Ameryka musi odnieść sukces w Iraku
Dzisiejszego wieczoru w Iraku Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych toczą walkę, która zadecyduje o rozwoju globalnej wojny z terrorem – i o naszym bezpieczeństwie tu, w ojczyźnie. Nowa strategia, którą dziś Państwu nakreślę, zmieni przebieg wojny Ameryki z Irakiem i pomoże nam zwyciężyć w walce z terrorem.
Kiedy przemawiałem do Państwa zaledwie ponad rok temu, prawie 12 milionów Irakijczyków zagłosowało za zjednoczonym i demokratycznym państwem. Wybory z 2005 roku były niewiarygodnym osiągnięciem. Sądziliśmy, że te wybory pogodzą Irakijczyków i, z uwagi na przeszkolenie irackich sił bezpieczeństwa, że zrealizujemy naszą misję z udziałem mniejszej ilości wojsk amerykańskich.
Jednak w 2006 roku stało się odwrotnie. Brutalne wydarzenia w Iraku – zwłaszcza w Bagdadzie – zniwelowały korzyści polityczne, jakie udało się osiągnąć Irakijczykom. Terroryści Al-Kaidy i rebelianci sunniccy dostrzegli śmiertelne niebezpieczeństwo, jakim irackie wybory były dla ich sprawy, więc odpowiedzieli oburzającymi zbrodniami, wymierzonymi w niewinnych Irakijczyków. Wysadzili jedną z najważniejszych świątyń szyickich, Złoty Meczet w Samarze, z premedytacją usiłując sprowokować ludność szyicką do wzięcia odwetu. I ich strategia powiodła się. Radykalne ugrupowania szyickie, niektóre wspierane przez Iran, utworzyły szwadrony śmierci. Rezultatem było błędne koło przemocy na tle różnic religijnych, które trwa do dziś.
Sytuacja w Iraku jest nie do przyjęcia dla Amerykanów – i dla mnie. Nasze wojska w Iraku walczą mężnie. Wypełniają każde nasze polecenie. Odpowiedzialność za wszystkie popełnione błędy spoczywa na mnie.
Jest oczywiste, że musimy zmienić naszą strategię wobec Iraku. Mój zespół do spraw bezpieczeństwa narodowego, dowódcy wojskowi i dyplomaci dokonali wszechstronnej rewizji. Skonsultowaliśmy się z członkami Kongresu z obu partii, naszymi sojusznikami z zagranicy oraz wybitnymi ekspertami z zewnątrz. Skorzystaliśmy z wnikliwych zaleceń Irackiej Grupy Studyjnej, ponadpartyjnej komisji, kierowanej przez byłego Sekretarza Stanu Jamesa Bakera i byłego Kongresmana Lee Hamiltona. W toku naszych dyskusji wszyscy zgodziliśmy się, że nie ma cudownej recepty na sukces w Iraku. A jedno przesłanie zabrzmiało głośno i wyraźnie: klęska w Iraku będzie dla Stanów Zjednoczonych katastrofą.
Konsekwencje porażki są jasne: radykalni islamscy ekstremiści urosną w siłę i zwerbują nowych rekrutów. Zyskają większe szanse na obalenie umiarkowanych rządów, wprowadzenie chaosu w regionie i wykorzystanie dochodów ze sprzedaży ropy dla zaspokojenia swych ambicji. To ośmieli Iran w jego pogoni za bronią jądrową. Nasi wrogowie zyskają bezpieczne schronienie, w którym będą mogli planować i przypuszczać ataki na ludność amerykańską. 11 września 2001 roku przekonaliśmy się, do jakiej sytuacji na ulicach naszych własnych miast może doprowadzić udzielanie schronienia ekstremistom w innej części świata. Ze względu na bezpieczeństwo naszego narodu, Ameryka musi odnieść sukces w Iraku.
Największym priorytetem w kwestii zwyciężenia w Iraku jest bezpieczeństwo, zwłaszcza w Bagdadzie. Osiemdziesiąt procent przypadków przemocy na tle religijnym w Iraku ma miejsce w promieniu około 50 kilometrów od stolicy. Przemoc ta dzieli Bagdad na enklawy religijne i osłabia pewność siebie wszystkich Irakijczyków. Tylko Irakijczycy są w stanie położyć kres tej przemocy i zapewnić bezpieczeństwo swoim mieszkańcom. Natomiast plan osiągnięcia tego, przedstawiony przez rząd iracki, jest agresywny.
Nasze wcześniejsze próby zapewnienia Bagdadowi bezpieczeństwa nie powiodły się z dwóch zasadniczych przyczyn. Brakowało żołnierzy irackich i amerykańskich do ochrony okolicy, z której pozbyto się terrorystów i rebeliantów. Poza tym, na wojska, które mieliśmy do dyspozycji, nałożono zbyt wiele ograniczeń. Nasi przywódcy wojskowi dokonali przeglądu nowego planu odnośnie Iraku, aby upewnić się, że uwzględnia on powyższe błędy. Według ich doniesień, plan ten istotnie bierze je pod uwagę. Co więcej, plan ten, ich zdaniem, ma szanse się powieść.
Pozwolę sobie teraz wyjaśnić główne elementy tego planu: rząd iracki mianuje bagdadzkiego przywódcę wojskowego i jego dwóch zastępców. Ponadto rozmieści on brygady Armii Iraku i Policji Państwowej w dziewięciu dzielnicach Bagdadu. Kiedy siły te zostaną ostatecznie rozmieszczone, w to przedsięwzięcie zaangażowanych zostanie w efekcie 18 brygad Armii Iraku i Policji Państwowej wraz z lokalną policją. Te siły irackie będą prowadzić operacje z miejscowych posterunków policji – patrolując miasto i ustawiając punkty kontrolne, a także odwiedzając prywatne domy, aby zyskać zaufanie mieszkańców Bagdadu.
Jest to poważne zobowiązanie. Aby jednak zakończyło się ono sukcesem, Irakijczycy, jak przekonują nasi przywódcy, będą potrzebować naszego wsparcia. Ameryka zmieni zatem swoją strategię, by pomóc Irakijczykom w przeprowadzeniu ich kampanii, mającej na celu stłumienie przemocy na tle religijnym i zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom Bagdadu. Będzie to wymagać zwiększenia liczebności wojsk amerykańskich. Dlatego skierowałem do Iraku ponad 20.000 dodatkowych żołnierzy. Zdecydowana większość z nich – pięć brygad – zostanie rozmieszczonych w Bagdadzie. Żołnierze ci będą współpracować z irackimi jednostkami i wejdą w skład ich formacji. Nasze wojska mają wyraźnie określoną misję: pomóc Irakijczykom oczyścić i chronić okolicę, bronić miejscowej ludności i dopilnować, żeby irackie wojska, które pozostaną na miejscu, były w stanie zapewnić Bagdadowi konieczne bezpieczeństwo.
Wielu obecnych słuchaczy może zadać pytanie, dlaczego próba ta miałaby się powieść, skoro poprzednie operacje obrony Bagdadu nie zakończyły się sukcesem. Oto różnice: podczas wcześniejszych operacji, wojska irackie i amerykańskie pozbywały się z wielu okolic terrorystów i rebeliantów, jednak gdy nasze oddziały wyruszały do innych obiektów, zabójcy powracali. Tym razem będziemy mieli wystarczającą ilość żołnierzy, aby kontrolować oswobodzone obszary. Podczas wcześniejszych operacji interwencja polityczna i religijna uniemożliwiała oddziałom irackim i amerykańskim wkroczenie do dzielnic, które są siedzibą ludzi, szerzących przemoc na tle religijnym. Tym razem wojska irackie i amerykańskie dostaną zielone światło dla wkroczenia do tych dzielnic – a Premier al-Maliki zaręczył, że interwencja polityczna i religijna nie będzie tolerowana.
Premierowi al-Maliki i innym irackim przywódcom dałem wyraźnie do zrozumienia, że zobowiązanie Ameryki nie jest elastyczne. Jeśli rząd iracki nie spełni swoich obietnic, to utraci poparcie Amerykanów – i utraci też poparcie Irakijczyków. Nadszedł czas działania. Premier to rozumie. Oto, co powiedział swoim ludziom zaledwie w zeszłym tygodniu: „Plan ochrony Bagdadu nie zapewni bezpiecznego schronienia żadnym buntownikom, niezależnie od [ich] przynależności religijnej czy politycznej”.
Nowa strategia nie od razu położy kres zamachom samobójczym, morderstwom lub atakom z użyciem improwizowanych ładunków wybuchowych. Nasi wrogowie w Iraku uczynią wszystko, żeby z ekranów naszych telewizorów nie znikały obrazy śmierci i cierpienia. Jednak w miarę upływu czasu możemy się spodziewać, że ujrzymy żołnierzy irackich ścigających morderców, mniej bezczelnych aktów terroru oraz rosnące zaufanie i współpracę ze strony mieszkańców Bagdadu. Kiedy tak się stanie, jakość życia codziennego poprawi się, iraccy przywódcy zdobędą zaufanie swoich obywateli, a rząd zyska chwilę wytchnienia, której potrzebuje dla poczynienia postępów w innych kluczowych kwestiach. Większość sunnitów i szyitów w Iraku chce żyć razem w pokoju – a ograniczenie przemocy w Bagdadzie umożliwi pojednanie.
Zwycięska strategia dla Iraku nie ogranicza się do operacji wojskowych. Zwykli obywatele iraccy powinni dostrzegać, że operacjom wojskowym towarzyszy widoczna poprawa życia w ich dzielnicach i społecznościach. Ameryka będzie zatem wymagać od rządu irackiego trzymania się standardów, które zapowiedział.
Aby wzmocnić swój autorytet, rząd iracki planuje do listopada wziąć na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo we wszystkich prowincjach irackich. W celu zapewnienia każdemu obywatelowi irackiemu udział w gospodarce kraju, Irak wprowadzi ustawę o podziale dochodów ze sprzedaży ropy między wszystkich Irakijczyków. Dla udowodnienia swojego zaangażowania w poprawę jakości życia, rząd iracki przeznaczy 10 miliardów dolarów ze swoich własnych funduszy na odbudowę i projekty infrastrukturalne, które stworzą nowe miejsca pracy. Aby wzmocnić pozycję miejscowych przywódców, Irakijczycy planują w tym roku przeprowadzić wybory lokalne. I żeby umożliwić większej liczbie Irakijczyków ponowne wzięcie udziału w życiu politycznym swojego kraju, rząd dokona reform ustaw o „debaathyfikacji” i zapoczątkuje sprawiedliwy proces rozpatrywania poprawek do irackiej konstytucji.
Ameryka zmieni swoje podejście, aby pomóc rządowi irackiemu w pracy nad osiągnięciem tych standardów. Trzymając się zaleceń Irackiej Grupy Studyjnej, zwiększymy uczestnictwo doradców amerykańskich w oddziałach armii irackiej i połączymy brygadę koalicyjną z każdą dywizją armii irackiej. Pomożemy Irakijczykom stworzyć liczniejszą i lepiej wyposażoną armię oraz przyspieszymy szkolenie wojsk irackich – stanowi to kluczową misję bezpieczeństwa Ameryki w Iraku. Zagwarantujemy naszym przywódcom i cywilom większą elastyczność w wydawaniu funduszy na pomoc gospodarczą. Podwoimy liczbę prowincjonalnych zespołów odbudowy. Zespoły te zrzeszają ekspertów wojskowych i cywilnych, którzy mają pomagać miejscowym społecznościom irackim w dążeniu do pojednania, umacniać pozycję osób o umiarkowanych poglądach i przyspieszyć osiągnięcie przez Irak niezależności. A Sekretarz Rice wkrótce mianuje w Bagdadzie koordynatora do spraw odbudowy, co zapewni lepsze rezultaty pomocy gospodarczej, wykorzystywanej w Iraku.
Wprowadzając te zmiany, nadal będziemy ścigać Al-Kaidę i bojowników z zagranicy. Al-Kaida wciąż prowadzi aktywną działalność w Iraku. Jedną z ich głównych baz stanowi prowincja Anbar. Al-Kaida uczyniła z tej niej najbardziej niebezpieczną strefę poza granicami stolicy. Zdobyty dokument Al-Kaidy opisuje plan przeniknięcia terrorystów na prowincję i przejęcia nad nią kontroli. Plan ten miał pomóc Al-Kaidzie w zniszczeniu irackiej demokracji, stworzeniu radykalnego imperium islamskiego i przypuszczeniu nowych ataków na Stany Zjednoczone w kraju i za granicą.
Nasze siły zbrojne w Anbarze zabijają i łapią przywódców Al-Kaidy, broniąc też miejscowej ludności. Ostatnio lokalni przywódcy plemienni zaczęli przejawiać chęć zmierzenia się z Al-Kaidą. Dlatego też nasi przywódcy wierzą, że istnieje okazja do zadania terrorystom poważnego ciosu. Wydałem więc polecenie, aby zwiększyć liczebność wojsk amerykańskich w Anbarze o 4.000 żołnierzy. Grupa ta będzie współpracować z wojskami irackimi i plemiennymi, podtrzymując presję wywieraną na terrorystów. Amerykanie i Amerykanki w mundurach pozbawili Al-Kaidę jej bezpiecznego schronienia w Afganistanie – i nie dopuścimy do jego ponownego powstania w Iraku.
Odniesienie zwycięstwa w Iraku wiąże się również z obroną jego integralności terytorialnej i stabilizacją regionu w obliczu ataków ekstremistów. Trzeba zacząć od zwrócenia się do Iranu i Syrii. Te dwa reżimy pozwalają terrorystom i rebeliantom korzystać z ich terenów przy wkraczaniu do Iraku i opuszczaniu go. Iran zapewnia wsparcie materialne dla ataków na oddziały amerykańskie. Przerwiemy to atakowanie naszych wojsk. Przerwiemy napływ wsparcia z Iranu i Syrii. Odszukamy też i zniszczymy sieci, zapewniające zaawansowaną broń i szkolenie naszym wrogom w Iraku.
Podejmujemy także inne kroki dla umocnienia bezpieczeństwa w Iraku i ochrony amerykańskich interesów na Bliskim Wschodzie. Ostatnio zleciłem użycie dodatkowej lotniskowcowej grupy uderzeniowej w regionie. Zwiększymy wymianę informacji wywiadowczych i wykorzystamy systemy obrony powietrznej Patriot dla uspokojenia naszych przyjaciół i sojuszników. Będziemy współpracować z rządami Turcji i Iraku, aby pomóc im w rozwiązaniu problemów wzdłuż ich granicy. I będziemy pracować z innymi, aby uniemożliwić Iranowi zdobycie broni jądrowej i zdominowanie regionu.
Wykorzystamy wszystkie amerykańskie środki dyplomatyczne, aby pozyskać wsparcie dla Iraku ze strony krajów na całym Bliskim Wschodzie. Państwa takie, jak Arabia Saudyjska, Egipt, Jordania i kraje Zatoki Perskiej muszą zrozumieć, że niepowodzenie Amerykanów w Iraku zapewniłoby ekstremistom nowe schronienie i stanowiłoby strategiczne zagrożenie dla życia ich obywateli. Kraje te powinny być zainteresowane w sukcesie Iraku, który żyje w harmonii z sąsiadami, i muszą zwiększyć swoje poparcie dla irackiego rządu jedności. Popieramy wezwanie rządu irackiego do sfinalizowania projektu „International Compact”, który zapewni nową pomoc finansową w zamian za większą reformę gospodarczą. A w piątek Sekretarz Rice uda się do regionu, aby budować wsparcie dla Iraku i kontynuować pilne zabiegi dyplomatyczne, niezbędne dla przywrócenia pokoju na Bliskim Wschodzie.
Wyzwanie, jakie stoi przed nami na szerszym Bliskim Wschodzie, jest czymś więcej niż tylko konfliktem zbrojnym. Jest to rozstrzygająca walka ideologiczna naszych czasów. Po jednej stronie są ci, którzy wierzą w wolność i umiarkowanie. Po drugiej – ekstremiści, zabijający niewinnych ludzi i oznajmiający o swoim zamiarze zniszczenia naszego stylu życia. Na dłuższą metę najbardziej realistycznym sposobem obrony Amerykanów jest zapewnienie obiecującej alternatywy dla pełnej nienawiści ideologii wroga, przynosząc wolność w nękanym konfliktami regionie. W interesie Stanów Zjednoczonych jest solidaryzowanie się z odważnymi mężczyznami i kobietami, którzy ryzykują własnym życiem w obronie wolności, a także pomaganie im w budowaniu sprawiedliwych i rokujących nadzieje społeczeństw na całym Bliskim Wschodzie.
Od Afganistanu przez Liban aż po terytoria palestyńskie miliony zwykłych ludzi ma już dość przemocy i pragnie przyszłości zapewniającej ich dzieciom pokój i możliwości. Ludzie ci patrzą na Irak i chcą wiedzieć: czy Ameryka wycofa się i odda przyszłość tego kraju w ręce ekstremistów, czy też wesprze Irakijczyków, którzy wybrali wolność?
Zmiany, które dziś zasygnalizowałem, skierowane są ku utrzymaniu młodej demokracji, która walczy o przetrwanie w części świata o ogromnym znaczeniu dla bezpieczeństwa Ameryki. Powiem wprost: terroryści i rebelianci w Iraku są pozbawienie sumienia i przez nich najbliższy rok będzie krwawy i pełen przemocy. Nawet jeśli nasza nowa strategia zadziała dokładnie tak, jak planowaliśmy, nieludzkie akty przemocy będą się powtarzać – musimy spodziewać się większej liczby ofiar wśród Irakijczyków i Amerykanów. Pozostaje pytanie, czy nasza nowa strategia większy nasze szanse sukcesu. Wierzę, że tak się stanie.
Zwycięstwo nie będzie przypominać tego, które było udziałem naszych ojców i dziadów. Nie będzie ceremonii kapitulacji na pokładzie pancernika. Jednak zwycięstwo w Iraku wniesie coś nowego do arabskiego świata – funkcjonującą demokrację, która utrzymuje porządek na jego terytorium, przestrzega praworządności, szanuje podstawowe swobody ludzkie i reaguje na potrzeby swoich obywateli. Demokratyczny Irak nie będzie państwem idealnym. Będzie jednak krajem, które walczy z terrorystami zamiast dawać im schronienie – i pomoże w budowaniu dla naszych dzieci i wnuków przyszłości, w której panuje pokój i bezpieczeństwo.
To nowe podejście jest wynikiem konsultacji z Kongresem na temat różnych rozwiązań, jakie można by było zastosować w Iraku. Wielu ludzi jest zaniepokojonych, że Irakijczycy stają się zbyt zależni od Stanów Zjednoczonych i że wobec tego nasza polityka powinna skoncentrować się na ochronie irackich granic i ściganiu Al-Kaidy. Ich rozwiązaniem jest zmniejszanie liczby działań Ameryki w Bagdadzie – lub ogłoszenie stopniowego wycofywania naszych oddziałów wojskowych. Starannie rozważyliśmy te propozycje. I doszliśmy do wniosku, że wycofanie się w tym momencie doprowadziłoby do upadku rządu irackiego, podzieliłoby kraj i zaowocowałoby masowymi zabójstwami na niewyobrażalną skalę. W efekcie takiego scenariusza nasze oddziały zmuszone byłyby do pozostania w Iraku jeszcze dłużej i zmierzenia się z jeszcze bardziej niebezpiecznym wrogiem. Jeżeli zwiększymy swoje wsparcie w tym decydującym momencie i pomożemy Irakijczykom położyć kres obecnemu cyklowi przemocy, to przyspieszymy nadejście dnia, w którym nasi żołnierze zaczną wracać do domu.
W nadchodzących dniach mój zespół do spraw bezpieczeństwa narodowego w całości przedstawi naszą nową strategię Kongresowi. Jeżeli jego członkowie będą proponować jakieś poprawki, to je wprowadzimy. Jeżeli okoliczności się zmienią, to dostosujemy się do nich. Szlachetni ludzie miewają różne poglądy, więc damy im możliwość wyrażenia swojej krytyki. Poddanie naszych poglądów analizie jest rzeczą uczciwą. A wszyscy zaangażowani mają obowiązek wyjaśnić, dlaczego proponowana przez nich droga miałaby większe szanse powodzenia.
Postępując zgodnie z dobrą radą Senatora Joe Liebermana i innych kluczowych członków Kongresu, utworzymy nową, ponadpartyjną grupę roboczą, która pomoże nam wspólnie opracować linie polityczne dla zwyciężenia w wojnie z terrorem. Grupa ta będzie regularnie spotykać się ze mną i moją administracją. Pomoże ona wzmocnić nasze stosunki z Kongresem. Możemy rozpocząć od wspólnej pracy nad zwiększeniem liczebności czynnych Wojsk Lądowych i Korpusu Piechoty Morskiej, aby Ameryka posiadała takie Siły Zbrojne, jakie są nam potrzebne w XXI wieku. Musimy również rozpatrzyć sposoby zmobilizowania utalentowanych cywili amerykańskich, których wysłano by za granicę, gdzie mogliby pomóc w tworzeniu instytucji demokratycznych w społecznościach i krajach, powracających do normalności po wojnie i jej okrucieństwach.
W tych niebezpiecznych czasach Stany Zjednoczone mają szczęście posiadać nadzwyczajnych i bezinteresownych mężczyzn i kobiety, którzy są gotowi zgłosić się do obrony nas. Ci młodzi Amerykanie rozumieją, że nasza sprawa w Iraku jest szlachetna i konieczna - i że misją naszych czasów jest walka o wolność. Służą oni z dala od swoich rodzin, które w milczeniu godzą się spędzanie świąt w samotności i na puste krzesła przy swoich stołach. Widzą swoich towarzyszy oddających życie za naszą wolność. Opłakujemy stratę każdego poległego Amerykanina – i musimy zbudować taką przyszłość, by ich ofiara nie poszła na marne – jesteśmy im to winni.
Współobywatele: ten rok będzie wymagał od nas więcej cierpliwości, wyrzeczeń i determinacji. Uważanie, że Ameryka może zrzucić brzemię wolności, wydaje się kuszące. Jednak czas próby ujawnia charakter narodu. I w ciągu całej naszej historii Amerykanie zawsze opierali się pesymizmowi i odnajdywali wiarę w wolność. Obecnie Ameryka zaangażowana jest w nową walkę, która wyznaczy przebieg nowego stulecia. Jesteśmy w stanie zwyciężyć – i zwyciężymy.
Idziemy naprzód z wiarą, że Stwórca nas poprowadzi w tych trudnych godzinach. Dziękuję Państwu i dobranoc.
George W. Bush