Nadszedł czas realizacji przywództwa
Wystąpienie w Parlamencie Europejskim
z dnia 23 czerwca 2005 r.
Tony Blair
TO DLA MNIE ZASZCZYT, ŻE MOGĘ DZISIAJ WYSTĄPIĆ NA FORUM Parlamentu Europejskiego. Za Państwa pozwoleniem, będę zabierał głos po każdej sesji Rady w czasie Przewodnictwa Wielkiej Brytanii i przedstawiał Państwu stosowne sprawozdanie. Ponadto z chęcią będę konsultował się z Parlamentem przed każdą sesją Rady, tak, aby mieć możliwość poznania poglądów Parlamentu Europejskiego przed obradami Rady.
Moje wystąpienie przypada na bardzo ważny czas. Niezależnie od innych kwestii, co do których brakuje zgody, panuje na pewno zgoda odnośnie jednego: Europa jest w trakcie ważnej debaty na temat swojej przyszłości. Chcę dzisiaj z Państwem porozmawiać wprost na temat tej debaty, jej powodów i sposobów rozstrzygnięcia. Każdy kryzys niesie ze sobą szansę. W chwili obecnej istnieje też szansa dla Europy, o ile będziemy mieć odwagę z niej skorzystać.
Debata w sprawie Europy nie powinna być prowadzona w formie wymiany obelg ani argumentów personalnych. Powinna to być otwarta i szczera wymiana pomysłów. Na samym początku pragnę jasno podzielić się moją definicją tej debaty i sporów leżących u jej podstaw.
Kwestia nie dotyczy wyboru pomiędzy Europą „wolnorynkową” a Europą socjalną, pomiędzy tymi, którzy chcą opierać się na wspólnym rynku a tymi, którzy widzą Europę jako przedsięwzięcie polityczne.
Takie przedstawianie sprawy nie jest po prostu błędnym oglądem sytuacji. Ma ono na celu zastraszenie tych, którzy chcą zmian w Europie, przez przedstawianie chęci zmian jako zdrady europejskiego ideału i niepozwalanie na poważną debatę o przyszłości Europy przez stwierdzanie, że już samo naleganie na debatę oznacza przyjęcie anty-Europy. Jest to podejście, z którym walczyłem przez całe swoje polityczne życie. Ideały umieją przetrwać w czasie zmian. Ideały obumierają gdy zamiast podejmowania wyzwań następuje bezczynność.
Jestem zagorzałym proeuropejczykiem. Zawsze nim byłem. Pierwszy głos oddałem w roku 1975 w brytyjskim referendum dotyczącym członkostwa i mój głos był za. W roku 1983, kiedy byłem ostatnim kandydatem w Wielkiej Brytanii, który miał zostać wybrany tuż przed tymi wyborami, i kiedy moja partia realizowała politykę wycofania z Europy, stwierdziłem na konferencji kwalifikacyjnej, że z tą polityką się nie zgadzam. Niektórzy byli przekonani, że przegrałem proces selekcji. Niektórzy zapewne żałują, że tak się nie stało. W latach 1980-ch pomagałem zmienić naszą politykę i byłem dumny z tych zmian. Od kiedy zostałem premierem podpisałem Kartę Społeczną w sprawie polityki socjalnej, wraz z Francją pomagałem tworzyć nowoczesną europejską politykę obronną, oraz miałem swój udział w traktatach amsterdamskim, nicejskim a następnie rzymskim.
Jest to unia wartości, unia solidarności pomiędzy narodami i ludźmi, nie tylko unia wspólnego rynku, na którym działamy, ale jest to także unia wspólnej przestrzeni politycznej, w której mieszkamy jako obywatele. I zawsze taka będzie.
Wierzę w Europę jako przedsięwzięcie polityczne. Wierzę w Europę o silnym wymiarze socjalnym. Nigdy nie zaakceptowałbym Europy, która byłaby tylko rynkiem ekonomicznym. Stwierdzenie, że na tym polega kwestia jest ucieczką od realnej debaty i ukrywaniem się w bezpiecznej sferze rzeczy, które zawsze sobie mówiliśmy w chwilach trudności.
Nie istnieje podział pomiędzy Europą, która musi odnieść sukces gospodarczy i Europą socjalną. Europa polityczna i Europa gospodarcza nie są niezależnymi bytami.
Celem Europy socjalnej i Europy gospodarczej powinno być wzajemne wspieranie.
Celem Europy politycznej powinno być propagowanie efektywnych instytucji demokratycznych, aby tworzyły politykę w tych dwóch sferach i poza nimi, zawsze kiedy chcemy i kiedy musimy współpracować w naszym wspólnym interesie.
Natomiast celem przywództwa politycznego jest dostosowanie polityki do wymagań współczesnego świata.
Przez 50 lat liderzy Europy realizowali ten cel. Mówi się o kryzysie. Pomówmy najpierw o osiągnięciach: po zakończeniu wojny Europa leżała w ruinie; dzisiaj UE stanowi pomnik osiągnięć politycznych. Prawie 50 lat pokoju, 50 lat prosperity, 50 lat postępu. Pomyślmy o tym z wdzięcznością.
Historia działa na korzyść UE. Kraje na całym świecie jednoczą się bo dzięki współpracy zwiększają siłę każdego z nich z osobna. Do drugiej połowy XX wieku przez całe wieki europejskie narody własnymi siłami poddawały świat dominacji, kolonizowały duże jego części i prowadziły przeciwko sobie wojny o panowanie na świecie. Po okrucieństwach drugiej wojny światowej liderzy polityczni wypracowali wizję, w której te czasy mają już nigdy nie powrócić. Dzisiejszy świat wcale nie pomniejsza tej wizji, lecz pokazuje jej trwałość. Stany Zjednoczone są jedyną superpotęgą na świecie. Ale za kilka dziesięcioleci Chiny i Indie będą największymi gospodarkami na świecie, a liczba ludności każdego z nich będzie trzy razy większa niż całej UE. Idea zjednoczonej i współpracującej Europy ma kluczowe znaczenie dla naszych narodów i może dać nam siłę, by utrzymać nasze miejsce na tym świecie.
Teraz, prawie po pięćdziesięciu latach, musimy przejść odnowę. Nie wstyd to przyznać. Muszą to zrobić wszystkie instytucje. I jesteśmy w stanie temu podołać. Ale uda się tylko, jeżeli powiążemy europejskie ideały, w które wierzymy z nowoczesnym światem, w którym żyjemy. Jeżeli Europa uciekłaby w eurosceptycyzm albo jeżeli narody europejskie w obliczu tego olbrzymiego wyzwania zdecydują, iż będą trzymać się razem by uniknąć globalizacji, by chronić się przed zmianami zachodzącymi wokół nas, jeśli będą szukać ucieczki w obecnej polityce Europy - jakby sam fakt jej powtarzania mógł sprawić, że stanie się ona bardziej istotna, to narazimy się na porażkę. Porażkę na dużą, strategiczną skalę. Nie czas oskarżać o zdradę tych, którzy chcą Europę zmienić. Czas uznać, że tylko poprzez zmianę Europa odzyska swoją siłę, swoje znaczenie, swój idealizm a przez to odzyska poparcie obywateli.
I jak zawsze obywatele wyprzedzają polityków. Jako klasa polityczna zawsze myślimy, że obywatele, skoro nie mają stałej obsesji na punkcie polityki, nie mogą jej zrozumieć ani nie dostrzegają jej niuansów i złożoności. Ale ostatecznie ludzie zawsze widzą politykę wyraźniej niż my, a dzieje się tak właśnie dlatego, że nie są ogarnięci manią na jej punkcie. Kwestia nie dotyczy idei Unii Europejskiej jako takiej. Dotyczy modernizacji. Dotyczy polityki. Nie jest to debata na temat tego jak opuścić Europę, ale jak sprawdzić, aby spełniała cel, do którego została powołana, czyli poprawianie życie jej obywateli. A w chwili obecnej mieszkańcy Europy wcale nie są przekonani, że tak się dzieje. Weźmy to pod uwagę.
Przez cztery lata Europa prowadziła debatę na temat naszej nowej Konstytucji, w tym dwa lata w formie Konwentu. Konstytucja była szczegółowym i rozważnie przygotowanym dziełem mającym na celu określenie nowych reguł kierowania Europą składającą się z 25, a w przyszłości 27, 28 i więcej państw członkowskich. Zatwierdziły ją wszystkie rządy, poparli wszyscy liderzy. A następnie obywatele powszechnie odrzucili w referendach w dwóch założycielskich państwach członkowskich. W przypadku Holandii stało się to większością ponad 60% głosów. Realia są takie, że w większości państw członkowskich trudno byłoby dzisiaj zagwarantować „tak” dla Konstytucji w referendum.
Są dwa możliwe wyjaśnienia tej sytuacji. Jedno, że obywatele zapoznali się z Konstytucją i nie zgadzają się z jej konkretnymi postanowieniami. Wątpię, czy taka była przyczyna oddania większości głosów na „nie”. Nie jest to sprawa złych sformułowań czy braku zgody na konkretne zapisy.
Drugim możliwym wyjaśnieniem jest to, że Konstytucja stała się dla Europejczyków jedynie sposobem na wyrażenie szerszego i głębszego braku zadowolenia ze stanu rzeczy w Europie. Sądzę, że właśnie taka analiza jest słuszna.
Jeżeli tak jest, to nie mamy doczynienia z kryzysem instytucji politycznych, a z kryzysem przywództwa politycznego. Mieszkańcy Europy zadają nam trudne pytania. Martwią się o globalizację, bezpieczeństwo zatrudnienia, emerytury i poziom życia. Widzą, że nie tylko ich gospodarki, ale i społeczeństwo wokół nich się zmienia. Tradycyjne społeczności się rozpadają, wzorce narodowe ulegają zmianom, życie rodzinne cierpi a rodziny starają się wypracować równowagą pomiędzy pracą a domem.
Żyjemy w czasach ogromnych wstrząsów i zmian. Spójrzmy na nasze dzieci i na technologie, z których teraz korzystają oraz na rynek pracy, przed jakim stoją. Świat jest nie do poznania w porównaniu ze światem, którego doświadczaliśmy jako studenci 20 - 30 lat temu. Kiedy następują takie zmiany, przywódcy muszą być umiarkowani. Jeżeli nie są, to skrajności procesów politycznych nabierają rozpędu. Takie zjawiska zachodzą wewnątrz narodów. To samo dzieje się teraz w Europie.
Zastanówmy się tylko: Deklaracja z Laeken, która wprowadziła Konstytucję miała na celu “zbliżenie Europy do jej mieszkańców”. Czy jej się to udało? Agenda Lizbońska została wprowadzona w roku 2000 z ambicją uczynienia Europy “najbardziej konkurencyjnym miejscem do prowadzenia działalności na świecie do roku 2010”. Połowa tego okresu już minęła. Czy udało się osiągnąć ten cel?
Brałem udział w opracowywaniu kolejnych Wniosków Rady, opisujących w jaki sposób „przywracamy łączność Europy z jej mieszkańcami”. Ale czy rzeczywiście tak się dzieje? Nadszedł czas, aby poddać się samokontroli i by przebudzić się. Obywatele biją na alarm przed murami miasta. Czy my ich słuchamy? Czy mamy wolę polityczną, aby wyjść i spotkać się z nimi, sprawić, by uważali, że nasze przywództwo stanowi rozwiązanie a nie część ich problemu? W takim to kontekście odbywa się debata budżetowa. Obywatele mówią: budżet jest potrzeby do przywrócenia wiarygodności Europy. Oczywiście, że tak jest, ale powinien to być właściwy budżet. Nie powinien on być wynikową debaty o kryzysie w Europie, lecz powinien być częścią odpowiedzi na ten kryzys.
Chcę powiedzieć kilka słów na temat piątkowego Szczytu. Niektórzy sugerowali, że nie chciałem pójść na kompromis w sprawie rabatu Wielkiej Brytanii; że podniosłem kwestię Wspólnej Polityki Rolnej w ostatniej chwili; że oczekiwałem, iż dokonamy renegocjacji WPR w piątek w nocy. Tak naprawdę jestem jedynym przywódcą brytyjskim, który kiedykolwiek powiedział, że podda kwestię rabatu pod negocjacje. Nigdy nie mówiłem, że powinniśmy natychmiast odejść od WPR i renegocjować ją w ciągu jednego dnia: takie stanowisko byłoby absurdalne. Jakakolwiek zmiana musi brać pod uwagę faktyczne potrzeby społeczności rolniczych i musi być rozłożona w czasie. Powiedziałem dwie rzeczy: że nie możemy się zgodzić na nową perspektywę finansową, która przynajmniej nie będzie wyznaczała procesu, który prowadzi do bardziej racjonalnego budżetu; oraz że musi to pozwalać takiemu budżetowi na kształtowanie drugiej połowy takiej perspektywy do roku 2013. W innym przypadku może nadejść rok 2014 zanim zostanie uzgodniona jakakolwiek fundamentalna zmiana, nie mówiąc o jej realizacji. W międzyczasie oczywiście Wielka Brytania będzie płacić swoją część kosztów rozszerzenia. Mógłbym tutaj nadmienić, że niezależnie od niczego pozostaniemy drugim największym płatnikiem netto UE, płacąc w tej perspektywie miliardy więcej niż kraje o podobnej wielkości.
Zatem tak wygląda kontekst. Jak wyglądałaby inna agenda polityczna dla Europy?
Po pierwsze, agenda taka modernizowałaby nasz model socjalny. Niektórzy sugerowali, że chciałem odejść od europejskiego modelu socjalnego. Powiedzcie mi jednak: co to za model socjalny, który pozwala na 20-milionowe bezrobocie w Europie, na produktywność niższą niż w Stanach Zjednoczonych; który pozwala na to, aby Indie kształciły więcej naukowców niż w Europa; model, w którym każdy relatywny wskaźnik nowoczesnej gospodarki – poziom umiejętności, prace badawczo-rozwojowe, patenty, informatyka – odnotowuje spadek a nie wzrost? W ciągu najbliższych pięciu lat Indie rozwiną swój sektor biotechnologii pięciokrotnie. Chiny potroiły wydatki na prace badawczo-rozwojowe w ciągu ostatnich pięciu lat.
Jedynie 2 z 20 najlepszych światowych uniwerstytetów znajdują się w Europie.
Celem naszego modelu socjalnego powinno być podniesienie konkurencyjności, by ludzie umieli lepiej radzić sobie z globalizacją i korzystać z możliwości, które ona oferuje oraz unikać zagrożeń, które może przynieść. Oczywiste jest że potrzebujemy Europy socjalnej, ale taka Europa musi też sprawnie działać.
Wiemy jak to osiągnąć: drogę wyznacza nam Raport Koka z 2004. Chodzi o inwestowanie w rozwój wiedzy i umiejętności, prowadzenie aktywnej polityki na rynku pracy, inwestowanie w naukę i w innowacyjne rozwiązania, w szkolnictwo wyższe, regenerowanie terenów miejskich, oraz wspieranie małego biznesu. Taka właśnie polityka społeczna jest nowoczesna; nie jest nią natomiast regulowanie i ochrona miejsc pracy, co może chronić zatrudnienie na jakiś czas ale w szerszej perspektywie może prowadzić do zwiększenia bezrobocia.
Dziś nadszedł dzień korekty wypaczonych wyobrażeń; zajmę się więc jednym z nich. Mówi ono, jakoby Wlk Brytania tkwiła w szponach skrajnie wolnorynkowej anglosaskiej filozofii, która pozwala niszczyć osoby biedne lub w trudnej sytuacji społecznej. Otóż obecny rząd Wlk Brytanii wprowadził system pomocy osobom bezrobotnym i stosując największy program zatrudnieniowy w Europie doprowadził już praktycznie do zlikwidowania zjawiska długotrwałego bezrobocia wśród młodych ludzi.
Rząd brytyjski zwiększył inwestycje w usługi w sektorze publicznym w większym stopniu niż rząd jakiegokolwiek innego państwa w Europie w ciągu ostatnich pięciu lat. Oczywiście musieliśmy tak zrobić, ale udało nam się. Po raz pierwszy w brytyjskiej historii wprowadziliśmy minimalną stawkę wynagrodzenia. Poddaliśmy nasze miasta rewitalizacji. Dzięki naszym działaniom poziom życia ponad jednego miliona dzieci podniósł się powyżej poziomu ubóstwa, w którym uprzednio żyły, a dwa miliony emerytów wydźwignęło się z bardzo ciężkiej sytuacji życiowej. W stopniu dotychczas nieobecnym w Wlk Brytanii rozpoczęliśmy programy opieki nad małymi dziećmi oraz realizację praw macierzyńskich oraz ojcowskich. Udało nam się tego dokonać dzięki silnej gospodarce, a nie jej kosztem.
Po drugie, budżet powinien odzwierciedlać te realia. Tu drogę postępowania wyznacza nam raport Sapira, opublikowany przez Komisję Europejską w 2003. Podaje on jasno jak powinien być skonstruowany nowoczesny budżet europejski. Wprowadźmy go w życie. Jednak jeśli budżet dla Europy ma być nowoczesny, to za 10 lat nie może wydawać 40% na Wspólną Politykę Rolną. Po trzecie, trzeba realizować Agendę Lizbońską. W sprawach pracy, uczestnictwa w rynku zatrudnienia, absolwentów i stałego kształcenia nie osiągamy takiego postępu, jaki założyliśmy w Lizbonie. Agenda wyznaczyła nam cele, więc realizujmy je.
Po czwarte, musimy wprowadzić zasady makroekonomiczne, które będą jednocześnie wprowadzać dyscyplinę i będą elastyczne. W tym temacie poruszam się z dużą ostrożnością. Nie będę wypowiadać się na temat strefy euro, powiem tylko tyle: gdyby udało się nam uzgodnić reformy gospodarcze i zademonstrować prawdziwie poważne podejście do zmian strukturalnych, to ludzie zaczęliby postrzegać reformę makropolityki jako rozsądne posunięcie, a nie jako wynik rozluźnienia fiskalnego. Taka reforma potrzebna jest od zaraz, jeśli w Europie ma nastąpić wzrost.
Mówiłem o trudnościach, które stawia przed nami gospodarka oraz sprawy społeczne. Popatrzmy teraz na powiązane z nimi problemy: przestępczość, politykę bezpieczeństwa, oraz imigrację.
Przestępczość przekracza teraz granice państw łatwiej niż dotychczas. Przestępczość zorganizowana kosztuje Wielką Brytanię rocznie ponad 20 miliardów funtów.
Migracje wzrosły dwukrotnie w ciągu minionych 20 lat. Większość przepływów migracyjnych jest dobra i pożądana. Jednak migracją trzeba zarządzać. Nielegalna migracja stanowi problem wielu narodów i jest osobistą tragedią wielu tysięcy ludzi. Ocenia się, że 70% nielegalnych imigrantów jest przewożonych przez zorganizowane grupy przestępcze. Handel ludźmi ma też swój wyraz poprzez odrażające praktyki, gdy zorganizowane grupy przestępców kierują przybyszów w pewne regiony i eksploatują ich po przyjeździe. Na całym świecie co roku ofiarą handlu ludźmi pada od 600.000 do 800.000 osób, a ponad 100.000 kobiet pada ofiarą tej przestępczości w Unii Europejskiej.
W tym względzie pomóc może stosowny plan w ramach polityki spraw wewnętrznych: realizacja unijnego planu nt zwalczaniu terroryzmu, który odznacza się wielkim potencjałem poprawy działań służb antyterroystycznych, stawienie czoła radykalizacji działań terrorystycznych i rekrutacji terrorystów; międzynarodowa współpraca służb wywiadowczych, ściganie zorganizowanej przestępczości, proponowanie rozwiązań, które ostro rozprawią się z handlarzami narkotyków - w tym dojście do ich kont bankowych i utrudnianie im działań - aresztowanie ich przywódców i doprowadzanie ich przed oblicze wymiaru sprawiedliwości, uzgodnienie procedur w przypadku odsyłania ludzi, którym odmówiono azylu, odsyłania nielegalnych imigratów z krajów sąsiadujących oraz z pozostałych, oraz stosowanie technologii biometrycznych, które mają zabezpieczyć europejskie granice.
Mamy też całą dziedzinę Wpólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa. Powinniśmy uzgodnić jak w praktyce zwiększyć europejski potencjał obronny, powinniśmy podejmować się większej ilości misji pokojowych, rozwijać - wspólnie z NATO, lub jeśli NATO nie będzie chciało się gdzieś angażować, to samodzielnie – potencjał do szybkiej i skutecznej interwencji w przypadku konfliktów. Przypatrzcie się dzisiejszym europejskim armiom i ich wydatkom: czy rzeczywiście spełniają one współczene strategiczne oczekiwania?
Taka polityka obronności jest niezbędną częścią efektywnej polityki zagranicznej. Chociaż nawet i bez niej powinniśmy zastanowić się jaki wpływ może wywierać Europa. Gdy UE zgodziła się ostatnio podnieść dwukrotnie poziom swej pomocy dla Afryki, to pomogła nie tylko temu umęczonemu kontynentowi, ale przyczyniła się też do polepszenia współpracy wewnątrz Europy.
Jesteśmy liderem światowym w świadczeniu pomocy zagranicznej, z czego jesteśmy dumni.
Powinniśmy stać się liderem w promowaniu nowego wielostronnego porozumienia handlowego, które zwiększy poziom wymiany handlowej dla wszystkich, ale najbardziej dla najbiedniejszych krajów. Przewodniczymy też debacie nt. zmian klimatycznych oraz tworzeniu ogólnoeuropejskiej polityki, która się nimi ma zająć. Dzięki panu Solanie Europa zaczęła liczyć się w procesie pokojowym na Bliskim Wschodzie. Mój wniosek jest prosty: silna Europa może być aktywnym graczem w polityce zagranicznej, dobrym partnerem dla Stanów Zjednoczonych, ale też Europą, która wpływa na kształt świata i przyczynia się do jego postępu.
Taka Europa: w której gospodarka się modernizuje i gdzie bezpieczeństwo zwiększa się poprzez działania wewnątrz Unii oraz przez współpracę z sąsiadami, byłaby Europą, która może w siebie wierzyć. Byłaby to Europa, która rozszerzanie postrzega nie z kategoriach zagrożenia, tj. gdy uzyskanie członkostwa jest grą o sumie zerowej, w której starzy członkowie tracą, a nowi zyskują, ale w kategoriach nadzwyczajnej historycznej szansy, która pozwoli budować większą i silniejszą unię. Nie można poddawać się złudzeniom. Jeśli powstrzymamy rozszerzenie lub zamkniemy się przed jego naturalnymi konsekwencjami, to nie ochronimy naszych miejsc pracy lub naszych przedsiębiorstw, ani nie ochronimy się przed koniecznością przeprowadzek. A jeśli ochronimy, to być może na krótki czas, ale nie na długo. A w tym czasie Europa będzie stawać się Europą wąskopatrzącą i introspektywną. Poparcie będą w niej zdobywać nacjonaliści i ksenofobi, a nie ludzie kierujący się tradycyjnym europejskim idealizmem.
Powiem szczerze: bycie za liberalizacją warunków członkostwa w Unii oraz bycie przeciwko otwarciu europejskiej gospodarki to sprzeczności.
Jeśli wyznaczymy jasny cel, jeśli następnie połączymy nasze wysiłki z działanimi Komisji – a obecna, pod przewodnictwem Jose Manuela Barroso jest z całą pewnością w stanie to zrobić – czyli pozbędziemy się części niepotrzebnych przepisów i zmniejszymy biurokrację, jeśli staniemy się czempionem globalnej, otwartej i stającej do współzawodnictwa Europy, to zyskamy uwagę i poparcie narodów Europy.
Podczas naszej prezydencji będziemy zajmować się porozumieniem w sprawie budżetu, zajmiemy się pewnymi trudnymi sprawami takimi jak dyrektywa dotyczaca usług i dyrektywa w sprawie czasu pracy, będziemy wypełniać zobowiązania Unii wobec krajów, które tak jak np. Turcja i Chorwacja czekają z nadzieją na członkostwo, będziemy też prowadzić obecną debatę nt przyszłości Europy kierując się w niej otwartością. Nie będziemy wykluczać z tej dyskusji nikogo, będziemy przedstawiać nasze stanowisko ze zdecydowaniem, ale też w pełni będziemy szanować zdania innych uczestników dyskusji.
Proszę tylko o jedną rzecz: nie dajmy sami sobie wmówić, że taka debata jest niepotrzebna. Nie dajmy sobie wmówić, że jeśli będziemy sumiennie wykonywać nasze normalne obowiązki, to ludzie prędziej czy później przyzwyczają się i zaakceptują Europę taką jaka teraz jest, a nie w kształcie, w jakim chcieliby ją widzieć. Będąc premierem przekonałem się, że podejmowanie decyzji nie jest wcale najtrudniejsze. Najtrudniej jest dostrzec moment, kiedy decyzję trzeba podjąć. Należy zrozumieć różnicę, które sprawy trzeba jedynie ukierunkować, a z którymi sprawami trzeba podjąć walkę i ją wygrać. Własnie taki moment dla Europy nadszedł teraz. Mówią do nas narody Europy i stawiają nam pytania. Oczekują, że okażemy się przywódcami. Nadszedł czas, byśmy to przywództwo teraz realizowali.
Tony Blair