O Estonii i Łotwie nieortodoksyjnych uwag kilka
Aleksander Gubrynowicz (Instytut Prawa Międzynarodowego UW)

O ŁOTWIE I ESTONII, DWÓCH PAŃSTWACH BAŁTYCKICH nie graniczących z Polską zwykło się pisać w Polsce mało, a jeżeli już, to zwykle po to by smętnie skonstatować „polską nieudolność” i przeciwstawić jej „bałtycką zaradność”. Tymczasem bliższy wgląd w tamtejszą rzeczywistość prowadzi do wniosku, iż jakkolwiek wskaźniki makroekonomiczne są niepodważalnie lepsze – to jednak istnieją poważne przesłanki by zapytać o przyszłość obydwu tych państw.

Wstęp

Konserwatywno-liberalna legenda, gdyby próbować ją w kilku słowach streścić, wyglądałaby prawdopodobnie mniej więcej tak: niedaleko od Polski na Północy było sobie państwo uciskane przez brutalnego najeźdźcę. W końcu udało się go wygnać, a na czele rządu stanęła silna i zwarta ideowo grupa romantyków i zwolenników liniowego podatku, powszechnej informatyzacji, szybkiej prywatyzacji – słowem, całkowitego zerwania z postsowiecką rzeczywistością. Grupa zaczęła wcielać swój program w życie i dość szybko okazało się, iż państwo sprawnie zarządzane wyprzedziło inne kraje bloku wschodniego wysforowując się na pozycję lidera przemian. Tymczasem inne kraje regionu grzęzły w socjalistycznym bagnie, głównie dlatego, iż tamtejsze społeczeństwa miały być niedostatecznie twarde, czy wręcz leniwe, w dodatku rządziły nimi podatne na korupcje elity. Nietrudno się domyślić, iż krajem, o którym tu mowa, miałaby być Estonia. Czym Czerwona Hiszpania dla lewicy lat 30-tych, tak obszar na południe od Zatoki Fińskiej stał się dla młodych konserwatystów „przylądkiem dobrej nadziei” - nadziei na lepszy świat. Państwem, po którym w żadnym wypadku nie oczekiwano na Harwardzie czy LSC, iż może odegrać we wdrażaniu wyznawanego projektu ideologicznego jakąkolwiek rolę, a które zdobyło się na wielkość i pokazało światu, „że jednak można”.

Romantyczne podejście do estońskich eksperymentów z całą pewnością odegrało ważną rolę w kształtowaniu bagażu doświadczeń młodych elit konserwatywnych na całym świecie, w tym i w Polsce. Romantyzm jednak nie udziela odpowiedzi na zasadnicze pytanie, dlaczego Estończykom udało się tak dalece posunąć w reformie gospodarki, jeszcze mniej zaś o ewentualne skutki społeczne realizacji reform oraz o przyczynę znacznie większych trudności w ich wdrażaniu w innych państwach regionu. Nie wyjaśnia to również kwestii specyficznego stopu haseł narodowych z ideologią wolnego rynku, dla którego trudno gdzieindziej znaleźć paralele. Nie pozwala również zrozumieć, dlaczego na sąsiedniej Łotwie, gdzie teoretycznie warunki społeczne były podobne, partie opowiadające się za transformacją podchodziły do przekształceń własnościowych znacznie bardziej ostrożnie. W literaturze polskiej z rzadka jedynie usiłowano wyjaśnić powyższe zagadnienia, co najwyżej ograniczając się do stwierdzeń ogólnych („mały kraj łatwiej się reformuje niż duży”), względnie odwołując się do specyficznego etosu pracy, jaki miałby lepiej przechować się w estońskiej kulturze mimo 50-ciu lat komunistycznej demoralizacji.1

1. Ujęcie romantyczne, choć odegrało w polskim piśmiennictwie pewną pozytywną rolę (docenienie wysiłków innych państw regionu na drodze do integracji z Zachodem, zakwestionowanie bezkrytycznie powtarzanego sloganu „Polska liderem przemian”) miało również i swoją stronę ujemną: sprzyjało postawom depresyjnym („jeśli oni tak, dlaczego nie my?”) oraz negatywnie wpływało na poziom polskiej samooceny, - i bez tego nie najwyższy. Tymczasem – i taka jest myśl przewodnia niniejszego artykułu, Estończycy, poza tym, iż istotnie wykazali sporo hartu ducha, trafili na pewien specyficzny splot uwarunkowań, które w konsekwencji przyniosły im sukces, o którego trwałość życzliwy obserwator musi żywić pewne obawy. Wyczerpującej odpowiedzi w ramach jednego opracowania udzielić nie sposób, niemniej jednak zarysowana problematyka nadaje się do poczynienia kilku uwag bardziej ogólnej natury.

U źródeł estońskiego sukcesu

Same mechanizmy, które pchnęły Estonię na drogę gospodarki wolnorynkowej są na ogół znane. Sformułowany już w 1987 roku przez grupę partyjnych reformatorów (Mik Titma, Siim Kallas, Edgar Saaviaar i in.) program zmian ekonomicznych zakładał stosunkowo szerokie zmiany w gospodarce polegające na uruchomieniu „sił natury” i tym samym stopniowe odejście od centralnego planowania. Jakkolwiek program ten, z uwagi na realia polityczne, sformułowany był dość ostrożnie, to jednak z biegiem czasu autorzy programu będący jednocześnie członkami partii pięli się coraz wyżej w strukturach władzy, a nie mogąc z powodu nacisku Moskwy zrealizować wszystkich postulatów politycznych, jakich domagało się społeczeństwo próbowali zyskać na popularności wprowadzając pakiet reform ekonomicznych. W ten sposób już za rządów Edgara Savisaara (1990 – 1992) przywrócono częściowo prawo własności ziemi, uchwalono również ustawę o inwestycjach zagranicznych, która przyznawała każdemu inwestorowi zagranicznemu, który zainwestuje więcej niż 1 mln USD prawo płacenia podatku w wysokości 5% dochodu, podczas gdy stawka dla podmiotów krajowych wynosiła aż 35%. Następny premier, Tiit Vähi doprowadził do wprowadzenia estońskiej korony, kontynuował też procesy prywatyzacyjne rozpoczęte przez poprzednika2. W efekcie więc gdy postrzegany, jako „ojciec reform” Maart Laar przejmował władzę po wyborach w 1992 zastał kraj w trudnym położeniu (drastyczny spadek PKB spowodowany w znacznej mierze koniecznością reorientacji gospodarki z kierunku WNP na opcję zachodnią), ale procesy zapoczątkowane przez swojego poprzednika kontynuował w iście ekspresowym tempie, nie spotykanym w żadnym innym kraju Europy Środkowo – Wschodniej.3 W rezultacie w literaturze już dawno zauważono, iż w Estonii udało się zbudować dość szeroki konsensus elit politycznych w kwestii prywatyzacji: ani liberalni postkomuniści, ani też ugrupowania wywodzące się z obozu niepodległościowego nie kwestionowały koncepcji przemian własnościowych. Zgoda panowała również odnośnie formy: Estonia w zasadzie od początku przeprowadzała prywatyzację w postaci kapitałowej i nie tracono czasu na dyskusje o programach uwłaszczenia powszechnego: kluczową rolę z założenia miał odegrać inwestor zagraniczny. Dlaczego Tallinowi udało się uniknąć eksperymentów w postaci polskiego NFI czy czeskiej kuponovki? Jak słusznie zauważa Józef Darski przy wyborze drogi przemian kluczową rolę odegrały motywy polityczne. Estończykom chodziło o zapewnienie sobie bezpieczeństwa (...)W Tallinie bowiem doskonale rozumie się, iż Europa i Ameryka mogą patrzeć przez palce na zagrożenie rosyjskie w Estonii, ale nie będą tolerowały zagrożenia interesów ekonomicznych swoich korporacji. Im więcej Zachód będzie posiadał majątku w Estonii, tym bardziej będzie zainteresowany jego ochroną, a więc integracją kraju ze strukturami europejskimi i jego obroną przed uzależnieniem, nawet tylko gospodarczym, od Rosji. Estończycy nie bali się „wyprzedaży majątku narodowego obcym”, lecz potraktowali go jako sposób na zagwarantowanie sobie niepodległości i bezpieczeństwa w przyszłości przed zakusami potężnego sąsiada”4 Powyższy pogląd, jakkolwiek w warstwie ideowej prawidłowo oddaje motywy działania elit tallińskich nie pozwala już łatwo wyjaśnić, dlaczego obóz lewicy okazał się w Estonii całkowicie niezdolny do przeprowadzenia skutecznej kontrakcji, a nawet – zwłaszcza w pierwszym okresie - wymuszenia jakichkolwiek ustępstw w zakresie osłon socjalnych dla grup najdotkliwiej odczuwających społeczne skutki wprowadzanych reform. Korektury ortodoksyjnej linii monetarystycznej wprowadzano niechętnie, a i to wprowadzał je obóz rządzącej centroprawicy. Teoretycznie zaś „straszak rosyjski” mógł działać również na zasadzie nostalgicznego sprzężenia, które mogło zaowocować powrotem do władzy tych, którzy jak b. I-szy sekretarz KC EKP Vaino Valjas lub b. premier Savisaar twardemu kursowi w ekonomii byli zdecydowane przeciwni. Pomimo upływu wielu lat nic takiego się nie stało, a na pytanie o przyczyny takiego stanu rzeczy warto zwrócić uwagę na kilka czynników.

Mniejszość rosyjska – szczęście w nieszczęściu?

Pisząc o Estonii z reguły zapomina się, iż warunki działania populistów i kontestatorów zmian dezintergowało kilka czynników. Pierwszy to stosunki narodowościowe. Okoliczność, iż już w 1990 przesądzono, iż obywatelstwo w Estonii przysługiwać będzie jedynie potomkom osób zamieszkałym w kraju przed 1938 rokiem oraz tym, z przybyłych później, którzy złożą stosowny wniosek - jest na ogół znany. W rezultacie według raportu Estońskiego Biura Migracji w 1992 jedynie 68% mieszkańców było uprawnionych do głosowania, co oznaczało kapitalne osłabienie wszelkich ruchów, które próbowałyby zmienić wprowadzane porządki.5 W tamtejszych warunkach geografii wyborczej oznaczało to bowiem, iż największy przegrany gospodarczo region (Ida Viru), gdzie bezrobocie sięgało wówczas ponad 35%-ciu procent nie przełoży swego gniewu na wyborcze kartki: te znacznej części mieszkańców po prostu nie przysługiwały: jeszcze w 2002 roku 1/3 Narwian posiadała obywatelstwo rosyjskie, kolejna 1/3 nie posiadała, żadnego, i tylko ok. 30% mieszkańców miasta legitymowało się estońskim paszportem6. Edgar Savisaar dobrze wiedział o co walczy, gdy u progu lat 90-tych domagał się przyznania obywatelstwa wszystkim bez wyjątku mieszkańcom Estonii: zdawał sobie sprawę, iż jedynie przeforsowanie tej koncepcji zapewni mu trwałe miejsce w obozie władzy w wybijającym się na niepodległość kraju, a jej fiasko zdecydowanie zadanie utrudni. Nie dziwi również opór, jaki wobec pomysłów Savisaara żywiły nie tylko partie estońskiej prawicy, ale także znaczna część bogacącej się rosyjskojęzycznej elity Tallina: doskonale zdawała sobie sprawę, iż ich realizacja oznacza przechył na lewo i wzmocnienie innych „postępowych” pomysłów lidera PC, jak choćby wprowadzenie progresji podatkowej, zwiększenie osłon socjalnych i tp.

Na swej drodze powrotnej do władzy Savisaar napotkał jednak także inne przeszkody: abstrahując od cech osobowościowych i licznych skandali w jakie uwikłał (skandal podsłuchowy w 1995, niejasne meandry polityki względem ZSRR, jaką prowadził w okresie 1990 - 1992, gdy stał na czele rządu ESSR)7, niebagatelnym problemem okazało się przekonanie samych Rosjan do Partii Centrum, którą kierował: Przez długi czas ugrupowaniem cieszącym się poparciem Moskwy Jelcyna była Estońska Zjedoczona Partia Ludowa. Kierowana przez skrajnego nacjonalistę Wiktora Andrejewa, odwołująca się do koncepcji autonomizacji regionu Ida Viru, w znacznej mierze grupująca dawny partyjny „beton” nigdy nie ufała Savisaarowi, w którym bardziej postrzegała wroga niż sojusznika. W wyborach parlamentarnych występowanie Rosjan pod samodzielnym sztandarem prowadziło do podziału i tak ograniczonej bazy wyborczej, a powoływanie się na Moskwę zawężało pole politycznego manewru. Ponadto z perspektywy czasu wydaje się, iż nie mała „zasługa” w sukcesie estońskich reform gospodarczych leży po stronie ...ekipy Borysa Jelcyna i jej kontrproduktywnej polityki względem dobijającego się niepodległości sąsiada. Kilkakrotne zakręcanie kurka z gazem, przewlekające się negocjacje w sprawie wycofania wojsk rosyjskich, wreszcie histeryczne reakcje Moskwy na najmniejszą wzmiankę o możliwości przystąpienia Estonii do NATO 8– wszystko to dodatkowo napędzało poparcie społeczne dla działań, które rozluźniały, a nie wzmacniały kontakty wzajemne. Okoliczność, iż Moskwa stosowała w omawianym okresie bodźce wyłącznie negatywne nie próbując sobie zjednać Estonii, choćby ekspektatywą zdobycia wpływów na rosyjskim rynku musi zastanawiać. Jednak efekty tej polityki wydają się wprost odwrotne do zamierzonych. Pytanie o współudział Borysa Jelcyna w sukcesie estońskich reform teoretycznie brzmi jak prowokacja, niemniej wydaje się, jak najbardziej uprawnione. Uwłaszczająca się nomenklatura, która miała zamiar związać swoje cele gospodarcze z Estonią jako państwem nie mogła oczekiwać jakiejkolwiek pomocy ze strony Moskwy, a podejmowane przez Federację działania rodem z arsenału dyplomacji dziewiętnastego wieku automatycznie pchały rzutkiego przedsiębiorcę w ramiona Partii Reform Siima Kallasa, czy nawet Związku „Ojczyzna”. Fakt, iż prawo dyskryminowało go pod względem językowym, kompensowały niskie podatki, a od połowy lat 90-tych nie było specjalnego problemu z nabyciem obywatelstwa, o ile się znało język i konstytucję kraju9. W tym samym czasie Rosja miała do zaoferowania jedynie bandytyzm, skandaliczne traktowanie wszelkich inwestycji (tak krajowych, jak i zagranicznych) i ogólnie niski poziom życia, w porównaniu z prącym do przodu nadbałtyckim tygryskiem. Mając do wyboru obie opcje nie dziwi fakt, iż znaczna część Rosjan wolała żyć w kraju małym ale stabilnym, niż w przeżywającej kolejne wstrząsy i kryzysy Rosji, rządzonej przez coraz mniej obliczalnego Prezydenta.

Łotewski późniejszy start.

Tak więc tradycyjne cnoty narodowe Estończyków, wsparte szczęśliwym zbiegiem okoliczności zaowocowały wysunięciem się w latach 90-tych na czoło peletonu państw zdążających do Unii Europejskiej. Zaprezentowany powyżej model nie wyjaśnia jednak kwestii, dlaczego na sąsiedniej Łotwie, gdzie relacje narodowościowe były podobne, kwestia obywatelstwa i jego braku nie odegrała tak istotnej roli w przemianach gospodarczych. W tym wypadku nie chodzi nawet o znacznie wyższy stopień rusyfikacji Łotwy w porównaniu z jej północnym sąsiadem.10 Wydaje się, iż kluczową kwestię odegrało inne rozłożenie geograficzne głosów wyborczych i ich stratygrafia społeczna. W przypadku Estonii zasadniczą kwestią był problem nie tylko mniejszego nasycenia kraju mniejszością rosyjskojęzyczną, ale także jej udział procentowy wśród ludności miejskiej. Wśród większych miast estońskich w 1990 jedynie w Tallinie udział ludności estońskiej stanowił niewiele ponad 47%, podczas gdy w drugim co do wielkości Dorpacie wskaźnik ten kształtował się na poziomie 72%. Pewne nadzieje obóz lewicy mógłby teoretycznie wiązać z Narwą, jednak – o czym była mowa – z uwagi na czynnik obywatelstwa – okazało się to nie możliwe. W pozostałych miastach (Hapsal, Fellin, Parnawa, Rapla, Rakvere, Kuressare, Kardla i in.) żywioł estoński zdecydowanie przeważał.11 W tej sytuacji sztabowiec partii opowiadającej się za reformami specjalnie nie musiał się wysilać. Na Rosjan z Tallina częściowo można było liczyć, a udział ludności rosyjskojęzycznej w pozostałych miastach i całej Estonii systematycznie od 1990 roku spadał: już w 1993 roku udział Estończyków wśród populacji stolicy przekroczył 50%, w innych miastach, oprócz Narwy odsetek ten poszybował w górę. W tej sytuacji kluczem do sukcesu w każdorazowych wyborach okazywała się stolica, w której zamieszkuje blisko 28% ludności kraju i kontrolę nad lwią częścią inwestycji zagranicznych, jednak na tym baza społeczna zwolenników transformacji się nie kończyła. Od 1996 roku twardo kurs reform popiera Dorpat, żelaznym elektoratem prawicy jest ludność Fellina. We wszystkich tych miastach lewica posiada również swoich zwolenników, jednak do wyborów samorządowych 2002 roku geografia polityczna była dość stabilna i w zasadzie poza Narwą sukcesy odnosili głównie politycy forsujący zmiany gospodarcze w kraju.

Pod tym względem sytuacja na Łotwie była zdecydowanie gorsza. Nie dość, że mocniej zrusyfikowana, to na dodatek komponent miejski, naturalny kandydat na ekonomicznego zwycięzcę wprowadzanych zmian w przygniatającym stopniu składał się z Rosjan. Dość napisać, iż w dwóch największych aglomeracjach tj. Rydze i Dyneburgu Łotysze stanowili odpowiednio 36% i 17%, a w żadnym z większych miast nie stanowili więcej niż 44%12. Odwrócenie tych trendów następowało bardzo powoli, także i dlatego, iż początkowo uwłaszczająca się nomenklatura nie była w żadnym wypadku zainteresowana zrywaniem z Federacją Rosyjską. Jeszcze w 1997 blisko 38% eksportu Łotwy kierowano do państw WNP,13 zaś olbrzymią rolę w generowaniu PKB państwa odgrywał tranzyt rosyjskich towarów. Moskwa zaś, z uwagi na strategiczne znaczenie układu ropociągów oraz gazociągów oraz roli Windawy, Rygi i Libawy dla tranzytu, nie bardzo chciała angażować się w ewentualny konflikt. W konsekwencji zwolennicy opcji, którą rychło zaczęto nazywać „transportową” mieli w zanadrzu pokaźne argumenty. Brak reform wydawał się być do pewnego stopnia błogosławieństwem, a do promowania zmian w gospodarce nie palił się również ruch niepodległościowy: było jasne, iż na szybkiej prywatyzacji zarobią przede wszystkim miejscowi Rosjanie, którzy wykorzystując przewagę kapitału i pozycji w aparacie władzy okażą się głównymi wygranymi transformacji. W tym zakresie kluczowa partia łotewskiej prawicy „Ojczyzna i Wolność”, choć w teorii skłonna do poparcia części haseł konserwatywno – liberalnych okazała się znacznie mniej entuzjastycznie nastawiona do prywatyzacji niż jej estońska odpowiedniczka Isamaaliit (Związek „Ojczyzna” Maarta Laara). Powyższy układ sił, należy to jednak mocno podkreślić, uległ znaczącemu zachwianiu po kryzysie w 1998, kiedy to Rosja usiłując przeciwdziałać dalszemu wchodzeniu Łotwy w orbitę wpływów zachodnich najpierw podjęła całą serię działań mających na celu dyskredytację rządu na arenie międzynarodowej (manifestacje emerytów, prowokacje w postaci tajemniczych wybuchów czy aktów wandalizmu, których ofiarą padały pomniki ku czci żołnierzy radzieckich, nagłaśnianie aktów antysemityzmu etc.), a następnie kryzys ekonomiczny w samej Rosji wymusiły reorientację gospodarki łotewskiej14. W kontekście tych wydarzeń okoliczność, iż wybory do parlamentu w 1998 wygrał Andris Skele, który stawiał w swym programie politycznym na większą niezależność od „rosyjskiej rury” – nie wydaje się przypadkowa. Po tych wyborach tempo wprowadzanych reform uległo znaczącemu przyspieszeniu. Tempo to, utrzymało się przez następne kilka lat niezależnie od zmieniających się gabinetów i ostatecznie pozwoliło Łotyszom na dołączenie do grona krajów, które w 2004 stały się członkami UE, co jeszcze 5 lat wcześniej wydawało się nierealne. Należy jednak zaznaczyć, iż także dziś reformy łotewskie, choć popchnięte naprzód dalekie są od estońskiego radykalizmu. Estonia znacznie bardziej zaawansowana jest w zakresie informatyzacji, większy też jest dochód oraz współczynnik FDI liczony per capita. Cytowanie wszystkich, tak wprawiających w zachwyt współczynników ekonomicznych mija się z celem. Warto jednak zauważyć, iż bliższy wgląd w te wskaźniki pokazuje, iż za nimi kryją się również poważne problemy, których makroekonomiczna perspektywa nie zawsze potrafi ukazać w sposób adekwatny do zagrożeń, jakie niewątpliwie pojawiły się na horyzoncie państw bałtyckich.

Cienie estońskiej i łotewskiej transformacji

W literaturze polskiej w ogólnym zachwycie nad danymi makroekonomicznymi państw bałtyckich niewiele pisano o tym, czego rządom w Rydze i Tallinie dotychczas nie udało się osiągnąć. Wzrok wnikliwszego obserwatora z reguły w takiej sytuacji winien paść na skutki społeczne wprowadzanych reform. Nie chodzi tu jednak jedynie o szersze, aniżeli w innych krajach rozwarstwienie społeczne, czy też o jedynie nieco wyższą w porównaniu z innymi nowymi członkami UE średnią płacę krajową, której daleko do standardów europejskich. (w obu przypadkach według różnych danych ok. 14 – 15 tys. USD per capita).15 Pisząc o transformacji ustrojowej na północ od linii Dźwiny w zasadzie nie wspomina się, iż gwałtowny proces starzenia się społeczeństwa już teraz stawia pod znakiem zapytania przyszłość obu krajów. Mało kto w Polsce zdaje sobie sprawę, iż w liczącej poniżej 1 350 tys. mieszkańców aż 371 tys. (27,5%) - to osoby korzystające z różnego rodzaju świadczeń emerytalnych i rentowych, zaś na Łotwie analogiczny wskaźnik – to ponad 600 tys. osób (26%). W obu przypadkach stopa zatrudnienia kształtuje się na poziomie ok. 57% zatem obu krajom daleko do zalecanego przez Unię Europejską poziomu 64%. Warto przy tym pamiętać, iż w obu przypadkach charakterystyczną cechą pozostaje niewielki w rozmiarach zasób ludności aktywnej ekonomicznie (589 tys. dla Estonii oraz 1123 tys. na Łotwie)16. W obu przypadkach nierozwiązanym problemem pozostaje spore bezrobocie, które w zasadzie od wielu lat utrzymuje się realnie na poziomie 8-10%, choć statystyki estońskie wskazują poziom o połowę niższy. W praktyce rozwiązanie problemu braku pracy w przypadku Estonii i Łotwy okazuje się znacznie trudniejsze, aniżeli w innych nowych krajach WE: znaczna część bezrobotnych to słabo wykształceni i do tego nie znający języka państwowego rosyjskojęzyczni, w rezultacie ich możliwości zarobkowania są znacznie ograniczone, a sytuacja materialna znacznej części ludności regionu Ida-Viru (Estonia) oraz Łatgalii (Łotwa) jest bardzo trudna. W piśmiennictwie coraz częściej podnosi się problem ponurej rzeczywistości demograficznej, przed którą staje nie tylko Łotwa i Estonia, ale także i cały świat.17 Problem jednak w tym, iż choć Bałtom daleko do tragedii Ukrainy czy Rosji – to jednak trudno nie zauważyć, iż oskarżenia demografów nie były i nie są bezpodstawne. Od roku 1990, kiedy to ludność Estonii liczyła 1 570 tys. osób, do września 2004 liczba mieszkańców zmniejszała się dramatycznie osiągając poziom 1 348 tys, notując rzadko spotykany na świecie ubytek rzędu 14% ogólnej liczby zamieszkującej kraj populacji. W tym samym czasie ludność Łotwy zmniejszyła się o 358 tys. osób (również ok. 14%) osiągając pułap 2 310 tys. mieszkańców.18 Rzecz jasna na tak dramatyczny rozwój sytuacji w poważny sposób wpłynęły migracje związane z wycofywaniem wojsk rosyjskich oraz tych wszystkich, którzy zatrudnieni byli w administracji okupacyjnej – jednak rozmiar migracji w znacznej mierze zaskoczył samych Estończyków i Łotyszy.19 Nie było ponadto tajemnicą, iż, podobnie jak w innych krajach, dramatycznie załamała się liczba rodzących się dzieci. Jeśli u progu niepodległości notowano jeszcze 37 tys. nowoprzybyłych na świat obywateli ŁSRR, o tyle w 2004 w RŁ było to już jedynie 21 tys. (Dla Estonii liczby te wyniosły odpowiednio 24 tys. w roku 1989, i 13 tys. w 2002). O tym, iż powyższy trend, gdyby miał się utrzymać przez dłuższy czas, może okazać się zabójczy dla trwałego wzrostu gospodarczego nie trzeba nikogo przekonywać. W sytuacji gdy w Estonii cała aktywna ekonomicznie ludność nie przekracza 589 tys., zaś na Łotwie 1126 tys. – inwestor coraz częściej będzie spotykał z sytuacją, w której jego pomysły ekonomiczne będą trafiały w ludnościową próżnię: skądinąd dobry projekt naukowy, czy też inwestycja mimo fantastycznych na tle innych państw regionu warunków dla zagranicznego kapitału, nie zostaną podjęte z prostego powodu: nie będzie komu podjąć się ich realizacji.20 W przekonaniu tym badacza umacnia nie tylko utrzymujący się od wielu lat wysoki ujemny przyrost naturalny, ale także struktura zgonów. Dość powiedzieć, iż w przypadku Estonii, blisko 25% zmarłych w roku 2002 – to osoby, które odeszły z tego świata nie ukończywszy lat 60-ciu. 21 Oba państwa od lat sytuują się w ścisłej światowej czołówce o najwyższym współczynników samobójców liczonych na 100 tys. mieszkańców, co dodatkowo pogłębia zapaść demograficzną. Wreszcie obydwa kraje od lat charakteryzuje ujemne saldo migracji zagranicznych, które w przypadku Łotwy w tym roku wyniesie ok. 1000 osób.22 Na tym tle rodzą się dwa pytania: Czy powyższy trend można w przyszłości próbować odwrócić? I dlaczego władze tak długo bezczynnie przyglądały się demograficznej zapaści społeczeństwa?

Błędne koło polityki ludnościowej.

Powyżej zasygnalizowanym trendom władze łotewskie i estońskie przez długi czas przyglądały się nie podejmując żadnych działań politycznych. Było jasne, iż gwałtowny ruch migracyjny obserwowany na początku lat 90-tych sprzyjał zmniejszeniu udziału ludności rosyjskojęzycznej i umocnieniu żywiołów estońskiego i łotewskiego. Po 9-ciu latach, jakie upłynęły od odzyskania niepodległości stało się jasne, iż procentowy udział osób deklarujących język i narodowość łotewską i estońską znacznie się umocnił: w przypadku Estonii wzrost ten teoretycznie możnaby uznać za dość spektakularny, gdyż udział ten wzrósł z 61% w 1990 do poziomu ok. 69%. Na Łotwie procent osób deklarujących narodowość łotewską podskoczył z niecałych 52% do 58%. Ponadto ostatnie dane publikowane przez urzędy statystyczne obu krajów wskazują na znacznie wyższy, w porównaniu z grupą rosyjską, przyrost urodzin. Według danych łotewskiego CSB w 2003 na 21006 notowanych na Łotwie urodzeń w grupie łotewskiej urodziło się 13526 małych obywateli narodowości łotewskiej, gdy tymczasem, w grupie rosyjskiej przyszło na świat jedynie 5349 osób. Jakkolwiek w ciągu ostatnich 5-ciu lat obie grupy odnotowały lekki wzrost liczby poczętych dzieci, to jednak dynamika tego procesu działa zdecydowanie na korzyść wzrostu udziału ludności łotewskiej. W przypadku Estonii sprawa urodzin wydaje się być bardziej skomplikowana: istniejące dane wykazują bowiem pewną nieznaczną przewagę urodzin w grupie estońskiej, niemniej daleko jej do dynamiki łotewskiej: w przypadku Estonii w 2002 jedynie ok. 70% urodzin przypadała na dzieci osób deklarujących narodowość estońską, na pozostałe grupy zaś ok. 30%23.

Ponadto pisząc o czynnikach demograficznych determinujących sytuację gospodarczą w obu krajach, należy jednak pamiętać, o dwóch dodatkowych problemach, które dodatkowo mogły umacniać rządzących w przekonaniu, iż bierność oraz pewne restrykcje wymierzone w mniejszość rosyjskojęzyczną stanowią dobre rozwiązanie. Pierwszy – to znacznie wyższy wskaźnik umieralności w grupie niełotewskiej kształtuje się na poziomie przekraczającym 45% ogólnej liczby zarejestrowanych zgonów, a przypadku Estonii 35%. W obu przypadkach zatem znacznie przekracza on procentowy udział populacji innych nacji w skali państwa. Druga zaś kwestia, to ujemne saldo emigracyjne, które jeszcze w 2001 roku na Łotwie przekraczało oficjalnie 5,1 tys. osób w skali roku. Jeśli wierzyć tym danym, to zjawisko masowych wyjazdów dotknęło w przytłaczającej większości ludność niełotewską: w 2003 z ujemnego salda wyjazdów za granicę na okres długoterminowy aż 703 przypadły na Rosjan, na Łotyszy zaś jedynie 22. W przypadku Estonii nie dysponujemy tak szczegółowymi danymi, jednak warto odnotować, informację Głównej Komisji Statystyki FR, która we październiku 2004 poinformowała, iż w okresie od stycznia do września b.r zarejestrowano kolejny rok z rzędu dodatnie saldo emigracyjne24. Widać zatem wyraźnie, iż w obu przypadkach cichy exodus ludności rosyjskiej trwa nadal i nic nie wskazuje na to, aby w dającej się przewidzieć przyszłości tendencje migracyjne mogły wpłynąć na zmianę proporcji ludności Estonii czy Łotwy z korzyścią dla ludności rosyjskojęzycznej: raczej należy spodziewać się tendencji odwrotnych, dalszego spadku jej procentowego udziału, zwłaszcza, iż, jeszcze do niedawna, ani Ryga ani Tallin do pomysłu zwiększenia kwot imigracyjnych odnosiły się bez entuzjazmu. Drugi zaś czynnik, o którym publicystyka koncentrując się na problemach etnicznych nie pisała dotychczas wiele, a który dodatkowo wzbogaca problematykę relacji narodowościowych, a w przyszłości wydaje się, iż może również korzystnie wpłynąć na spoistość społeczną obu omawianych krajów, to pojawienie się grup ludności ze świadomością narodową mieszaną. Przeprowadzając spis powszechny w 2000 w obydwu przypadkach (podobnie jak w przypadku NSP z 2002 w Polsce) obok pytania o narodowość zadawano również pytanie o język ojczysty rozumiany jako podstawowe narzędzie komunikacji w kontaktach domowych.25 Wyniki te, rzadko były omawiane na łamach literatury fachowej w Polsce, a wynika z nich jednoznacznie, iż mimo ostrego konfliktu etnicznego na Łotwie oraz słabszego w Estonii, lata 90-te doprowadziły do rozszerzenia grupy osób, które deklarując narodowość państwa osiedlenia, jednocześnie przyznają, iż w kontaktach domowych używają innego języka niż język urzędowy. Na Łotwie takich osób było w 2000 roku aż 59 tysięcy, i choć 48 tys. z nich deklarowało język rosyjski, to przecież, aż 11 tysięcy deklarowało język inny niż mowa Puszkina. Ponadto deklarowana narodowość inna niż łotewska bynajmniej nie oznacza, iż automatycznie język używany w kontaktach domowych będzie tożsamy z nacją zadeklarowaną w ankiecie. I tak na 664 tys. osób, jakie zadeklarowały przynależność do narodowości rosyjskiej ponad 31 tys. podało, jako język ojczysty łotewski, a ponad 7300 inny! A warto pamiętać, iż jakkolwiek większość Białorusinów, Ukraińców oraz Polaków zadeklarowała, jako język ojczysty rosyjski, to jednak także i w tych grupach nie brak osób, które w odpowiedzi na to pytanie podawały język ojczysty inny: łotewski, język swojej narodowości lub zgoła język trzeci. W ten sposób jedynie 2/3 Ukraińców 60% Polaków i ok. 70% Białorusinów zadeklarowało język rosyjski, podczas, gdy w pozostałych przypadkach okazywało się, iż językiem używanym w kontaktach domowych okazał się łotewski, język ojczysty lub język trzeci. Podobne wyniki zanotowano również w Estonii. Z ponad 930 tys. osób, które zadeklarowały narodowość estońską jedynie 910 tys. podało w ankiecie, iż estoński ich jest językiem ojczystym, a 17 tys. w rubryce tej wpisało rosyjski. Ogółem w Estonii aż 85 tys. ludzi deklarowało odmienny od deklarowanej narodowości język ojczysty. Warto również odnotować, iż także i w tym przypadku ponad 5 tys. osób podało jako język estoński deklarując jednocześnie narodowość rosyjską. Ogółem osób, które należąc do innych narodowości deklarowały estoński jako język ojczysty w 2000 roku znalazło się ponad 11 tysięcy. 26

W tej sytuacji nie dziwi fakt, iż istniejące trendy przemian świadomości oraz bilanse demograficzne elity Tallina oraz Rygi mogły przyjmować tyleż z obawą o przyszłość, co z ukrytą satysfakcją, a wymierne efekty tych zmian były dość dobrze widoczne także w ostatnich latach. O zmianie klimatu politycznego boleśnie przekonał się także lider Wiktor Andrejew lider populistycznej Zjednoczonej Narodowej Partii Estonii, któremu w 2002 nie udało się przekroczyć bariery 5% i jego ugrupowanie zostało poza Riigikogu27. Nienajlepiej też powiodło się Rosjanom w zakresie mobilizacji mas w obronie szkoły rosyjskiej na Łotwie, gdzie odzew na apele organizacji jest znacznie słabszy niż pierwotnie możnaby się spodziewać. Powyższe fakty przemawiałyby coraz częściej na rzecz tezy, iż działacz mniejszości rosyjskiej w żadnym wypadku nie może liczyć na bezwarunkowe poparcie wszystkich członków społeczności deklarujących przynależność do mniejszości, którzy coraz częściej głos swój oddają na partie łotewskie i estońskie, widząc w nich znacznie lepsze zabezpieczenie swoich interesów ekonomicznych, aniżeli w partiach obciążonych przeszłością, niejasnymi powiązaniami z Moskwą oraz marginalizowanych w parlamentach narodowych. Powyższy trend wydaje się jednak być owocem nie tylko reform ekonomicznych, ale także trendów demografii. Czasy, gdy mniejszość rosyjska mogła domagać się autonomii regionu Ida – Viru względnie wręcz marzyć o utrzymaniu całej Łotwy w łonie ZSRR czy w ścisłym związku z Federacją Rosyjską powoli bezpowrotnie odchodzą w przeszłość. Pierwotne oceny zakładające, iż Rosjanie w swej masie będą chcieli pozostać w krajach osiedlenia i nie poddadzą się trendom asymilacyjnym, pozostając w mniejszej lub większej zależności od wytycznych Moskwy28 względnie ostatnio pojawiające się opinie o możliwości usunięcia niektórych barier w procesie naturalizacyjnych lub w zakresie szkolnictwa mniejszości29 powinny zostać w pewnym stopniu skorygowane. Rosjanie nadal stanowią znaczący czynnik w polityce wewnętrznej i zagranicznej, ale negatywne saldo demograficzne spowodowane przez ujemny bilans urodzeń i zgonów w połączeniu z silnym trendem emigracyjnym powoduje, iż w dającej się przewidzieć przyszłości może dojść do dalszych przesunięć w etnicznym składzie państwa na korzyść narodów bałtyckich, ze szkodą dla ludności rosyjskojęzycznej, zaś osoby o podwójnej świadomości również nie koniecznie będą chciały poddawać się dyktatowi propagandy rosyjskiej. W tej sytuacji ocena polityki Tallina i Rygi będzie zależała w dużej mierze od poglądów politycznych piszącego. Nie da się zaprzeczyć, iż bierna obojętność wobec spadku liczby ludności nie była (i do pewnego stopnia nadal nie jest) aż tak absurdalna, jak mogłoby się wydawać. Utrzymanie status quo niewątpliwie może przyczynić się do dalszego powiększania liczby osób o łotewskiej czy estońskiej świadomości narodowej w zróżnicowanym kulturowo społeczeństwie, co dla bezpieczeństwa państwa (nie wspominając o aspekcie moralnym) nie pozostaje bez znaczenia.

Błędne koło: wzrost gospodarczy za ustępstwa w polityce narodowościowej?

Teoretycznie powyższy dylemat możnaby rozwiązać na dwa sposoby. Z jednej strony państwo mogłoby prowadzić politykę sprzyjającą wzrostowi urodzin. W tym kierunku zmierza program zatwierdzony w 2003 przez władze Estonii, na mocy którego od 1 stycznia 2004 państwo zobowiązało się wypłacać specjalny zasiłek na pokrycie potrzeb nowourodzonego dziecka w wysokości średniego pobieranego wynagrodzenia rodzica liczonego na podstawie dochodów uzyskiwanych przez ostatnie 12 miesięcy, w wysokości nie przekraczającej jednak 1300 EUR. Na efekty istotnie nie trzeba było długo czekać. Już w kwietniu było wiadomo, iż liczba urodzonych dzieci w Estonii znacząco wzrosła (ok. 200) i prawdopodobnie do końca tego roku wzrost urodzeń wyniesie w granicach 600 – 800 osób. Obok głosów zachwytu nad kolejnym estońskim wynalazkiem, który jako pierwszy miałby się przyczynić do przełamania demograficznego impasu tak dotkliwie odczuwanego w całej Europie nie brak jednak również i wypowiedzi sceptycznych wywodzących się ze środowisk estońskich demografów.30 Pomimo wzrostu urodzeń ujemny przyrost naturalny w dalszym ciągu jest bardzo wysoki i nie wydaje się aby w tym roku mógł osiągnąć mniej niż 3000 osób. W sytuacji, gdy całość populacji Estonii nie przekracza już 1 350 tys. osób – jest to nadal bardzo dużo. Analogicznych działań na Łotwie – jak dotąd - nie podjęto. Drugim potencjalnym rozwiązaniem byłoby poszukiwanie rąk do pracy za granicą, jednak wydaje się, iż w przypadku zarówno Łotwy, a jeszcze bardziej Estonii może to nastręczyć sporo trudności. Jedynym potencjalnym zapleczem są kraje WNP i nie trzeba tłumaczyć, iż ich mieszkańcy – z przyczyn oczywistych – nie byliby mile widziani jako potencjalni gastarbeiterzy: z całą pewnością zwiększenie liczby osób mówiących po rosyjsku przynajmniej kilka najbliższych lat nie będzie celem polityki społecznej Rygi Tallina. Wydaje się oczywistym, iż warunkiem wstępnym operacji ściągania rąk do pracy z Rosji czy z Kazachstanu musiałoby być rozwikłanie kwestii obywatelstwa rosyjskojęzycznej ludności, zamieszkałej w obu krajach obecnie. Nie wydaje się, by można było oczekiwać, jakichś zmian w tym zakresie w ciągu najbliższych kilku lat, mimo iż o nadanie obywatelstwa wszystkim mieszkańcom Łotwy i Estonii od lat zabiega Federacja Rosyjska wspierana przez niektóre kraje Unii Europejskiej oraz organizacje międzynarodowe. Warto jednak zauważyć, iż postulowana przez część ekspertów „opcja zero”31 jedynie w niewielkim stopniu mogłaby się przyczynić do poprawy sytuacji w interesującym nas zakresie. Teoretycznie możnaby przyjąć, iż władze w Tallinie i Rydze podejmą decyzję zwiększającą limity imigracji zarobkowej. Problem jednak w tym, iż z podjęciem takiej decyzji nikt specjalnie się nie spieszy. W praktyce oznaczałoby to bowiem konieczność ponownego sięgnięcia do rosyjskiego rezerwuaru zasobów ludzkich – to zaś po doświadczeniach lat sowieckiej okupacji nie wydaje się być łatwym celem politycznym. Co prawda Estończycy, znani ze swego pragmatycznego podejścia do życia, mogliby się ostatecznie na „zło znane” zgodzić, jednak konsekwencje takiego posunięcia dla gospodarki również mogłyby się okazać znaczące. Zwiększenie udziału ludności rosyjskojęzycznej (niezależnie od kraju pochodzenia) automatycznie wzmocniłoby presję Kremla na przyznanie wszystkim mieszkańcom Estonii żadnych warunków wstępnych, a – jak pokazała praktyka ostatnich kilku lat - organizacje międzynarodowe, w tym i Unia Europejska mogą nie pozostać głuche na pojawiające się demagogiczne oskarżenia Rosjan w tym zakresie. Zwiększenie liczby pracowników rosyjskojęzycznych posiadających paszport estoński mogłoby się okazać zabójcze dla estońskiego mitu. Przy takim scenariuszu nieuniknione wydaje się nabranie gwałtownego przechyłu na lewo przez całą estońską scenę polityczną ze wszystkimi stad płynącymi konsekwencjami: rosnącymi kosztami pracy, progresją podatkową, a w konsekwencji spadkiem atrakcyjności inwestycyjnej państwa. Analogiczne skutki wprowadzenia zmian w tym kierunku musiałyby pojawić się również na Łotwie. Z tych też względów nie dziwi fakt, iż w obu krajach temat potencjalnych możliwości zwiększenia kwot imigrantów stanowił bez mała obyczajowe tabu: dopiero ostatnio nieśmiałe głosy w Estonii zaczęły się domagać w imię wzrostu gospodarczego sztywnych norm prawa emigracyjnego, domagając się zachęcania do osiedlania się w Tallinie i okolicach...Chińczyków.32 Wydaje się też, iż wobec istniejących trendów emigracyjnych znacznie większą role odgrywa atrakcyjność ekonomiczna Rosji, aniżeli przejawy miejscowej dyskryminacji prawnej. W konsekwencji nawet przyznanie obywatelstwa wszystkim mieszkańcom niewiele zmieniłoby w zakresie wzrostu podaży siły roboczej: sami Estończycy zdają się zdawać z tego sprawę, dobrego wyjścia zatem nie ma. Na dodatni przyrost naturalny ani Ryga ani Tallin raczej liczyć nie mogą, ściągnięcie zaś do Estonii dodatkowej siły roboczej – to poważny problem polityczny.

Wnioski

Powyższa analiza prowadzi do skądinąd smutnego wniosku, iż Polska może bez obaw spoglądać w przyszłość: ze strony Bałtów, specjalna konkurencja w zakresie pozyskiwania inwestycji zagranicznych nam nie grozi. Kłopoty ze znalezieniem rąk do pracy, automatycznie wymuszą podwyżki płac, to zaś może szybko wykopać grób słynącej do niedawna z konkurencyjności gospodarki państw bałtyckich. Gdyby zaś w przyszłości miało się okazać, iż gospodarka rosyjska znalazła się na ścieżce trwałego rozwoju wówczas sytuacja na estońskim i łotewskim rynku pracy może się jeszcze pogorszyć: nie ma cienia wątpliwości, iż w takiej sytuacji ambitna młodzież rosyjska znacznie chętniej będzie szukać pracy w Petersburgu czy w Moskwie, to zaś istniejące trendy migracyjne jeszcze dodatkowo wzmocni i wówczas małym krajom może zajrzeć w oczy widmo znacznie szybszego bankructwa, niż to będzie miało miejsce w przypadku krajów demograficznie większych.

O remedium na gwałtowny krach demograficzny – już teraz odczuwalny przez wielu estońskich przedsiębiorców – nie będzie łatwo. W obu krajach rola religii przez lata była spychana na margines, a młodzi Łotysze i Estończycy, oddając się liberalnemu stylowi życia, jakby zapomnieli, iż za pogoń za pieniądzem przyjdzie kiedyś zapłacić straszliwą cenę: starzenia się w samotności za coraz mniejsze pieniądze, które będzie dostarczał coraz niższy wzrost gospodarczy. Na tym tle poraża informacja statystyki o 14 tys. aborcji dokonywanych w Estonii w skali roku. Abstrahując od kontrowersji etycznych, jakie od zawsze towarzyszyły kwestii usuwania ciąży, warto zauważyć, iż przyszłość państwa, gdzie więcej dzieci zostaje zamordowanych niż się urodziło stoi pod poważnym znakiem zapytania. W takiej sytuacji uprawnione wydaje się przeniesienie dyskusji ze sporu światopoglądowego na płaszczyznę ekonomiczną. Jak się wydaje nikt nie podjął dotychczas szacunku, ile w przyszłości gospodarkę estońską i łotewską będzie kosztowało takie marnotrawstwo zasobów ludzkich. Pytanie – w świetle powyższych danych – jak najbardziej usprawiedliwione.
Jak już była o tym mowa już teraz pojawiają się sygnały, iż napływ obcego kapitału do Estonii słabnie. Jednak zasadniczy problem, jaki coraz częściej daje o sobie znać polega również na gwałtownym starzeniu się społeczeństwa: już dziś w obu krajach udział ludności w wieku ponad 60 lat przekracza 22% należąc tym samym do najwyższych w Unii Europejskiej. Wreszcie Estonia oraz jej południowy sąsiad stanowią zatem groźne memento dla tych wszystkich, którzy sądzą, iż casus bałtycki ich nie dotyczy: bez zmian w mentalności z analogicznymi problemami zetkniemy się również w Polsce – tyle, że nieco później.

Aleksander Gubrynowicz

Przypisy
1. Warto zwłaszcza zwrócić uwagę na skądinąd bardzo rzetelną pracę Grzegorza Kuczyńskiego „Estonia pod rządami prawicy” [w:] MPP 4/2003 str. 59.
2. O początkach reform ekonomicznych por. m.in. J. Darski „Prywatyzacja” tekst dostępny na stronie internetowej Józefa Darskiego patrz http://www.darski1.republika.pl/kraje/estonia/pryw.htm; R. Taagepera, „Estonia, Return to Independence” Westview Press, Colorado, 1993, str. 182 – 185; M. Laur, T. Lukas, A. Mäesalu, A. Pajur, T.Tannberg, History of Estonia”, Tallin, Avita 2000 str. 313 – 315, 317 i nast.
3. Szczegółowa analiza reform rządu Laara por. G. Kuczyński, op.cit supra note 1. str.34 – 59.
4. J. Darski „Prywatyzacja” tekst dostępny na stronie internetowej Józefa Darskiego http:/www.darski1.republika.pl, patrz http://www.darski1.republika.pl/kraje/estonia/pryw.htm
5. Por. dane Rocznika Centralnego Biura Migracyjnego 2003 str. 10 (na dyskietce w posiadaniu autora). Rocznik dostępny na stronach Biura www.mig.ee/eng
6. Liczby według danych Estońskiego Urzędu Statystycznego www.stat.ee (odwiedziny w październik 2004)
7. Szerzej na ten temat: J. Darski „Niepodległość” [w:] strona internetowa J. Darskiego http://www.darski1.republika.pl/kraje/estonia/niepo.htm. Tenże Patrz także por. J. Gorzkowski „Estonia” [w:] Rocznik Europy Środkowo-Wschodniej ISP 1996
8. O stosunkach rosyjsko –estońskich por. szerzej J. Jędras. Karta
9. Według danych Centralnego Biura Migracyjnego liczba osób posiadających obywatelstwo estońskie powiększyła się z 68% do 81%. Paradoksalnie jednak najwięcej naturalizacji nastąpiło w okresie obowiązywania restrykcyjnych przepisów tj. w latach 1992 – 1995, by następnie utrzymywać się na stabilnym poziomie 3-4 tys. rocznie. Przyp. Patrz supra note 3.
10. Według spisu z 1989 Łotysze stanowili jedynie ok. 52% całości populacji swego kraju, podczas gdy dla Estonii współczynnik ten wynosił 61%.
11. Dane dostępne na stronach urzędów statystycznych RŁ i RE www.csb.lv oraz www.stat.ee
12. ibid.
13. Economic Development of Latvia 2003 str. 36. Raport Ministerstwa Gospodarki RŁ na dyskietce w posiadaniu autora. Dostępny również na stronie Ministerstwa www.em.gov.lv
14. Szerzej o kryzysie w stosunkach rosyjsko - łotewskich w 1998 r. por. A Gubrynowicz, hasło „Łotwa” [w:] Rocznik Europy Środkowo – Wschodniej 1997-1998, wyd. ISP, Warszawa 1999.
15. Dane za: CIA World Factbook http//www.cia.gov. wizyta grudzień 2004
16. Dane dla roku 2003 za: Monthly Survey Estonian Economy May – June 2004 Vol.8 No.5. Biuletyn dostępny na stronach MSZ RE www.vm.ee (odwiedziny 7 XII 2004) oraz w bazie danych Centralnego Biura Statystycznego RŁ www.csb.lv
17. Wspominał o tym ostatnio S. Peterson (por. „Kształt przyszłości: starzenie się populacji świata w XXI” MPP 5(10) 2004/2005 s.5 – 23.
18. powyższe dane dostępne na stronach www.csb.lv (dla Łotwy) oraz www.stat.ee (dla Estonii)
19. Przeprowadzony w 2000 spis, podobnie, jak w przypadku NSP 2002 w Polsce wykazał, iż liczba ludności zamieszkującej w Estonii i na Łotwie jest znacznie mniejsza niż pierwotnie zakładano. W przypadku Estonii błąd w rachubie wyniósł ponad 60 tys., w przypadku Łotwy – 44 tys.
20. W ostatnich latach pojawiły się pierwsze sygnały, iż zarysowany tu scenariusz nie jest wyłącznie rozważaniem teoretyka. Jak ostatnio zanotował w swym raporcie na temat inwestycji zagranicznych w Estonii Eesti Pank pierwsze miesiące 2004 charakteryzował spadek udziału inwestycji bezpośrednich (FDI) w ogólnej kwocie kapitału lokowanego w kraju. Warto również zauważyć, iż największa część ulokowanego kapitału przypłynęła do sektora pośrednictwa finansowego (30%), podczas gdy w produkcję ulokowano jedynie 17% i nieco tylko mniej w transport i komunikację. (Por. “Estonia’ s international investment position and external debt as of 30 June 2004“ [w:] Eesti Pank Newsletter 6(245) 2004. raport dostępny na stronach Banku Estonii www.eestipank.ee (wizyta listopad 2004, raport na dyskietce w posiadaniu autora) Ostatnie informacje, także dostępne w prasie polskiej, sugerują również, iż w Estonii firmom coraz trudniej znaleźć pracowników do prac niewykwalifikowanych, co niewątpliwie już teraz często okazuje się czynnikiem hamującym rozwój. Por. J. J. Komar „W Estonii szukają pracowników” [w:] GW 6 XII 2004. Wydaje się, iż w przypadku Łotwy, pojawienie się analogicznych kłopotów jest tylko kwestią czasu.
21. Patrz baza danych statystycznych, dział ludność, Estońskiego Urzędu Statystycznego www.stat.ee. (odwiedziny listopad 2004)
22. Brak analogicznych danych dostępnych w internecie dla Estonii.
23. dane patrz supra note 10
24. Główna Komisja Statystyczna FR, Bank Gotowych Dokumentów „Informacija o socjalno-ekonomiczeskom położenii Rosiji 2004, janwar – oktiabr 2004, demografija http://www.gks.ru/bgd/free/b04_00/IswPrx.dll/Stg/d100/i100160r.htm. Co ciekawe, w obydwu przypadkach rok 2004 (przystąpienie do UE) w żaden sposób nie wpłynął na stonowanie ruchów migracyjnych ludności. Przeciwnie. Liczba osób decydujących się wyjechać z Łotwy i Estonii ponownie wzrasta, a ujemne saldo – rośnie. Jeśli w przypadku Łotwy rok 2003 zamknął się bilansem negatywnym w wysokości 846 osób, to według danych centralnego biura statystycznego RŁ do końca września b. r. saldo migracji zagranicznych wyniosło 920 osób i nie wydaje się, by do końca roku można było się spodziewać jakichkolwiek pozytywnych korektur w tym zakresie. Na podstawie danych GKS FR należy również stwierdzić, iż jeśli w okresie styczeń – sierpień 2003 liczba osób deklarujących wyjazd do Estonii na czas nieokreślony była mniejsza od liczby osób, które wybrały kierunek przeciwny o 54, o tyle w analogicznym okresie roku bieżącego saldo to niemal się podwoiło i ostatecznie wyniosło 94. patrz. Ibid.
25. Dane na podstawie spisów z 2000 roku. Patrz supra note 10.
26. Wyniki spisów dostępne na stronach internetowych urzędów statystycznych www.csb.lv oraz www.stat.ee;
27. Oficjalne wyniki wyborów do Riigikogu z 2003 dostępne na stronach Estońskiego Państwowego Komitetu Wyborczego http://www.vvk.ee/r03/index.html
28. W ten sposób J. Darski patrz. Konflikty Rosyjsko – Estońskie na stronie internetowej J. Darskiego http://www.darski1.republika.pl/kraje/estonia/kon.htm
29. M. Kutysz, J. Hyndle Raport Ośrodka Studiów Wschodnich „Rosyjskojęzyczni na Łotwie i w Estonii” str. 57 Prace_14.pdf. Dostępny na stronach OSW www.osw.waw.pl
30. Aleksei Gunter „A Bona fide baby boom for the Baltics” The Baltic Times 28 maja 2004.
31. Por. M. Kutysz, J. Hyndle, op. cit supra note 25.
32. J. J. Komar „W Estonii szukają pracowników” [w:] GW 6 XII 2004