Powrót  Drukuj

Intensyfikacja działań w Iraku. Analiza Raportu

I. GENEZA RAPORTU

6 grudnia w Waszyngtonie opublikowano długo oczekiwany raport Grupy Studyjnej ds. Iraku (Iraq Study Group – ISG) , znany też jako raport Bakera-Hamiltona od nazwisk dwóch jego współautorów. Poza Jamesem Bakerem (b. sekretarz stanu w administracji George’a Busha seniora, a wcześniej sekretarz skarbu u prezydenta Reagana) i Lee Hamiltonem (dyrek-tor Woodrow Wilson International Center for Scholars, a wcześniej przez 34 lata kongresman z Indiany) w opracowaniu raportu brały udział takie osoby jak Lawrence Eagleburger (sekre-tarz stanu w administracji George’a Busha seniora, na którym to stanowisku zastąpił Jamesa Bakera, zawodowy dyplomata), Sandra Day O’Connor (b. sędzia Sądu Najwyższego USA) czy William Perry (sekretarz obrony w administracji Billa Clintona).
Komisja była z założenia ponadpartyjna i dlatego oczekiwano od niej oceny i rekomen-dacji pozbawionych uprzedzeń, za to opartych na świeżym, obiektywnym spojrzeniu. ISG działała od marca 2006 r. W tym czasie odbyła dziewięć posiedzeń plenarnych, wliczając w to pięciodniowy zaledwie pobyt w Iraku w końcu sierpnia i na początku wrze-śnia. Członkowie ISG spotkali się z około 150 osobami, w tym najważniejszymi członkami administracji, m.in. z prezydentem Bushem i sekretarzem stanu Condoleezzą Rice, z najważ-niejszymi irackimi decydentami (w większości podczas wizyty w Iraku), z członkami Kon-gresu, dyplomatami oraz ekspertami z wielu instytutów.
Efektem prac jest kilkudziesięciostronicowy raport, złożony z dwóch podstawowych części. Pierwsza zawiera ocenę sytuacji, druga zaś 79 rekomendacji, dotyczących najróżniej-szych dziedzin, od strategii wojskowej, poprzez taktykę, współpracę gospodarczą, funkcjo-nowanie wywiadu, działania w regionie, aż po zachowanie sprawności i możliwości nadwerę-żonych sił zbrojnych USA.
W konkluzji otwierającego raport podsumowania (executive summary) autorzy zastrze-gają, że stanowi on integralną całość, a przedstawione w nim rekomendacje nie powinny być wprowadzane w życie oddzielnie, bo tylko łącznie mogą przynieść pożądany efekt [8]. Dwie części raportu trzeba oceniać oddzielnie. Bardzo pesymistyczna diagnoza obecnej sytuacji w Iraku może być, zdaniem niektórych, przesadzona, ale trudno jej odmówić rzetel-ności. Dziś poważna dyskusja może dotyczyć tylko tego, czy w Iraku sprawy mają się źle czy bardzo źle. Inaczej trzeba się odnieść do części drugiej. Generalne wrażenie jest takie, że duża część przedstawianych rekomendacji to jedynie życzenia, a autorzy nie mieli konkretnego pomysłu na wprowadzenie ich w życie. Część rekomendacji natomiast wydaje się nie uwzględniać w ogóle aktualnego układu sił i interesów w regionie. Wątpliwość budzi przedstawiony w raporcie mechanizm kija i marchewki, który ma skłaniać władze irackie do intensywniejszego wysiłku na rzecz uporządkowania sytuacji w kraju.

II. DIAGNOZA SYTUACJI

Irak na krawędzi

Członkowie ISG stawiają sprawę twardo: Irak jest dzisiaj na krawędzi. Jeśli stosowana wobec niego strategia nie zostanie gruntownie przebudowana, kraj pogrąży się w chaosie i stanie się wymarzonym siedliskiem dla wszelkiej maści terrorystów i ekstremistów islam-skich, co będzie mieć poważne konsekwencje nie tylko dla regionu, ale i dla sytuacji poli-tycznej w samych Stanach Zjednoczonych [6]. Raport nie kieruje oskarżeń o zaniedbania w planowaniu bezpośrednio przeciwko żad-nej osobie ani instytucji, bo też nie takie było zadanie ISG, ale wiadomo przecież, że za stwo-rzenie planu dla powojennego Iraku odpowiedzialny był Departament Obrony, a personalna odpowiedzialność polityczna obciąża byłego już jego szefa, Donalda Rumsfelda. Wiele dzisiejszych problemów Iraku ma swoje źródła właśnie w fatalnym planowaniu, uwzględniającym jedynie przebieg operacji wojskowej, a nie czas po niej. Wskazać tu można zwłaszcza następujące zagadnienia:

• Brak wykwalifikowanych urzędników, z których większość została zwolniona w następstwie polityki debaathyfikacji [20], prowadzonej zbyt szeroko i bez wni-kania w naturę poszczególnych przypadków .
• Niezapewnienie codziennego bezpieczeństwa nie tylko na odległych obszarach kraju, ale nawet w samej stolicy. Siły koalicji okazały się szybko dalece niewy-starczające, a planiści Pentagonu nie wzięli pod uwagę, że jeśli rozwiąże się formacje istniejące za Saddama, wyszkolenie nowych będzie musiało zająć wie-le czasu. Do tego momentu odpowiedzialność za utrzymanie porządku powinna spoczywać na siłach okupacyjnych, które jednak nie były w stanie temu obo-wiązkowi sprostać. Dodatkowym efektem rozwiązania tych formacji było po-wstanie ogromnej grupy sfrustrowanych mężczyzn, pozbawionych środków do życia, a zatem naturalnych kandydatów na rebeliantów. Przykładem syzyfowej pracy, jaką stały się wysiłki na rzecz przywrócenia porządku choćby w Bagda-dzie, jest operacja Together Forward II [15]. Siły amerykańskie (wynoszące w stolicy Iraku ok. 15 tys. żołnierzy) podjęły wspólnie z siłami irackimi trud oczyszczenia z terrorystów i buntowników opanowanych przez nich rejonów Bagdadu. Siła wojsk USA jest wystarczająca, aby bez trudu oczyścić dowolny rejon z niepożądanych elementów, nie ma jednak sposobu, aby ten rejon utrzy-mać. Zatem wkrótce po wycofaniu się Amerykanów, terroryści, członkowie mi-licji i grup rebelianckich wracają na dawne miejsce.
• Brak wykwalifikowanych sędziów i szczątkowy wymiar sprawiedliwości. Ol-brzymim problemem jest zapewnienie bezpieczeństwa jego pracownikom. Ra-port cytuje amerykańskiego urzędnika, który przyznaje, że Amerykanie są w stanie chronić samych sędziów, ale już nie ich rodziny czy przyjaciół [21], co pozwala na skutecznie zastraszanie tych pierwszych. Taka sytuacja sprzyja oczywiście ogólnemu poczuciu anarchii i nie pozwala przywrócić autorytetu państwa.
• Amerykanie nie uwzględnili i nie przygotowali żadnego systemu, który mógłby ograniczyć korupcję. Nietrudno było przecież przewidzieć, że pieniądze, jakie będą płynąć do Iraku w związku z rekonstrukcją kraju, będą stanowić olbrzymią pokusę . Jako pozytywny symptom, raport wymienia funkcjonującą komisję au-dytową [20], co jednak nie zmienia faktu, że roczne koszty korupcji urzędniczej szacowane są na 5-7 mld dol. Korupcja dotyczy także sektora naftowego (patrz niżej). Szacunki mówią, że na ok. 2,2 mln baryłek ropy produkowanych dzien-nie, kradzionych jest 150-200 tys., a według niektórych nawet pół miliona! [22]
• Sami Amerykanie nie byli przygotowani do roli, jaką przyszło im pełnić w Ira-ku. Spośród 1000-osobowej grupy pracowników ambasady USA w Bagdadzie jedynie 33 osoby mówią po arabsku, z czego zaledwie sześć posługuje się tym językiem biegle [60].

Innym elementem, składającym się na trudną sytuację kraju, jest niewykorzystanie jego potencjału naftowego, a co za tym idzie – zbyt małe w stosunku do potencjalnych dochody ze sprzedaży ropy naftowej. Tymczasem Irak zależy niemal wyłącznie od tej gałęzi przemysłu – przychody z handlu ropą to prawie 70 proc. irackiego PKB i ponad 95 proc. (!) przychodów budżetu państwa [22]. Tymczasem dzienna produkcja wynosiła w momencie pisania raportu 2,2 mln baryłek, co jest wartością poniżej produkcji sprzed wojny i poniżej celu 2,5 mln bary-łek, jaki stawia sobie rząd Iraku. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w wymienio-nych powyżej czynnikach, wynikających pośrednio lub bezpośrednio z niedostatków plano-wania powojennego, przeprowadzonego przez Pentagon.

Podstawowa przyczyna, dla której nie można zwiększyć produkcji, to fatalna sytuacja w sferze bezpieczeństwa. Brak kontroli państwa nad wielkimi obszarami kraju oznacza z jednej strony, że buntownikom łatwo jest dokonywać sabotażu infrastruktury, i tak zniszczonej w części podczas działań wojennych, a z drugiej – dla ekip remontowych naprawianie tejże in-frastruktury oznacza ogromne ryzyko. Pracownicy sektora naftowego bywają także zastrasza-ni oraz emigrują do innych krajów [22]. Na to nakłada się brak inwestycji ze strony zagra-nicznych potentatów naftowych, zniechęconych przede wszystkich problemami z zapewnie-niem bezpieczeństwa pracownikom i instalacjom, co ma oczywiście także wpływ na zyski i koszty. Jak widać, znaczna część problemów Iraku sprowadza się do kwestii bezpieczeństwa wewnętrznego (raport przytacza opinię jednego z amerykańskich urzędników, który sądzi, że na słabość sektora naftowego większy wpływ ma korupcja niż sabotaż).

Podziały etniczno-religijne

Podstawowym źródłem problemów w Iraku, źródłem zdecydowanej większości trudno-ści przy odbudowie gospodarki, instytucji i życia politycznego oraz zapewnieniu bezpieczeń-stwa są podziały etniczne i religijne. Tego czynnika Departament Obrony nie uwzględnił w wystarczającym stopniu – lub, zdaniem niektórych, wcale – planując iracką operację. Z dzi-siejszej perspektywy widać, że spójność państwa irackiego zapewniał żelazny uścisk reżimu Saddama Husajna. Trudno dzisiaj zrozumieć, jak przed rozpoczęciem ataku można było nie dostrzec, że ta konstrukcja nie przetrwa krachu dyktatury.
Przypomnijmy pokrótce: na główny podział religijny – wyrugowani z pozycji niepo-dzielnych władców Sunnici i stanowiący większość Szyici – nakłada się podział etniczny: północ, bogata w złoża ropy, zamieszkana w dużej części przez Kurdów. Do tego dodajmy naciski i wpływy sąsiednich krajów, przede wszystkim szyickiego Iranu i sunnickiej Syrii. ISG wskazuje, że animozje między tymi grupami paraliżują niemal każdą dziedzinę irackiego życia. Kilka przykładów:
• Wątpliwa jest lojalność niektórych jednostek irackiej armii, gdy według rozka-zów powinny działać w imię interesu całego kraju, a nie przynależności religij-nej lub etnicznej tworzących je żołnierzy [12].
• Policja państwowa (Iraqi National Police – formacji parapolicyjnych jest w Ira-ku kilka) regularnie angażuje się w przemoc etniczną i religijną, nie zajmując się swoimi właściwymi celami, takimi jak walka z przestępczością [13] .
• Ponieważ urzędy w Iraku są rozdzielane wg klucza etnicznego i religijnego – dotyczy to także ministerstw – więc każda grupa traktuje „swój” urząd jako wła-sną domenę. Ministerstwa działają przede wszystkim na rzecz „swoich” grup, zamiast na rzecz Iraku jako całości. Dotyczy to także infrastruktury. Zdarzają się sytuacje takie jak odcinanie prądu sunnickiej dzielnicy przez elektrownię, za-rządzaną przez szyitów. Na dodatek resorty dysponują jednostkami Służby Ochrony (Facilities Protection Service), które tratowane są jako małe prywatne armie.

Można postawić pytanie, czy w Iraku istnieje jakakolwiek poważna i wpływowa grupa, myśląca w kategoriach interesu narodowego lub przynajmniej w kategoriach interesu państwa jako całości.
Dość oczywistą konkluzją w takich okolicznościach wydawałoby się stworzenie luźne-go państwa federalnego albo wręcz podział kraju. To jednak prawdopodobnie dolałoby jedy-nie oliwy do ognia, trudno bowiem byłoby uzyskać zgodę na granice poszczególnych części. Kością niezgody stałyby się oczywiście zasoby ropy naftowej. Możliwą konsekwencją byłyby kolejne walki, tym razem o zasięg części federacji, za tym poszłaby dalsza destabilizacja Ira-ku i całego regionu.
Dodatkową trudność tworzy nastawienie większości Kurdów, którzy chcieliby niepod-ległości, podczas gdy reprezentujący ich politycy opowiadają się za państwem federalnym (zgodnie z iracką konstytucją, region kurdyjski jako jedyny w Iraku cieszy się już teraz szero-ką autonomią). Problem w tym, że znaczna część pól naftowych na północy kraju leży na te-rytoriach zamieszkanych przez Kurdów.
Wielu zwolenników federacji jest także wśród szyitów. Dla sunnitów byłoby to jednak rozwiązanie trudne do zaakceptowania, bo jako mniejszość, zamieszkująca głównie niewielki obszar na północy kraju, zostaliby ściśnięci pomiędzy częściami państwa, gdzie większość stanowiliby wrogo nastawieni Kurdowie i szyici.
Zatem, zdaniem autorów raportu, jedyną realistyczną możliwością jest utrzymanie pań-stwa irackiego w takim kształcie terytorialnym i takiej strukturze jak dzisiaj. Tego jednak nie da się zrobić bez zgody narodowej.

Zgoda narodowa

Pojednanie narodowe to jeden z kluczowych punktów raportu i, według jego autorów, warunek sine qua non ustabilizowania sytuacji w tym kraju. ISG sygnalizuje, że obecnie sytu-acja jest ogromnie zadrażniona, a poszczególne grupy etniczne i religijne działają na zasadzie „ząb za ząb”. Rząd zaś nie podjął wystarczających wysiłków, aby rozwiązać problemy, stoją-ce na przeszkodzie zgodzie narodowej. Zdaniem członków ISG, żeby taką zgodę osiągnąć, konieczne były następujące kroki: rewizja polityki debaathyfikacji, amnestia dla tych, którzy walczyli z siłami rządowymi (mimo że jest to bardzo źle widziane przez wielu Irakijczyków), sprawiedliwy podział dochodów z pól naftowych, demobilizacja milicji, zmiana konstytucji i ustalenie przyszłości Kirkuku. Raport nie precyzuje sposobu, w jaki te zmiany miałyby być wprowadzane, zgodnie z ogólną koncepcją, mówiącą, że to sami Irakijczycy powinni wypracować odpowiednie szcze-gółowe rozwiązania. Odnosi się jednak wrażenie, że stawiany przez ISG warunek pojednania narodowego jako punktu wyjścia do ogólnej poprawy sytuacji, jest dość ogólnikowy i w wa-runkach błędnego koła agresji – mało realistyczny.

Odbudowa

ISG podkreśla, że sumy, jakie USA przeznaczają na odbudowę Iraku, są niewystarcza-jące. Rzecz jednak nie w prostym zwiększeniu pomocy. Po pierwsze – na drodze może stanąć Kongres, gdzie w obu izbach większość mają dzisiaj demokraci (5 lutego prezydent Bush przedstawił Kongresowi projekt budżetu). Po drugie – nie ma sensu zwiększanie pomocy, jeżeli nie zostaną usprawnione kanały jej dystrybucji oraz zdolność jej absorpcji przez iracki rząd.
ISG wskazała w raporcie, że poważnym problemem jest zła koordynacja amerykańskiej pomocy. Poszczególnymi programami zawiaduje kilka rządowych instytucji, ale brak tu wy-raźnie wyznaczonych obszarów odpowiedzialności [23]. Nie ma także jednego urzędnika, odpowiedzialnego za całość rekonstrukcji [58]. Na to znów należy nałożyć wszelkiego rodza-ju podziały po stronie irackiej, które sprawiają, że pieniądze, otrzymane np. przez instytucję kontrolowaną przez Kurdów nie będą trafiać do rejonów lub zasilać przedsięwzięć, kontrolo-wanych przez sunnitów.
ISG zauważa, że donatorzy nie wypełniają swoich wcześniejszych obietnic, a wartość pomocy wykazuje generalnie trend spadkowy. Inne kraje obiecały 13,5 mld dol., z czego wpłynęło jedynie 4 mld dol. [24].

Otoczenie międzynarodowe

Raport wiele miejsca poświęca analizie międzynarodowego otoczenia Iraku. Bezpo-średnie i bliskie sąsiedztwo to jedna z przyczyn zaognionej sytuacji. Raport przedstawia w następujący sposób główne wektory, jakimi kierują się kraje w regionie.
• Iran. Kraj w większości szyicki, najczęściej oskarżany o wspieranie ruchów rozłamowych w Iraku. W oczywistym interesie Iranu leży związanie w Iraku jak największych sił amerykańskich. Iran jest dziś uznawany przez waszyngtońską administrację za najpoważniejszy problem regionalny poza samym Irakiem.
• Syria. Jako kraj sunnicki, jest oskarżana o próby podminowania irackiego rządu, zdestabilizowania sytuacji w tym kraju, udzielanie schronienia byłym urzędni-kom reżimu Husajna, chcącym uniknąć postawienia przed sądem, oraz o celowe nieuszczelnianie granicy w Irakiem, tak aby mogli przez nią przechodzić bojow-nicy i docierać transporty broni dla nich. • Arabia Saudyjska. Odgrywa nieco ambiwalentną rolę. Nie udzieliła rządowi irackiemu znaczącej pomocy finansowej ani nie zgodziła się na anulowanie dłu-gu. Prywatnie Saudyjczycy wspierają z własnych funduszy sunnicką rebelię.
• Turcja. Kluczowym punktem z punktu widzenia Ankary jest rejon zamieszkany przez Kurdów. Turcja będzie torpedować wszelkie dążenia do emancypacji irac-kiej mniejszości kurdyjskiej.
• Jordania i Egipt. Te dwa kraje odgrywają dość pozytywną rolę. Jordańczycy szkolili iracką policję, Egipcjanie – iracką armię. Oba państwa ułatwiały amery-kańskie działania wojskowe w regionie.

Scenariusze negatywne

Autorzy raportu rysują czarny obraz sytuacji Iraku i całego regionu, gdyby obecne ten-dencje i trendy miały się utrzymać [27-29], co mogłoby wyniknąć z braku dostatecznie po-ważnych zmian w polityce Waszyngtonu.
Starcia i przemoc mogą doprowadzić do całkowitego załamania się systemu administra-cji oraz gospodarki. To, rzecz jasna, pogorszyłoby jeszcze bardziej sytuację zwykłych ludzi, wzmogłoby frustrację i zapewniło dopływ świeżych sił do grup rebeliantów. Wszystkie irac-kie formacje militarne i paramilitarne mogłyby ostatecznie podzielić się według kryteriów etnicznych i religijnych. Następstwem byłaby katastrofa humanitarna, wynikająca z prze-mieszczeń ogromnych grup ludności, uciekających przed prześladowaniami. W konsekwencji atrakcyjną propozycją dla Irakijczyków mógłby się okazać zwolennik rządów silnej ręki, któ-ry zaprowadziłby porządek. Chaos w Iraku – przestrzegają dalej członkowie ISG – może spowodować interwencję krajów ościennych, obawiających się ekspansji przemocy i przechodzenia terrorystów na wła-sne terytoria. To oznaczałoby lokalny konflikt zbrojny.
Możliwe jest także rozszerzenie się na cały świat islamski lub przynajmniej jego bli-skowschodnią część konfliktu szyicko-sunnickiego, co – jak stwierdzają autorzy raportu – oznaczałoby otwarcie puszki Pandory.
Konsekwencją tych wydarzeń może być zapaść rynku naftowego i drastyczny wzrost cen ropy, a także wzrost liczby zamachów terrorystycznych.
Wreszcie, jak trafnie zauważają autorzy dokumentu, pogrążenie się Iraku w chaosie oznaczać będzie osłabienie pozycji (standing) Stanów Zjednoczonych na świecie. Ta uwaga wydaje się zresztą cokolwiek spóźniona, gdyż – co jasno wynika z części raportu, diagnozują-cej sytuację – już dziś mamy do czynienia z chaosem w Iraku, co z całą pewnością wpłynęło na obraz Ameryki w świecie . Wizerunek zaś jest jednym ze składników tego, co członkowie ISG określają słowem standing.
Dodatkowo raport zwraca uwagę na problem ze zmobilizowaniem amerykańskiej opinii publicznej, bez poparcia której nie da się zbyt długo prowadzić operacji tak wyczerpującej jak iracka. Na dodatek prezydent Bush po listopadowych wyborach ma przeciwko sobie obie izby Kongresu, choć nie oznacza to, że w każdej sprawie demokratyczni przeciwnicy irackiej ope-racji osiągną sukces. Demokratom nie udało się np. w lutym uchwalić niewiążącej rezolucji, potępiającej plany zwiększenia liczby amerykańskich żołnierzy w Iraku, przedstawione przez George’a Busha. Rezolucja, po przejściu przez Izbę Reprezentantów, została zablokowana przez Senat. Raport przedstawia cztery alternatywne scenariusze dla Iraku, o każdym z nich wypo-wiadając się krytycznie.

• Szybkie wycofanie wojsk. Byłoby błędem, bo z pewnością prowadziłoby do wzrostu agresji, pogłębienia chaosu i dalszej erozji państwa.
• Utrzymanie bieżącego kursu. Błędna strategia – jak wynika z opisu sytuacji, dotychczasowe metody nie przynoszą sukcesu.
• Zwiększenie liczby żołnierzy. Samo w sobie nie rozwiąże naczelnego proble-mu, za jaki autorzy raportu uważają brak porozumienia narodowego. USA nie mają już wystarczających zasobów, żeby w sposób znaczący i trwały zwiększyć liczbę swoich żołnierzy w Iraku. • Podział kraju na trzy półautonomiczne regiony. Koszty takiego rozwiązania byłyby zbyt duże. Przemieszanie ludności, należącej do różnych grup, sprawia, że granic takich regionów nie da się łatwo wytyczyć. Podział może się wpraw-dzie okazać mimowolną konsekwencją niestabilności państwa, jednak członko-wie ISG sprzeciwiają się wspieraniu tego wariantu przez Waszyngton.

III. DROGA NAPRZÓD

Część raportu, przedstawiająca rekomendacje, budzi wątpliwości. Większość rekomen-dacji ma charakter ogólnikowych zaleceń, bardzo trudnych do wypełnienia.
Jednym z podstawowych założeń raportu jest, że sukcesu w Iraku nie można osiągnąć w oderwaniu od jego otoczenia i problemów regionu, w tym związanych z konfliktem arabsko-izraelskim. Stąd postulat wciągnięcia do współpracy, zaangażowania w rekonstrukcję Iraku lub choćby zneutralizowania postawy krajów Bliskiego Wschodu wobec Iraku. ISG postuluje rozpoczęcie Nowej Inicjatywy Dyplomatycznej (New Diplomatic Offensive – NDO), mającej zająć się najistotniejszymi problemami regionalnymi. NDO ma wykraczać poza zakres pro-gramu Compact for Iraq, obejmującego głównie kwestie ekonomiczne.
NDO powinna być prowadzona na poziomie co najmniej ministrów spraw zagranicz-nych. ISG wzywała do jej rozpoczęcia przed końcem 2006 r., co oczywiście się nie stało, jako że sam raport nie został przyjęty przez administrację jako kompleksowy program działania. NDO powinna obejmować, zdaniem autorów raportu, skłonienie regionalnych graczy m.in. do następujących posunięć [33]:
• wspieranie jedności i spójności terytorialnej Iraku;
• zaprzestanie akcji destabilizujących sytuację w tym kraju;
• zapobieganie rozprzestrzenianiu się agresji i niestabilności poza granice Iraku;
• wspieranie narodowego pojednania;
• wspieranie rządu irackiego w wypełnianiu stawianych mu przez koalicję zadań i celów.

Dla realizacji NDO ISG proponuje stworzenie Grupy Wsparcia (International Support Group – SG). Powinna ona skupiać wszystkie kraje, graniczące z Irakiem, kluczowych graczy regionu i najważniejsze kraje świata [36]. Wspólnym mianownikiem, który pozwoliłby zebrać w takiej strukturze sąsiadów Iraku i inne ważne kraje Bliskiego Wschodu, ma być fakt, że – zdaniem ISG – żadne z tych państw nie chce ani rozpadu Iraku, ani rozlania się niepokojów i agresji na cały region. Problem polega jednak na tym, że kraje te mają jednocześnie sprzeczne interesy. Raport stara się odpowiedzieć na pytanie, dlaczego poszczególne państwa miałyby za-angażować się w stabilizację i odbudowę Iraku. Odpowiedzi te jednak nie są przekonujące. Przyjrzyjmy im się.

Arabia Saudyjska. Gdyby zgodziła się zaprzestać wspierania (chodzi o wsparcie udzielane prywatnie przez saudyjskich obywateli) sunnickiej insurekcji, mogłoby to skłonić inne kraje, zwłaszcza Iran, do zaprzestania wspierania szyitów. Pytanie, dlaczego i jak rząd saudyjski miałby zahamować wsparcie, jakiego sunnitom udzielają jego obywatele, pozostaje jednak bez odpowiedzi.
Saudyjczycy mogliby także użyć swojego autorytetu, aby skłonić zwaśnione frakcje do rozejmu i zgody. Odpowiedź na pytanie, co miałoby stanowić dla Saudyjczyków impuls, aby działać w tym kierunku, nie pada.
Arabia Saudyjska powinna pomóc w eliminacji ogniw al Kaidy w Iraku, powinna ska-sować iracki dług oraz mogłaby pomóc w skłonieniu Syrii do współpracy przy stabilizacji Iraku. Nie dostajemy jednak odpowiedzi, co miałoby skłonić Saudyjczyków do podjęcia wszystkich tych kroków. Amerykańskie wpływy w tym kraju nie wydają się dość silne, żeby tego dokonać.

Turcja. Jej wsparcie dla procesu narodowej zgody w Iraku miałoby być spowodowane faktem, że w tureckim interesie leży pozostanie terytoriów kurdyjskich w granicach państwa irackiego. Czy jest to wystarczający powód? W jaki sposób Turcja miałaby włączyć się, choć-by jako rozjemca, w spór pomiędzy dwiema islamskimi sektami, samemu będąc krajem ofi-cjalnie świeckim?

Iran. W kwestii tego kraju ISG wyraźnie różni się z dotychczasową strategią waszyng-tońskiej administracji. Autorzy raportu podkreślają, że przeciwników należy wciągać do współpracy bez stawiania wcześniejszych warunków [36].
Wydaje się, że w pierwszych miesiącach 2007 r. amerykański kurs wobec Iranu czeka na zdefiniowanie. Coraz częściej mówi się o planach chirurgicznego uderzenia na instalacje jądrowe w Iranie, a nawet na cele wojskowe w ogóle, podczas gdy eksperci przestrzegają przed konsekwencjami akcji zbrojnej . Jednocześnie w styczniu 2007 r. wyszły na jaw infor-macje, mogące świadczyć o tym, że gdy jeszcze głową państwa irańskiego był relatywnie liberalny Muhammad Chatami, Teheran oferował Waszyngtonowi interesujący pakiet ustępstw, który został odrzucony. Taką informację podał program BBC Newsnight . Propo-nowane ustępstwa miały dotyczyć zaprzestania wspierania libańskich i palestyńskich milicji oraz pomocy w stabilizacji powojennego Iraku. W zamian Teheran chciał normalizacji sto-sunków, zakończenia sankcji i rozwiązania grupy rebeliantów Mujahadeen-e-Khalq, działają-cej pod nieoficjalnym patronatem Waszyngtonu (oficjalnie organizacja została dodana w 1997 r. do listy grup terrorystycznych ).

List z tymi propozycjami miał trafić do biura wiceprezydenta USA Dicka Cheneya. Wi-ceprezydent je odrzucił. Nie tylko z punktu widzenia założeń, jakie czyni ISG, ale również interesu, jaki mają Stany Zjednoczone w utrzymaniu spokoju wokół Iraku, ze szczególnym uwzględnieniem Iranu, ówczesna decyzja wiceprezydenta Cheneya wydaje się dziwna. Gdyby wtedy zadecydowano inaczej, być może problemy z Iranem nie byłyby dzisiaj tak dotkliwe. ISG zaleca przejście od polityki konfrontacji do polityki dialogu. Zauważa, że USA ma-ją do dyspozycji kij w postaci choćby środków militarnych, ale dysponują także atrakcyjną marchewką [37]. Tu przywołany jest przykład Libii, z którą dzięki umiejętnemu stosowaniu tych dwóch instrumentów udało się ułożyć stosunki po latach wrogości.
Wśród potencjalnych zachęt dla Iranu i Syrii członkowie ISG widzą m.in. perspektywę polepszenia stosunków dyplomatycznych z USA, zmianę kursu polityki Stanów Zjednoczo-nych wobec tych dwóch państw, która miałaby kłaść nacisk na reformy gospodarcze i poli-tyczne zamiast na zmianę reżimu, oraz perspektywę ostatecznego pokoju izraelsko-syryjskiego, wynegocjowanego przy amerykańskiej pomocy.
Analogia z Libią jest efektowna. Libia wydaje się znakomitym przykładem na to, jak można dojść do porozumienia bardziej zachętami niż groźbami. Do tego jednak potrzebna jest wola obu stron. Powstaje pytanie, w którym momencie i z jakich naprawdę powodów Mu-ammar Kadafi przyjął nowy kurs? Czy nie było to spowodowane – jak sugerują niektórzy analitycy – chęcią pozostawienia po sobie państwa w dobrym stanie i stabilnej sytuacji, przy świadomości, że czas u władzy dobiega końca?
Sytuacja polityczna w Iranie jest dalece bardziej skomplikowana niż w Libii. Czy pre-zydent Ahmadinedżad chce, ma powody i może tak dalece zmienić kurs wobec Stanów Zjed-noczonych? Czy jest możliwy powrót do odrzuconej w 2003 r. irańskiej oferty, przedstawio-nej przecież w odmiennej konfiguracji politycznej w Iranie? Jeśli zaś idzie o pokój izraelsko-syryjski – czy jego perspektywa jest w jakikolwiek sposób realna? Czy Waszyngton ma spo-soby, żeby, gwoli uspokojenia otoczenia Iraku, skłonić Izrael do niezbędnych w takiej sytu-acji ustępstw? Odpowiadając na każde z tych pytań powinna być co najmniej ostrożna, a by-łaby zapewne także bardzo sceptyczna.
Raport stara się sprecyzować sposoby dyplomatycznego podejścia do Iranu. Pojawia się sugestia, aby powtórzyć model współpracy z czasu uderzenia na Afganistan oraz uwaga, że porażka USA w Iraku nie leży w interesie Teheranu. To wszystko jednak zbyt mało i zbyt niekonkretnie. Najcelniejsza wydaje się ocena, iż niechęć Iranu, aby odegrać aktywną rolę w stabiliza-cji sytuacji w Iraku, bierze się z obawy, że Waszyngton zmierza do zmiany władzy w Tehera-nie. Już wcześniej członkowie ISG zalecają, aby starać się tę obawę wygasić, kładąc nacisk na reformy polityczne i gospodarcze.
To jednak najsłabszy punkt układanki. Raport wydaje się bowiem ignorować skompli-kowaną sytuację wokół irańskiego programu nuklearnego, który jest obecnie najbardziej za-palnym punktem stosunków amerykańsko-irańskich. ISG ma o tej kwestii do powiedzenia tyle, że powinna się nią nadal zajmować Rada Bezpieczeństwa (z dodatkiem Niemiec) i Na-rody Zjednoczone. Wygląda na to, że ISG nie miała koncepcji na choćby ramową rekomendację w tej nie-zwykle istotnej kwestii. Niestety, kwestia programu nuklearnego tak mocno komplikuje rela-cje USA z Iranem, że póki nie zostanie w jakiś sposób rozwiązana, trudno się spodziewać, aby możliwa była współpraca między tymi krajami w kwestii irackiej. W ten sposób z ukła-danki, jaką tworzą członkowie ISG, wypada bardzo istotny element.

Syria. Także tutaj pozostajemy na poziomie ogólników [38]. Wzorem dla nowego uło-żenia stosunków ma być podejście, które sprawdziło się w latach 90., polegające na tym, żeby odnaleźć wspólne interesy w regionie. Jakie to interesy, jak dogadać się z rządem prezydenta Baszara al-Asada, zwłaszcza wobec nieustających, choć zakulisowych interwencji Syrii w Libanie, pośrednio skierowanych przecież przeciwko Izraelowi – tego raport nie precyzuje. Znów można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z porcją idealistycznych postulatów, które nie mają w przewidywalnej przyszłości szans na spełnienie.

Izrael. Skoro zmieniony musi zostać cały regionalny układ, zatem niezbędnym warun-kiem jest także zajęcie się konfliktem izraelsko-palestyńskim. Raport poświęca mu nieco miejsca, ale nie wychodzi poza schemat działań, teoretycznie obowiązujący od kilku lat, w praktyce nie przynoszący niemal żadnych rezultatów. ISG apeluje o „wznowiony i nieustają-cy wysiłek” na rzecz rozwiązania, opartego na koncepcji dwóch państw (two-state solution), sięgając do deklaracji George’a Busha z 2002 r. ISG zachęca amerykańską dyplomację do odważniejszego działania i stwierdza, że kunktatorski stosunek, jaki ma Departament Stanu do konfliktu, nie przynosi Izraelowi żadnych korzyści.
Znów – brakuje konkretów, a zwłaszcza nawiązania do aktualnej sytuacji Autonomii Palestyńskiej, gdzie w styczniu 2006 r. wybory wygrał radykalny Hamas. Mimo zawartego ostatnio porozumienia w sprawie utworzenia nowego rządu jedności narodowej , Hamas nie zaakceptował wciąż istnienia państwa Izrael, co jest niezbędnym warunkiem jakichkolwiek konstruktywnych negocjacji. Raport stwierdza wręcz, że w spotkaniach w sprawie przyszłości procesu pokojowego powinni uczestniczyć m.in. przedstawiciele Autonomii, którzy nie kwe-stionują prawa Izraela do istnienia [39]. W praktyce oznacza to wykluczenie z takich rozmów największego ugrupowania w palestyńskim parlamencie, współtworzącego rząd i pozostanie przy obecnym sposobie komunikowania się z Palestyńczykami, gdzie osobą ledwie tolerowa-ną jako partner do rozmów jest wyłącznie prezydent Abbas, nie cieszący się bynajmniej po-wszechnym poparciem wśród Palestyńczyków.
Owszem, w raporcie czytamy, że w skłonieniu Hamasu do zmiany stanowiska ma po-móc Syria. Ale dlaczego miałaby to zrobić – już się nie dowiemy. W ten sposób dostajemy kwadraturę koła. Zazębiające się argumenty przypominają sytuację, gdy baron Münhausen sam wyciągał się za włosy z bagna.
Można też wątpić, czy w końcowym okresie swojej drugiej kadencji, trawiony proble-mami nie tylko na Bliskim Wschodzie, cieszący się wyjątkowo niskimi wynikami w sonda-żach prezydent George Bush znajdzie w sobie energię, aby przedsięwziąć nowy, poważny wysiłek na rzecz bliskowschodniego procesu pokojowego. Na razie nic na to nie wskazuje, a podróż sekretarz stanu Condoleezzy Rice na Bliski Wschód na początku 2007 r. nie przynio-sła żadnego przełomu. Dlatego postulaty ISG, dotyczące porozumienia arabsko-izraelskiego, wydają się być zawieszone w powietrzu. W ten sposób kolejny element układanki, stworzonej przez autorów raportu, wypada z gry.

Kij i marchewka

Autorzy raportu starali się znaleźć sposób, aby zmusić Irakijczyków do efektywniejsze-go działania. W tym celu opowiedzieli się za bardziej zrównoważonym niż dotychczas wyko-rzystaniem kija i marchewki. Dotąd bowiem w użyciu była przede wszystkim marchewka. Niestety, także w rozwiązaniach proponowanych w tej sekcji raportu zawarty jest para-doks, który podaje je w wątpliwość.
Ogólnie koncepcja ISG jest następująca: irackiemu rządowi należy wyznaczyć bardzo konkretne cele (milestones) i konkretne terminy ich osiągania oraz zapowiedzieć pomoc w ich realizacji. Jeśli rząd będzie się starał je osiągnąć i mu się to uda, pójdą za tym konkretne ko-rzyści. Jeśli nie zostanie odnotowany postęp – pomoc zostanie cofnięta.
Lista celów, jakie powinien spełnić rząd Iraku, zawiera kilkanaście punktów [43-44]. ISG zasugerowała także konkretne terminy, ponieważ jednak raport nie stał się oficjalnym planem działania, więc kalendarz ten nie może być traktowany jako obowiązujący. Warto natomiast zastanowić się nad samą zasadą, zaproponowaną w raporcie (reko-mendacja 21., [43]). Pozornie wydaje się ona mieć sens. Zastanówmy się jednak: jeśli rząd Iraku nie będzie sobie radził z osiąganiem stawianych przed nim celów, a zatem np. nie bę-dzie w stanie uporać się z milicjami czy podjąć zdecydowanej walki z korupcją, zaś „karą” za te porażki będzie cofnięcie amerykańskiej pomocy, jaki będzie tego skutek? Rzecz jasna – pogłębienie chaosu. Paradoks polega na tym, że sankcja, jaką proponuje ISG za zbyt sła-be starania na rzecz naprawy sytuacji, sama przyczyni się do jej dalszego pogorszenia, nie będzie natomiast stanowić impulsu do intensywniejszej pracy. Jeżeli spojrzeć na sytu-ację w taki sposób, trzeba dojść do wniosku, że Ameryka nie może sobie pozwolić na reali-zowanie tego typu polityki kija i marchewki, chyba że Waszyngton postanowiłby zmienić o 180 stopni swoją politykę wobec Iraku, pogodzić się z istniejącym tam chaosem i próbować otoczyć kraj swego rodzaju kordonem sanitarnym. To jednak wydaje się nierealne.
W ten sposób dochodzimy do wniosku, że przegapiając najlepszy moment na skokową naprawę sytuacji tuż po zakończeniu działań wojennych, USA straciły jeden z najmocniej-szych argumentów wobec indolencji samych Irakijczyków. Waszyngton sam ograniczył sobie pole manewru.

Raport ISG zawiera jeszcze jeden paradoks: grupa postuluje wycofanie do końca pierw-szego kwartału 2008 r. wszystkich jednostek bojowych koalicji z Iraku. Dokument stwierdza, że deklarowanie gotowości do bezterminowego pozostania odbierałoby rządowi irackiemu impuls do zwiększenia wysiłków, głównie w sferze pojednania narodowego. Czy jednak przedstawianie sztywnego terminu wycofania żołnierzy stanowi taki impuls? Gdyby w Bag-dadzie działał odpowiedzialny gabinet, funkcjonujący według standardów zachodniej demo-kracji, można by tak założyć. Gdyby tak jednak było, żadne naciski prawdopodobnie nie by-łyby potrzebne. W obecnej sytuacji zapowiedź wycofania wojsk w konkretnym momencie wyznacza buntownikom i awanturnikom oraz politykom, działającym ściśle według podziałów etnicz-nych i religijnych, dzień, gdy zyskają większą niż dotąd swobodę działania. Gdy poczucie odpowiedzialności irackich decydentów za państwo jako całość budzi olbrzymie wątpliwości, trudno oczekiwać, że perspektywa wycofania wojsk koalicji zmobilizuje ich do efektywnego działania.
Co więcej, argumentację ISG można wręcz odwrócić. Sztywna data odwrotu oznacza bowiem, że znika kolejna możliwość wywarcia wpływu na iracki rząd. Owszem, jeżeli Bag-dadowi zależy na wycofaniu obcych wojsk i jeżeli uzależnić je od osiągnięcia przynajmniej niektórych spośród wspomnianych celów, mógłby to być sensowny układ na zasadzie quid pro quo. ISG proponuje zresztą taki mechanizm (rekomendacja 34. [46]), zakładając, że per-spektywa wycofania wojsk może przyspieszyć i ułatwić proces zgody narodowej. Oczywiście mechanizmu tego nie da się wykorzystać, jeżeli i tak wyznaczona zostanie ostateczna data wycofania wojsk. ISG zaleca również, żeby rząd amerykański wyraźnie zapowiedział rządowi irackiemu, że planowane przegrupowania wojsk nie będą uzależnione od tego, czy Irak osiągnie stawiane przed nim cele (rekomendacja 41. [51]). Mamy więc kolejne zaprzeczenie mechanizmu „coś za coś”.
W kontekście powyższych uwag, bardzo ważne wydaje się uczciwe stwierdzenie auto-rów raportu, że brak dzisiaj wolnych od ryzyka opcji, jakie mogłaby wybrać Ameryka [50]. Silna obecność wojskowa prowadzi wprawdzie do relatywnie mniejszego nasilenia nie-pokojów, ale brak dowodów, że przedłużona bezterminowo doprowadziłaby do jakościowej zmiany.

IV. NOWA STRATEGIA DLA IRAKU

Raport ISG był tylko jednym z kilku opracowań, jakie w ostatni okresie analizowały sy-tuację w Iraku. Poza nim pojawił się np. raport liberalnego Brookings Institution oraz raport konserwatywnego American Enterprise Institute . Prezydent Bush, opracowując nową strate-gię, nie opierał się więc jedynie, a i nie przede wszystkim, na raporcie ISG, choć to ten był w Waszyngtonie najbardziej niecierpliwie oczekiwany. 10 stycznia, przemawiając do narodu z biblioteki w Białym Domu, George Bush ogłosił nową iracką strategię . Odwołał się w swoim orędziu także do raportu ISG, przywołując nie-które jego rekomendacje.

Najważniejsze założenia nowej strategii są następujące:
• Za główne zagrożenie nie uznaje się już wyłącznie rebelii sunnickiej, ale wszyst-kie ekstremalne ruchy wywrotowe, związane ze wszystkimi grupami etnicznymi i religijnymi.
• Warunkiem postępu w jakiejkolwiek dziedzinie, w tym w sferze politycznej, jest zapewnienie podstawowego poziomu bezpieczeństwa wewnętrznego.
• Irakijczycy są coraz bardziej rozczarowani działaniami koalicji.
• Wiele państw arabskich niechętnie podchodzi do udzielenia irackiemu rządowi pełnego wsparcia .
• Wielu Irakijczyków podporządkowuje swoje działania przynależności do grup etnicznych i religijnych.
• Dialog z grupami rebelianckimi nie przyczynił się jak dotąd do zwiększenia bezpieczeństwa i może nie mieć wpływu na sytuację w przyszłości .

Każde z tych założeń oznacza zmianę w stosunku do założeń poprzedniej strategii. Można sobie jedynie zadać pytanie, czemu niektórych z tych zmian, będących po prostu ure-alnieniem wcześniejszych kompletnie idealistycznych przesłanek (np. że Irakijczycy będą masowo i ochoczo wspierać działania koalicji), oficjalnie dokonano dopiero teraz.
Nowa strategia wśród celów zapowiada m.in. zwalczanie al Kaidy, odzyskanie pełnej kontroli nad Bagdadem, zapewnienie spójności terytorialnej kraju oraz zapobieganie miesza-niu się Iranu i Syrii w sprawy Iraku.
Najważniejsze strategiczne przesunięcia akcentów są następujące:

• Przewodzą Irakijczycy – Ameryka zapewnia wsparcie. Odpowiedzialność za re-zultat spoczywa na rządzie w Bagdadzie.
• Pomoc w zapewnieniu bezpieczeństwa to naczelne zadanie.
• Zdecydowana pomoc siłom umiarkowanym w ich starciu z ekstremistami.
• Działania w Iraku muszą być widziane w kontekście regionu.

W ślad za tymi wytycznymi, prezydent Bush zapowiedział zwiększenie w najbliższym czasie amerykańskiego kontyngentu w Iraku, głównie w celu odbicia stolicy z rąk królujących w poszczególnych dzielnicach sił antyrządowych. Zapowiedź wysłania do Iraku większych sił wywołała opór Demokratów w Kongresie.

PODSUMOWANIE

ISG została powołana z powodu powszechnego w Waszyngtonie poczucia, że dotych-czasowa strategia w Iraku nie działa. Oczekiwania wobec raportu były bardzo duże, być może zbyt duże. Niektórzy zarzucali członkom komisji, że spędzili w Iraku zaledwie kilka dni, nie wystawiając nosa poza potężnie chronioną zieloną strefę.
Wydaje się jednak, że dokument można przede wszystkim oskarżyć o to, że w wielu miejscach operuje na poziomie ogólników, w innych – czyni założenia niewiele mające wspólnego z realizmem. Umieszczone na początku raportu zastrzeżenie, że jego rekomenda-cje należy wcielać w życie kompleksowo i jednocześnie, nie zostało oczywiście uwzględnio-ne przez administrację Busha, bo też być nie mogło. Jak zostało wyżej pokazane, część ele-mentów układanki, stworzonej przez członków ISG, wspierała się nawzajem, w sumie jednak nie mając żadnego innego oparcia, czyli, można powiedzieć, wisząc w powietrzu. Z kolei rozsądnie brzmiąca taktyka kija i marchewki wobec Irakijczyków była skażona paradoksem, czyniącym ją w zasadzie bezużyteczną.
Mimo to raport ISG wniósł w większości trafną diagnozę sytuacji oraz pokazał dobitnie, że dalsze podążanie dotychczasową drogą nie ma sensu. Bez wątpienia odegrał znaczącą rolę w konstruowaniu nowego podejścia przez Biały Dom. Można jedynie zadać sobie pytanie, czy nie jest za późno na urealnienie założeń irackiej operacji i przyjęcie nowych celów. Nowa strategia George’a Busha zakłada, że cele takie jak znacząca poprawa bezpieczeństwa zostaną osiągnięte w ciągu 12-18 miesięcy. Pozostaje mieć nadzieję, że po tym czasie będzie można ogłosić choćby umiarkowany sukces.

Łukasz Warzecha

Powrót  Drukuj