Plan polityki genderowej UE - prosta droga do piekieł
Plan Komisji Europejskiej dla osiągnięcia równego statusu kobiet i mężczyzn należy do najgorszych wytworów brukselskiej maszyny biurokratycznej. Plan ten to droga do piekła, bowiem wprowadza płciowy dyrygizm i centralne planowanie. Genderowe "zglajszachtowanie" otwiera ościeże zacofaniu i przeciętności. Rozsądni ludzie powinni przeciw temu ostro zaprotestować.
Przerażający egalitaryzm
Komunikat Komisji Europejskiej dla Rady, Parlamentu Europejskiego, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego oraz Komitetu Regionów w sprawie planu osiągnięcia równego statusu kobiet i mężczyzn na lata 2006-2010 mógłby wywoływać ironiczny uśmieszek, gdyby nie to, że wszystko tu jest na poważnie. Nie chodzi o niewinne wprawki literackie w brukselskim eurospeak, ale o autentyczny program, pełen konkretnych kroków, których skutki odczujemy wszyscy.
Plan przedstawia sześć priorytetowych sfer działalności UE w sprawie równouprawnienia na następne cztery lata: równy stopień niezależności ekonomicznej dla obu płci, harmonizacja życia prywatnego i profesjonalnego, równa reprezentacja w procesach decyzyjnych, likwidacja form przemocy na bazie płci, likwidacja stereotypów dotyczących płci, wsparcie dla równego statusu kobiet i mężczyzn w polityce zagranicznej oraz rozwojowej.
Plan genderowy UE wprowadza w błąd głównie dlatego, że nie uznaje klasycznej liberalnej dystynkcji pomiędzy równością praw w przeciwieństwie do równości rezultatów. Fakt, że obywatele posiadają równe prawa (stoją na tej samej linii startu), nie oznacza, że w życiu osiągną takie same wyniki (dobiegną do mety w tej samej chwili). Wiara w to, że wszyscy ludzie powinni dotrzeć do celu w tym samym momencie jest perwersyjna, egalitarystyczna i bezsensowna.
Przerażająco brzmi także zdanie ze wstępu dokumentu: "Równy status kobiet i mężczyzn to prawo podstawowe, wspólna wartość Unii i niezbędny warunek osiągnięcia celów Unii, do których należy wzrost, zatrudnienie i solidarność społeczna." Podstawowym prawem ludzi nie jest równy status, ale równe prawa i swobody. A w tym przypadku sytuacja mężczyzn i kobiet jest identyczna, co jednak nie oznacza, że mężczyźni i kobiety (czy inne grupy społeczne) osiągną w końcu taki sam status.
Twierdzenie, że mężczyźni i kobiety mają apriori prawo do osiągnięcia identycznego statusu jest tak samo absurdalna, jak teza, że taki sam status należy się blondynkom i brunetkom, katolikom i protestantom, ludziom z wykształceniem wyższym i podstawowym, chudym i otyłym, wegetarianom i "mięsożercom", czy też Niemcom i Czechom żyjącym na różnym poziomie dobrobytu - tylko dlatego, że wszyscy żyją w jednej Unii Europejskiej.
Gdyby Komisja Europejska chciała doprowadzić do sytuacji, w której wszyscy ludzie mają taki sam status, musiałaby przeprowadzić proces absolutnej redystrybucji na podstawie wszystkich wyobrażalnych ludzkich cech. Coś podobnego było celem komunistycznego eksperymentu. Wyniki są nam dobrze znane. Ich system prowadził do braku motywacji do osiągania lepszych rezultatów, wspierał przeciętność a w końcu doprowadził do stanu głębokiego zacofania w stosunku do społeczeństw, które takich egalitarnych ambicji nie posiadały.
Nie prowadźmy wojny z naturą
Cel Komisji - 60% zatrudnienie kobiet do roku 2010 (obecnie jest to 55,7 %) - niezwykle przypomina socjalistyczne planowanie. W swoim komunikacie Komisja konstatuje, że kobiety otrzymują o 15 % niższe pensje niż mężczyźni. Automatycznie zakłada się, że różnica ta jest wynikiem bezpośredniej dyskryminacji kobiet oraz strukturalnych nierówności takich jak "zaszeregowywanie płci do pewnych gałęzi produkcji, zawodów i systemów pracy". Ignoruje się zarazem fakt, że o pracę w poszczególnych zawodach ubiegają się ludzie wolni, których nikt nigdzie nie umieszcza na siłę.
Swoisty powab ma deklaracja, że UE zacznie aktywnie wspierać działalność gospodarczą kobiet. Komisja wzywa do opracowania "planu działania dla sfery przedsiębiorczości, w celu zwiększenia liczby nowych przedsiębiorstw zakładanych przez kobiety przy pomocy lepszego dostępu do środków finansowych i rozwoju sieci przedsiębiorstw". Z rynkowego punktu widzenia ważne jest, czy firmy proponują produkty, na które istnieje podaż, nie to, czy kierują nimi mężczyźni czy kobiety.
W planie genderowym autorzy skarzą się, że mężczyźni i kobiety muszą stawiać czoła odmiennym ryzykom zdrowotnym i cierpią na odmienne choroby, co ma wpływ na ich ogólny stan zdrowotny. Pomysł, aby skłonność do odmiennych typów chorób, spowodowana przez genetykę czy styl życia, Komisja Europejska uznała za przejaw genderowej dyskryminacji jest poniekąd absurdalny. Zdrowie to dar od Boga (czy też natury), a wyobrażenia o konieczności wprowadzenia równości płci w tej dziedzinie nie da się w żaden sposób utrzymać.
Harmonizacja życia zawodowego, prywatnego i rodzinnego to cel jak najbardziej wzniosły, realizowany jest jednak na poziomie indywidualnym, poprzez wzajemne uzgodnienia pomiędzy mężczyzną i kobietą w rodzinie. Poparcie dla tego indywidualnego procesu harmonizacji z pozycji Komisji Europejskiej jest zupełnie niepotrzebne. Większa elastyczność na rynku pracy i stworzenie warunków dla tworzenia skróconych etatów pracowniczych to wartościowe cele, jednak nie z powodu równości płci, tylko dla większej wolności i obniżenia bezrobocia. Rozszerzenie instytucji opieki, do którego wzywa Komisja, to rozwiązanie krótkowzroczne. Rodzina z jej naturalną solidarnością międzypokoleniową to idealne środowisko do wychowania dzieci. Przedwczesne wysyłanie dzieci do kolektywnych przedszkolnych instytucji ma swoje negatywne strony. Przedszkola nie są częścią obowiązkowej edukacji, dlatego ich twórcą nie powinno być państwo, lecz podmioty prywatne.
Mężczyźni nie potrzebują pomocy przy pełnieniu swych obowiązków rodzicielskich. Zasady urlopu rodzicielskiego są takie same dla obu płci. Kwestia, który z rodziców będzie się opiekował dzieckiem po narodzeniu jest przedmiotem ich umowy, która nie wymaga interwencji i regulacji ze strony Komisji Europejskiej. Niestety, cały genderowy plan oparty jest na walce z naturą i do złudzenia przypomina stalinowskie projekty typu "rozkazujmy wiatrowi i deszczom".
Śmiercionośne kwoty
Największą grozę wzbudza genderowy plan w sferze wsparcia dla równego udziału kobiet i mężczyzn w procesach decyzyjnych. Komisja skarży się na długotrwale niedostateczną reprezentacje kobiet w politycznych procesach decyzyjnych, które jest podobno równoznaczne z deficytem demokracji. Zamierza wspierać "aktywność obywatelską kobiet i ich udział w polityce, włącznie z najwyższymi funkcjami administracji publicznej na wszystkich szczeblach (lokalnym, regionalnym, narodowym i europejskim)."
Tymczasem, problem wyboru między "aktywnym" czy "pasywnym" życiem obywatelskim zależy od osobistej decyzji każdego człowieka, jego preferencji i energii. Jeżeli w polityce jest zaangażowanych mniej kobiet niż mężczyzn, należy taki stan wziąć pod uwagę jako wynik swobodnego procesu rynkowego. Próby wprowadzania "równej reprezentacji" obu płci w instytucjach politycznych np. przy pomocy kwot prowadzą do niwelizacji, obniżania jakości i dyskryminacji na wspak.
Komisja Europejska niestety traktuję tą sferę bardzo poważnie, bowiem zamierza monitorować ją i brać pod uwagę przy propozycjach nowych rozwiązań legislatywnych. W planie mówi się o wprowadzeniu "planów działania dla zapewnienia równego statusu mężczyzn i kobiet". W roku 2007 ma nawet powstać "organizacja kobiet" zajmujących ważne stanowiska w sferze gospodarki i polityki w Unii. O podobnych strukturach dla mężczyzn nie ma w dokumencie wzmianki. Pozornie słuszny cel likwidacji przemocy na podstawie płci także prowadzi do wielu wątpliwej jakości przepisów, które ograniczają własność prywatną, pozbawiają właścicieli ich praw i łamią zasady państwa prawa (np. w przypadku, kiedy może dojść do ograniczenia prawa do używania mieszkania bez odpowiedniej decyzji sądu). Nadmiernie demonizowane jest również handel ludźmi, ponieważ zakład się, że każda prostytutka wykonuje swoje zajęcie niedobrowolnie.
Genderowy plan nie poprzestaje niestety wyłącznie na proklamacjach, ale tworzy nowa politykę i nowe instytucje. W roku 2007 powstanie Europejski Instytut dla równego statusu kobiet i mężczyzn, a także między-instytucjonalna grupa - Komisja ds. Równości Płci. Komisja ma zamiar zbadać dotychczasowe przepisy unijne w celu ich aktualizacji, modernizacji i nowelizacji z punktu widzenia równości płci.
Rewolucja kulturalna
Jak gdyby za mało już było tego dyrygizmu, Komisja Europejska zamierza także walczyć przeciw "istniejącym w społeczeństwie stereotypom dotyczącym płci". Pomimo, że chodzi o delikatną materię tradycji i stylów życia, które są odmienne w każdym z państw członkowskich, Unia chce na mocy odgórnych regulacji założyć wszystkim obywatelom, niezależnie od narodowości czy religii, kaftan bezpieczeństwa zunifikowanej polityki genderowej.
Według raportu kobiety i mężczyźni często są wychowywani w tradycyjnych systemach edukacyjnych, które wyznaczają kobietom mniej poważane i gorzej płatne zawody. Polityka powinna więc starać się zwalczać stereotypy dotyczące płci już w najmłodszym wieku: należy wyszkolić w tej dziedzinie nauczycieli i studentów oraz wspierać młode kobiety i mężczyzn w wyborze nietradycyjnych kierunków studiów.
Czy Komisja Europejska naprawdę chce zmuszać kobiety, aby stawały się murarzami i górnikami? Czy naprawdę chce zmuszać mężczyzn do zostawiania pielęgniarzami? Nie żeby było coś złego w tego typu wyborach życiowych. Chodzi tylko o to, że wybór zawodu stanowi swobodną decyzję każdego człowieka. Komisja Europejska nie ma walczyć ze stereotypami, tylko pokornie przyjmować wynik procesów rynkowych, jakikolwiek on będzie.
Komisja zamierza rozwijać dialog z mediami w celu wsparcia przedstawiania kobiet i mężczyzn w sposób nietradycyjny. Będzie popierać działania służące usuwaniu stereotypów dotyczących płci w sferze edukacji, kultury i na rynku pracowniczym oraz będzie systematycznie brać pod uwagę sprawę równości płci w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego oraz w edukacyjnych i kulturalnych programach UE. Droga do społeczeństwa socjalistycznego stoi w ten sposób otworem.
W dodatku Unia przygotowuje plany polityki genderowej nie tylko dla obywateli na własnym terytorium. Przeciwnie - powstaje również nowa strategia dla Afryki, która także wskazuje na równość płci jako na kluczowy element wszystkich narodowych strategii rozwoju. Nie ma wątpliwości, że takie zmuszanie innym kontynentom własnych wartości to niebezpieczny przejaw kulturowego imperializmu.
Plan genderowy UE to jeden z najsmutniejszych wytworów brukselskiej biurokracji. Zamiast szacunku dla wolności, rynku i tradycji, Komisja Europejska przygotowuje rewolucję kulturalną, której nie powstydziłyby się Chiny Mao Tse Tunga. Nie pozostawi za sobą co prawda milionów ofiar, ale stara się regulować i kontrolować życie ludzi w sposób bardzo przypominający działania komunistów. Powinniśmy stawić czoła takim eksperymentom.
Marek Loužek