty zwolennikom zwrotu Stanów Zjednoczonych ku izolacjonizmowi. Europejskie instytucje zajmujące się polityką zagraniczną, w swoim wspólnym raporcie o stanie sojuszu amerykańsko-europejskiego stwierdziły, że „skończył się czas starego systemu, opartego na przewadze Stanów Zjednoczonych i europejskiej niechęci do przyjmowania na siebie większej odpowiedzialności”43. Nie oznaczało to oczywiście końca sojuszu – mimo wszystkich kontrowersji, Europę Zachodnią wciąż łączyło wiele wspólnych interesów ze Stanami Zjednoczonymi. Jednak państwa europejskie zdążyły już do tamtego czasu zbudować solidne podstawy własnej polityki zagranicznej i nie pozwalały, by Amerykanie w nią ingerowali.

Reagan nie zamierzał złagodzić swojego stanowiska wobec ZSRR z powodu niechęci sojuszników, odmawiającym przyłączenia się do jego walki. Stąd w dużej mierze wynikała jego popularność w Europie Środkowo-Wschodniej, mimo komunistycznej propagandy przedstawiającej go jako trzymającego palec na przycisku atomowym szaleńca, gotowego zniszczyć świat. Duże nadzieje wzbudziło przemówienie amerykańskiego prezydenta z 8 marca 1983 r., w którym nazwał Związek Sowiecki „imperium zła”. Odnosząc się w nim wielokrotnie do Biblii, Reagan przeciwstawił totalitarne państwo, którego jedyną ideologią jest rewolucja, światu demokratycznemu – ceniącemu wolność i wiarę w Boga44. Podkreślanie znaczenia wartości religijnych było odebrane pozytywnie w krajach zza „żelaznej kurtyny”, gdzie, tak jak np. w Polsce, kościół skupiał wokół siebie opozycję. Mowa Reagana została wygłoszona w okresie „wielkiej smuty” w ZSRR, kiedy po śmierci Breżniewa w listopadzie 1982 r., oprócz kolejnych zmian przywódców45, wyraźnie widać było, że gospodarka nie wytrzymuje wyścigu zbrojeń. Poza tym śmierć Breżniewa, twórcy doktryny o obronie status quo w państwach socjalistycznych, czyli utrzymania w zależności wszystkich państw satelickich, dawała nadzieję na zmianę stanowiska ZSRR w tej sprawie. Tezy wygłoszone przez Reagana zostały stanowczo poparte przez rząd brytyjski, który po raz kolejny okazał się najwierniejszym sojusznikiem USA.

Wizja prezydenta USA walki z komunizmem „ukonstytuowała się” w momencie jego wyboru na drugą kadencję. Przedstawiona w 1985 r. „doktryna Reagana” miała na celu osłabienie ZSRR do tego stopnia, że imperium miało się rozpaść, a opozycja w krajach od niego uzależnionych miała pokojowo przejąć władzę. Prezydent zapowiedział, że zadaniem Ameryki będzie „utrzymywanie i obrona wolności i demokracji” oraz „na wszystkich kontynentach przeciwstawienie się agresji wspieranej przez ZSRR (…)”. Prezydent uznał takie działania za obronę samych Stanów Zjednoczonych Jednym z elementów tej strategii było wspieranie działającej nielegalnie polskiej „Solidarności”46.

Przełomowym momentem dla amerykańskiej polityki wobec Europy Środkowo-Wschodniej było dojście do władzy Gorbaczowa i zmniejszenie napięcia zimnowojennego. Zapowiedzi reform w ZSRR, ogłoszenie „pierestrojki” (przebudowy systemu) i „głasnosti” (jawności, czyli otwarcia informacyjnego) sprawiły złagodzenie kontroli sowieckiej nad państwami satelickimi. Zwolnienie w 1986 r. polskich więźniów politycznych skłoniło Stany Zjednoczone do zniesienia sankcji nałożonych na Polskę w 1981 r. Polska i Węgry – kraje, gdzie dążenia niepodległościowe szły w parze z próbami reform gospodarczych, były w centrum zainteresowania Waszyngtonu. Dzięki jego wsparciu możliwe stało się przystąpienie w 1986 r. tych dwóch krajów do Międzynarodowego Funduszu Walutowego47. Z drugiej strony, Amerykanie „ukarali” rumuński rząd Nikolae Ceauşescu za prześladowania opozycji i łamanie praw człowieka zniesieniem klauzuli najwyższego uprzywilejowania w stosunkach handlowych48.

Polityka Reagana wobec krajów Europy Środkowo-Wschodniej zdecydowanie różniła się od strategii jego poprzedników. Można powiedzieć, że zbierał on plon z pielęgnowanej przez całą zimną wojnę strategii „rozmiękczania komunizmu”. Właśnie za kadencji Reagana nastąpił wyczekiwany moment – rozkładu totalitarnego ustroju. Przewidywana przez amerykańskich sowietologów – erozja „imperium zła” – miała dać wolność krajom włączonym w jego strefę wpływów. Zdecydowanie w dążeniu do przyspieszenia tego procesu, prezentowane przez amerykańskiego prezydenta, miało ponadto niebagatelny wpływ na umocnienie pozycji opozycjonistów w krajach za „żelazną kurtyną”.

Ewolucja stosunków ekonomicznych w dobie reaganomiki i thatcheryzmu

W dekadzie rozkładu systemu komunistycznego i jednoczesnych tendencji do globalizacji, stosunki gospodarcze amerykańsko-europejskie kształtowały się pod wpływem tych procesów. Dominacja ekonomiczna Zachodu nie podlegała wciąż dyskusji, ale gospodarczy front atlantycki nie przypominał już monolitu. Interesy po dwóch stronach Oceanu często się rozmijały. Europejska Wspólnota Gospodarcza stawała się coraz silniejsza. Po rozszerzeniu północnym w 1973 r. w latach 80. przeprowadzono dwa następne: tzw. śródziemnomorskie, w wyniku których członkami EWG zostały Grecja (1981 r.), Hiszpania i Portugalia (1986 r.). W tym czasie następowało też zbliżenie na linii EWG i EFTA, a na polepszenie stosunków między obu ugrupowaniami wpłynęła Deklaracja Luksemburska z 1984 r., która po raz pierwszy otwierała drogę wszystkim krajom Europy Zachodniej do rozszerzenia współpracy poza strefę wolnego handlu i unię celną. Jeszcze większe znaczenie dla integracji europejskiej miało ogłoszenie w 1986 r. Jednolitego Aktu Europejskiego, który precyzował nowe cele i zadania EWG (m.in. na współpracę w dziedzinie socjalnej i ochrony środowiska) oraz ustanawiał podstawy prawne do prowadzonej już działalności przez Wspólnotę, ale nie zapisanej formalnie w Traktatach Rzymskich (m.in. współpraca w dziedzinie walutowej oraz badań nad nowoczesną technologią)49. Organy EWG uzyskały nowe kompetencje, które wzmacniały ich ponadnarodowy charakter. Europa Zachodnia uczyniła znaczny krok na drodze do unii ekonomicznej i monetarnej. Stany Zjednoczone w okresie kadencji Reagana nie miały pomysłu, ani politycznych możliwości na odpowiednie „sterowanie” procesem integracyjnym w Europie. Wciąż jednak potrafiły w pojedynkę przeciwstawić swój potencjał europejskiej sile.

Dość wymiernym czynnikiem rozwoju gospodarki światowej. będącym przedmiotem rywalizacji europejsko-amerykańskiej, był postęp technologiczny, określany niekiedy w literaturze jako kolejna rewolucja naukowo-techniczna. Do najbardziej rozwijających się gałęzi należały elektronika (a zwłaszcza mikroelektronika), elektrotechnika, inżynieria materiałowa, biotechnologia, chemia i farmaceutyka. Symbolem przemian było powszechne zastosowanie mikroprocesorów. W latach 80. największym budżetem na naukę, technologię i eksperymenty badawcze dysponowały zdecydowanie Stany Zjednoczone. Państwo to miało ogromną przewagę także w liczbie naukowców i inżynierów. Pracowało ich tam około miliona w 1989 r. w RFN zatrudniano 1/5, a we Francji i Wielkiej Brytanii – 1/10 tylu ludzi nauki co w USA50. Nic więc dziwnego, że ojczyzną patentów w drugiej połowie XX w. były Stany Zjednoczone i tam rejestrowano ich najwięcej w latach 80. Niezwykle innowacyjnym narodem byli też Japończycy, którzy wypuszczali dwukrotnie więcej patentów niż trzeci w tej klasyfikacji Niemcy51. Przepaść dzieląca te trzy kraje od pozostałych była także widoczna w pozostałych tego typu rankingach.

Recesja z początku lat 80. XX w., będąca pokłosiem drugiego szoku naftowego nie była tak duża jak ta wywołana wstrząsem z 1973 r. Średnio bowiem produkcja przemysłowa spadła o zaledwie 2 punkty, a inwestycje o 4. Począwszy od 1984 r. (a w przypadku części krajów już od 1983 r.) można mówić o powrocie dobrej koniunktury, choć jej dynamika wciąż nie była porównywalna do tej sprzed 1974 r. W sumie tempo produkcji przemysłowej w krajach rozwiniętych gospodarczo w latach 80. wynosiło poniżej 3% rocznie. Spośród państw wyższą dynamikę wzrostu produkcji posiadały Stany Zjednoczone. Ich gospodarka rozwijała się w tempie od 0,5% do 1% szybciej niż w poszczególnych krajach zachodnioeuropejskich (zob. tab. 1)52.

Tabela 1. Tempo wzrostu produkcji przemysłowej w latach 80. w wybranych krajach kapitalistycznych (średnio roczny procentowy wzrost). Źródło: D. H. Aldcroft, The European Economy 1914-1990, London 1993, s. 221.

Przed wielkim dylematem stawały rządy państw europejskich i Stanów Zjednoczonych w kwestii przezwyciężenia negatywnych zjawisk zachodzących w gospodarce. Nie było to sprawą prostą, bowiem keynesowskie metody pobudzania koniunktury, tj. rozszerzanie strumieni kredytu i pieniądza, przyspieszały tempo inflacji i powodowały stagnację. W tych warunkach wiele rządów uznało walkę z inflacją za ważniejszą od walki z bezrobociem i odrzuciło zasady polityki pełnego zatrudnienia. Zaczęto ograniczać zakres ingerencji państwa w gospodarkę. Następował zwrot w stronę tendencji liberalnych i wolnego rynku. W związku z tym w latach 80. zarówno gospodarka amerykańska, jak i europejska potrzebowały bodźca do reform. Po obu stronach Atlantyku znaleźli się jednak ambitni i skuteczni politycy oraz ekonomiści, którzy odważyli się te reformy wcielać w życie.

Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 1980 r. Reagana sytuacja w USA uległa stopniowej poprawie. Program gospodarczy wdrażany przez nowego prezydenta otrzymał miano reaganomiki. Charakteryzował się on restrykcyjną polityką pieniężną, redukcją podatków, zmniejszeniem i zrównoważeniem budżetu (tego nie udało się uzyskać administracji Reagana) oraz wzrostem wydatków na cele militarne. Rynek został uznany za najskuteczniejszy mechanizm alokacyjny, regulujący i motywacyjny. Ograniczono w ten sposób wpływ na gospodarkę interwencjonizmu państwowego53.

Mniej spektakularne sukcesy odnosiła w dobie reganomiki Europa Zachodnia. W Wielkiej Brytanii dopiero rządy konserwatystów pod wodzą Margaret Thatcher w latach 80. skierowały brytyjską gospodarkę na właściwe tory. Premier podjęła bowiem energiczną walkę z inflacją, dokonała prywatyzacji znacjonalizowanych gałęzi gospodarki oraz ograniczyła znacznie wpływy związków zawodowych. W wyniku reformy podatkowej obniżona została stopa opodatkowania dochodów, spłaszczono stosowaną w podatkach progresję oraz zmniejszono wydatki państwa na cele socjalne. Thatcheryzm, podobnie jak reaganomika, okazał się sukcesem. Mimo sporych kosztów społecznych, udało się wejść Wielkiej Brytanii na ścieżkę wzrostu, pozbywając się przy tym uciążliwej inflacji54. Inną opcję od brytyjskiej wybrała Francja, która w czasie rządów lewicy zdecydowała się powiększyć, i tak już spory, sektor publiczny. Jednak nacjonalizacja banków oraz zakładów związanych z przemysłem stalowym i zbrojeniowym nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Dlatego też w drugiej połowie lat 80. przystąpiono do ponownej prywatyzacji, szczególnie sektora bankowości. Francja w porę przystąpiła do restrukturyzacji przemysłu, stawiając na nowoczesne technologie, ale i na tradycyjne gałęzie, cieszące się wciąż wielkim popytem: tj. na branżę motoryzacyjną, lotniczą i zbrojeniową. Szybciej od brytyjskiej, francuskiej, czy włoskiej gospodarki rozwijały się Niemcy Zachodnie. W RFN, zarówno chadecja, jak i liberałowie promowali koncepcję społecznej gospodarki rynkowej. Program ten przyjmował za podstawę zasady wolności gospodarczej, zakładał jednak stałą obecność państwa w systemie ekonomicznym oraz prowadzenie aktywnej polityki, zwłaszcza w sferze społecznej. W RFN rozwijały się nowoczesne technologie – w Europie państwo to nie miało sobie równych pod względem wysokiej jakości samochodów oraz sprzętu AGD i RTV. W latach 80. takie przemysły, jak: stoczniowy, elektrotechniczny i stalowy, znalazły się pod parasolem ochronnym państwa. Jednak generalnie ingerencja rządu w gospodarkę zmniejszała się, co w porównaniu z innymi krajami europejskimi było novum55. Natomiast wpływ pozostałych państw europejskich na gospodarkę światową był niewielki. Większe znaczenie odgrywały poszczególne regiony: Beneluks, Skandynawia, kraje śródziemnomorskie. Owszem, w wąskiej specjalizacji, liczyły się pojedyncze państwa europejskie, jednak tak naprawdę ich znaczenie wzrastało w ramach całego bloku regionalnego lub europejskiego. Dlatego też proces integracyjny pogłębiał się.

W diametralnie odmiennym położeniu znajdowała się w latach 80. gospodarka państw Europy Środkowo-Wschodniej. Postępował tam rozkład kierowanego centralnie systemu ekonomiczno-społecznego. Zmniejszały się stale, w porównaniu z okresami wcześniejszymi, parametry ekonomiczne. Nie widać było natomiast kryzysu w przygotowaniach militarnych bloku. ZSRR zbliżał się w połowie lat 80. do sumy 150 mld rocznie w wydatkach wojskowych, co stanowiło 10-15% całego dochodu tego państwa. Wielki wkład był też udziałem pozostałych krajów (od 4% w Polsce do 8% w NRD)56. Charakterystyczną cechą gospodarki socjalistycznej lat 80. była powiększająca się luka technologiczna między krajami bloku wschodniego a Zachodem. Wielkim problemem bloku była też powolna degradacja środowiska naturalnego. Skażenie powietrza, zanieczyszczenie wód oraz brak nowoczesnych oczyszczalni powodowało katastrofę ekologiczną, której apogeum przypadło na awarię reaktora atomowego w Czarnobylu w 1986 r. W takich realiach rywalizacja Europy Wschodniej z drugą częścią kontynentu lub ze Stanami Zjednoczonymi była z góry skazana na porażkę.

Na gospodarcze stosunki między Europą a USA ogromny wpływ wywierały związki handlowe. Do powiększania światowych obrotów przyczyniała się liberalizacja wymiany międzynarodowej. Najszybciej dokonywały jej kraje europejskie, natomiast Stany Zjednoczone nie mając na półkuli zachodniej tak silnego wsparcia wśród pozostałych państw (oprócz Kanady) mogły jedynie naciskać na dalszą redukcję taryf w ramach GATT. Jednak pomimo stopniowego (począwszy od lat 40. XX w.) zmniejszania i znoszenia ceł okazało się, że w połowie lat 80. wciąż jeszcze 2/3 globalnych obrotów podlegało różnego rodzaju restrykcjom eksportowym i importowym. Dlatego też przed Urugwajską Rundą GATT (początek negocjacji – 1986 r.) postanowiono skoncentrować się na likwidacji pozostałych barier, subsydiów rządowych, odrzuceniu limitów inwestycyjnych oraz uporządkowaniu kwestii związanych z markami handlowymi i prawami autorskimi57.

W dobie recesji na początku lat 80., rozpoczęła się swoista „wojna handlowa” między Stanami Zjednoczonymi, Wspólnotami Europejskimi i Japonią. Amerykanie mieli za złe państwom zachodnioeuropejskim ustalanie cen dumpingowych na stal, co prowadziło do ograniczenia jej produkcji w Stanach Zjednoczonych. Jednak największą kością niezgody był handel produktami rolnymi. Kraje europejskie znacznie zmniejszyły ich import zza Oceanu, jednocześnie zdobywając dla swojej żywności rynki tradycyjnie zdominowane przez Stany Zjednoczone: Bliski Wschód i Amerykę Łacińską58. W wyniku swoistej batalii handlowej zmieniały się struktura geograficzna i towarowa. W połowie lat 80. na pierwsze miejsce w światowym handlu awansowały Niemcy Zachodnie, które wyprzedziły pod tym względem Stany Zjednoczone. W 1987 r. na RFN przypadało niemal 13% ogólnoświatowego eksportu, podczas gdy na USA mniej niż 11%. Jeszcze większa była przewaga RFN w eksporcie światowym produktów przemysłowych. Jej udział w latach 80. wynosił ponad 20% i kraj ten wyprzedzał Japonię (18%) i USA (15%). Kraje europejskie: Francja, Wielka Brytania i Włochy także liczyły się w handlu światowym i w 1987 r. ich wspólny udział sięgał 17%59. Jeśli zbilansowalibyśmy wkład całej EWG i EFTA, przewaga Europy nad Stanami Zjednoczonymi byłaby bezsporna.

Wykres I. PKB USA i pięciu największych europejskich gospodarek w 1989 r. (w mld dol. o sile nabywczej z 1990 r.). Źródło: A. Maddison, The World Economy: A Millennial Perspective, OECD, Paris 2002, s. 272-342.

W latach 80. zauważalna była tendencja do przeciwstawienia się hegemonii gospodarczej Stanów Zjednoczonych. Europa, jako coraz bardziej zwarty blok, umiejętnie odbierała rynki handlowe i kapitałowe, na których królowały dotąd przedsiębiorstwa amerykańskie. Nie znaczy to, że USA traciło zdolność konkurencyjną. Swój ogromny potencjał potwierdzało w najnowocześniejszych dziedzinach produkcji, wciąż niedostępnych dla swoich przeciwników-sojuszników zza Oceanu. O mocy gospodarki amerykańskiej najlepiej świadczył jej udział w globalnym PKB. W 1989 r. był to wkład powyżej 21% (5,7 bln dol.). Dla porównania PKB całej Europy Zachodniej równał się 5,9 bln dol. co stanowiło ponad 22% globalnego dochodu. Dokładając do tego zmniejszający się udział Europy Wschodniej (bez ZSRR wynosił on w 1989 r. powyżej 700 mld dol. co stanowiło około 3% światowego PKB)60 to przewaga Europy była niewielka rozpatrując to w kategoriach potencjalnych możliwości (biorąc pod uwagę liczbę ludności). Przewaga USA doskonale była też widoczna w porównaniu z poszczególnymi gospodarkami europejskimi (zob. wykres I) i to zarówno w wielkościach bezwzględnych, jak i liczonych na jednego mieszkańca. W końcu lat 80. USA prowadziło w tych rankingach. W 1989 r. na obywatela USA przypadało przeciętnie 23 tys. dol. W drugiej w zestawieniu – Szwajcarii PKB per capita wynosił 2 tys. mniej. W pozostałych bogatszych państwach zachodnioeuropejskich PKB na mieszkańca wahał się między 15 a 18 tys., a we wschodnioeuropejskich był kilkakrotnie mniejszy61. Analizując stosunki transatlantyckie za prezydentury Reagana, można dostrzec wiele analogii z relacjami w czasach nam współczesnych, kiedy na fotelu prezydenckim zasiada George W. Bush. Dezaprobata Europy Zachodniej wobec konfrontacyjnej polityki światowej, dyskusje o roli NATO czy rywalizacja na polu ekonomicznym, zdają się być stałymi problemami sojuszu amerykańsko-europejskiego. Mimo całkowicie odmiennych warunków geopolitycznych, trudno nie zwrócić uwagi na nieśmiertelne „specjalne stosunki” Stanów Zjednoczonych z Wielką Brytanią, czy na swoisty proamerykanizm Europy Środkowo-Wschodniej. Tak jak Reagan w latach 80., tak w pierwszej dekadzie XXI w. G. W. Bush jest dla społeczeństw europejskich symbolem unilateralizmu Ameryki. Taka konkluzja może jednak paradoksalnie prowadzić do optymistycznych wniosków. Rozbieżności transatlantyckie są możliwe do przezwyciężenia – mimo wielu punktów spornych, sojusz Zachodu jest trwały, ze względu na wspólną politykę bezpieczeństwa i liczne więzy polityczne i ekonomiczne.

Paulina Matera, Rafał Matera

Przypisy:

1. W 1979 r., po obaleniu szacha, władzę w Iranie przejął muzułmański przywódca – ajatollah Ruhollah Chomeini, wrogi wpływom Stanów Zjednoczonych w tym państwie. Odcięło to USA, uznane za „państwo szatańskie”, od pewnego źródła ropy naftowej i zachwiało polityką bezpieczeństwa w tym regionie świata. Największym ciosem dla prestiżu Stanów Zjednoczonych było jednak uwięzienie w listopadzie 1979 r. amerykańskich zakładników w teherańskiej ambasadzie i nieudana próba ich odbicia.
2. R. J. Barnet, The Alliance. America, Europe, Japan. Makers of the Postwar World, New York 1983, s. 412.
3. Na początku lat 80. we Francji absolutną większość mandatów w wyborach w 1981 r. zdobyli socjaliści (prezydentem był również socjalista – François Mitterand), a w RFN u władzy była koalicja socjaldemokratów i liberałów do października 1982 r., kiedy rządy objął chrześcijański demokrata – Helmut Kohl. W Wielkiej Brytanii od 1979 r. na czele rządu konserwatywnego stała Margaret Thatcher (J. Krasuski, Europa Zachodnia po II wojnie światowej. Dzieje Polityczne, Poznań 1990, s. 457, 466, 472).
4. W. LaFeber, America, Russia and the Cold War 1945-1992, New York 1993, s. 314.
5. W. Bukowski, Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla, Warszawa 1998, s. 509.
6. G. Smith, Reagan and Thatcher, London 1990, s. 76-94.
7. R. Reagan, An American Life: an Autobiography, New York 1990, s. 134.
8. J. Krieger, Reagan, Thatcher and the Politics of Decline, Cambridge 1986, s. 152.
9. Reagan nazwał 8 lipca 1986 r. „członkami konfederacji państw terrorystycznych” Iran, Koreę Północną, Kubę, Nikaraguę i Libię.
10. P. Johnson, Historia świata od roku 1917 do lat 90-tych, London 1992, s. 1028.
11. S. E. Ambrose, Rise to Globalism. American Foreign Policy since 1938, New York 1993, s. 330.
12. W. Roszkowski, Półwiecze. Historia polityczna świata po 1945 r., Warszawa 1998, s. 311.
13. M. A. Jones, op. cit., s. 707.
14. W maju 1987 r. została zbombardowana amerykańska fregata „Stark”, na której życie straciło 37 marynarzy. Ponieważ incydenty tego typu powtarzały się, były prezydent Carter wezwał Reagana do wypowiedzenia wojny Iranowi, lecz prezydent nie zdecydował się na ten krok (S. E. Ambrose, op. cit., s. 341).
15. G. Smith, op. cit., s. 238.
16. La Politque étrangere de la France: textes et documents, avril-mai-juin 1982, Paris 1982, s. 122 (dostępne na stronie: http:// www.g7.utoronto.ca).
17. G. Brown Tindall, D. E. Shi, Historia Stanów Zjednoczonych, Poznań 2002, s. 1333.
18. J. Kukułka, Historia współczesna stosunków międzynarodowych, 1945-1994, Warszawa 1994, s. 368.
19. W. Roszkowski, op. cit., s. 368.
20. S. E. Ambrose, op. cit., s. 322.
21. J. Krasuski, op. cit., s. 453.
22. Cyt. za: H. Kissinger, Dyplomacja, Warszawa 2002, s. 855.
23. American Foreign Policy. Current Documents, 1983, Washington 1985, dok. 140.
24. U.S. Department of State, Bulletin, s. 20-22 (dostępne na stronie: http:// www.g7.utoronto.ca). Por. G. Smith, op. cit., s. 110.
25. J. Kaczmarek, NATO, Europa, Polska 2000, Wrocław 2000, s. 41.
26. Więcej na ten temat można znaleźć w wydaniu specjalnym ”Foreign Affairs”, nr 68, 1989 – “Europe in the Reagan Years”. Zob. także: W. LaFeber, America, Russia…, s. 308; M. A. Jones, Historia USA, Gdańsk 2002, s. 696.
27. R. J. Barnet, op. cit., s. 415.
28. Europejskie kraje NATO wydawały na obronę średnio 3,5% swojego PKB, podczas gdy Stany Zjednoczone – 5,8%. Ponad połowa amerykańskich środków była przeznaczana na cele związane z systemem obronnym NATO (S. E. Ambrose, op. cit., s. 323).
29. 17 marca 1948 r. Wielka Brytania, Francja i kraje Beneluksu zawarły Unię Zachodnią – organizację, której członkowie zobowiązali się do wzajemnej obrony w przypadku agresji. Organizacja ta została przekształcona w 1954 r. w Unię Zachodnioeuropejską, przez włączenie do niej RFN i Włoch.
30. G. Lundestad, ”Empire” by Integration. The United States and European Integration, 1945-1997, New York 1998, s. 111.
31. American Foreign Policy…, dok. 145.
32. J. Krasuski, op. cit., s. 468.
33. J. Kohan, Echoes Across the Gap, “Time”, 3rd September 1984.
34. Na spotkaniu na szczycie w Reykiawiku w październiku 1986 r. Gorbaczow zażądał zahamowania programu „gwiezdnych wojen”, co doprowadziło do zerwania rozmów. Fiaskiem zakończyły się również prowadzone miesiąc później w Wiedniu rozmowy ministrów spraw zagranicznych obu mocarstw (W. Roszkowski, op. cit., s. 373).
35. M. A. Jones, op. cit., s. 706.
36. W. LaFeber, The American Age. United States Foreign Policy at Home and Abroad since 1750, New York 1989, s. 696.
37. W. LaFeber, America, Russia…, s. 327.
38. Wśród sankcji wobec Polski znalazło się zawieszenie eksportu produktów rolnych; wstrzymanie zabezpieczeń kredytowych; zerwanie komunikacji powietrznej organizowanej przez LOT; zakaz połowów polskiej floty rybackiej na wodach amerykańskich. W wystąpieniu z 23 grudnia 1981 r. Reagan stwierdził, że decyzje te mają charakter natychmiastowy, ale dodawał też, że sankcje nie są skierowane przeciwko narodowi, ale przeciw władzom Polski (L. Pastusiak, Prezydenci, Warszawa 1989, t. 3, s. 415-416).
39. T. W. Simons, Jr., Eastern Europe in the Postwar World, New York 1991, s. 182.
40. M. McCauley, Rosja, Ameryka i zimna wojna, 1949-1991, Wrocław 2001, s. 81.
41. Decyzja ta została podjęta z powodu zalegania w amerykańskich magazynach ogromnych nadwyżek zboża (S. E. Ambrose, op. cit., s. 324).
42. F. Halliday, The Making of the Second Cold War, London 1983, s. 221.
43. Cyt. za : R. J. Barnet, op. cit., s. 435.
44. President Ronald Reagan on Russia as an ”Evil Empire”, [w:] The Makings of America: The United States and the World, vol. II, Lexington 1993, s. 501-504.
45. Od śmierci Breżniewa do marca 1985 r., kiedy na czele ZSRR stanął Michaił Gorbaczow, rządy sprawowali jeszcze Jurij Andropow i Konstantin Czernienko.
46. P. Schweizer, Victory. The Reagan Administration’s Secret Strategy that Hastened the Collapse of the Soviet Union, New York 1994.
47. J. Głuchowski, Międzynarodowe stosunki finansowe, Warszawa 1997, s. 24-25.
48. T. W. Simons, jr., op. cit., s. 196.
49. Jednolity Akt Europejski, [w:] Dokumenty Wspólnot Europejskich, oprac. A. Przyborowska-Klimczak, S. Skrzydło-Tefelska, Lublin 1994, s. 311-315. Zob. też: J. Ruszkowski, E. Górnicz, M. Żurek, Leksykon integracji europejskiej, Warszawa 1998, s. 95-96.
50. T. Nakamura, The Postwar Japanese Economy. Its Development and Structure, 1937-1994, Tokyo 1995, s. 274; RS 1996, s. 602.
51. C. Freeman, J. Hagendorn, Convergence and Divergence in the Internationalisation Technology, [w:] Technical Change and the World Economy, ed. J. Hagendorn, Aldershot 1995, s. 39.
52. D. H. Aldcroft, The European Economy 1914-1990, London 1993, s. 198.
53. D. T. Critchlow, „Rewolucja” Ronalda Reagana i jej pokłosie, [w:] Historia Stanów Zjednoczonych Ameryki, T. 5, Warszawa 1995, s. 128.
54. J. Kaliński, Zarys historii gospodarczej XIX i XX w., Warszawa 2000, s. 298-299.
55. Ibidem, s. 300.
56. D. H. Aldcroft, op. cit., s. 266; G. Shopflin, Politics in Eastern Europe, Oxford 1993, s. 224-240.
57. J. Kaliński, op. cit., s. 296.
58. R. J. Barnet, op. cit., s. 430.
59. V. Zamagni, The Economic History of Italy 1860-1990, Oxford 1997, s. 365.
60. A. Maddison, The World Economy: A Millennial Perspective, OECD, Paris 2002, s. 275, 329.
61. Ibidem, s. 276-279, 337-341.