Pakistan: państwo islamstów?
Daniel S. Zbytek
Pakistańska Republika Islamska powstała w 1947 roku w rezultacie podziału Indii Brytyjskich. W myśl idei założycielskiej nowego państwa, miało ono być domem dla wszystkich muzułmanów Azji Południowej, a ich ideą jednoczącą miała być religia: islam. Było to drugi w dziejach ( obok Izraela) kraj świata, którego państwowotwórcza treść zawarta była w religii jako idei jednoczącej i uzasadniającej istnienie odmiennego organizmu państwowego. W Izraelu starano się stworzyć także inne fundamenty państwowości, na wzór europejski – przede wszystkim jednolity język, hebrajski, który w połowie XX wieku był językiem martwym, podobnie jak łacina czy sanskryt w Indiach. Izrael odniósł sukces – powstało państwo narodowe.
Pakistan powstał jako idea państwa indyjskich muzułmanów na terenach, gdzie wyznawcy Mahometa byli w mniejszości – północno indyjskie stany United Provinces (obecna nazwa Utttar Pradesh) i Bihar. Na początku lat czterdziestych XX wieku muzułmanie stanowili na tych terenach około 20% ludności, choć rozmieszczonej nierównomiernie – w niektórych regionach było ich blisko 50% (np. w okolicach Delhi). Ludność muzułmańska posługiwała się tym samym językiem jak miejscowi hinduiści – hindi, choć w piśmie posługiwali się alfabetem arabskim. Język hindi muzułmanów miał też bardzo bogatą literaturę i formę języka literackiego, w której było dużo zapożyczeń z perskiego oraz języków Azji Środkowej i dlatego zyskał odrębną nazwę – urdu. Hindi było językiem potocznym.
Północne Indie były terenem częstych konfliktów między większością hinduską a muzułmanami. Wynikało to ze zmian, jakie zachodziły na tych terenach w XIX wieku. Muzułmanie, którzy w dwóch poprzednich wiekach tworzyli warstwę rządzącą, pozbawieni zostali ten funkcji – wyparli ich kolonizatorzy - Anglicy. W kastowym społeczeństwie indyjskim każda grupa społeczna ma swoje, ściśle określone miejsce – urzędnicy administracji państwa też są taką kastą, zewnętrzną w stosunku do rządzących się swoimi prawami i tradycją innych kast. W Indiach, podobnie w Pakistanie, do dziś nie możemy mówić o poczuciu narodowym – choć są ogromne grupy społeczne posługujące się tym samym językiem i mających często wspólną tradycję historyczną. Bycie Bengalczykiem, Tamilem, Beludżem czy członkiem jakiejkolwiek innej społeczności jednolitej językowo ma jednak znaczenie drugorzędne – jest się przede wszystkim Braminem, Dalitem, Yadawem, Petelem lub członkiem jednej z ponad 3 tysięcy kast i podkast. Muzułmanie przejęli ten kastowy podział, tworząc nowe kasty. Istnieje wśród mieszkańców całej Azji Południowej poczucie wspólnoty cywilizacyjnej, świadomość wspólnej tradycji liczącej kilka tysiącleci, a nie ma poczucia przynależności do określonego narodu, tak jak to jest rozumiane w Europie. Indie i Pakistan pozostały bliźniaczymi państwami, których wiele łączy, a dzieli tylko rola religii w ideologii państwowotwórczej.
Odsunięcie muzułmanów od władzy przez kolonialną, brytyjską administrację oznaczało dla nich dotkliwą degradację. Dotychczasowe funkcje dla nich zarezerwowane – administracja, wojsko, zostało przejęte przez Anglików, ale także w coraz większym stopniu było infiltrowane przez hinduistów, którzy rośli na znaczeniu wraz z stopniowym wzrostem gospodarczym i rosnącej zamożności kast handlowych: Bania, Guptów, Marwaris – choć równocześnie spadało znaczenie Braminów.
Tereny zamieszkałe przez ludność w większości muzułmańską w Indiach Brytyjskich położone były głównie na zachodzie kolonii. Wpływy Ligii Muzułmańskiej, głównej partii propagującej ideę Pakistanu były jednak na tych terenach znikome. Pogranicze z Iranem i Afganistanem zdominowane było przez feudalne ksiąstewka plemienne, nominalnie tylko uznające zwierzchnictwo Anglików. Waziristan, położony w Himalajach, dziś ostoja islamistów, w pierwszej połowie XX wieku było domeną indyjskiego, niepodległościowego Kongresu. Bardziej złożona była sytuacja w Pendżabie, gdzie rządziła Partia Unionistów – zdecydowanie stojąca na pozycji utrzymania kolonialnej władzy brytyjskiej Korony.
Podział Indii Brytyjskich na dwa niepodległe państwa: Indie i Pakistan ( z którego w 1971 z kolei oddzielił się Pakistan Wschodni tworząc nowe niepodległe państwo : Bangladesz) był decyzją polityków indyjskich przerażonych narastającymi konfliktami między hinduistami i muzułmanami. Szczególnie krwawe zajścia miały miejsce w Bengalu, mniej więcej po połowie zamieszkały przez oba wyznania. Choć Bengal był terenem przede wszystkim konfliktu klasowego (jest tak do dzisiaj – to narodził się ruch maoistowski - nic z Chinami nie mający wspólnego poza nazwą odwołująca się do chłopskiego etosu walki klasowej i prowadzący partyzancką wojnę z władzami). Większość właścicieli ziemskich w islamskiej, wschodniej części stanowili hinduiści, a szybki wzrost ludności wywierał coraz większą presję na istniejące zasoby ziemi.
Idea niepodległego Pakistanu, mimo jej religijnego kontekstu, była ideą świeckiej partii – Ligii Muzułmańskiej Muhammada Ali Jinnaha. Partie i organizacje stricte religijne jak stronnictwo islamskich fundamentalistów ich lidera Maulana Maudidi –Jamaat e Islami, czy Jamaat ul Ulema e Islam Maulamy Shabbir Ahmad Usmaniego. Islamiści chcieli budować wspólnotę wiernych nie ograniczoną do jakichkolwiek granic. Liga Muzułmańska opierała swoje wpływy na muzułmańskiej klasie średniej, skonfliktowanej z ich hinduską konkurencją – lekarzy, prawników, kupców i sklepikarzy, drobnych przedsiębiorców – ich lustrzanym odbiciem była Partia Kongresowa, która mimo, że starała się rozszerzyć wpływy także wśród muzułmanów, była przede wszystkim hinduistyczna.
Pakistan powstał w 1947 roku na terenach zamieszkałych w większości przez muzułmanów niechętnych, a często wrogich samej idei odrębnego państwa islamskiego. Proces powstawania tego państwa wywołał masowe przemieszczenia ludności, głównie z terenów Indii Północnych oraz Pendżabu. Ilość ofiar mordów etnicznych w trakcie tego masowego exodusu jest zastraszająca – liczona w miliony. W rezultacie powstało jednolite religijnie państwo, zamieszkałe przez kilka narodowości, w której główną rolę odgrywali uchodźcy z innego państwa, posługujący się innym językiem, niż ludność miejscowa, a które zostało podniesione do roli języka oficjalnego. Północno indyjski hindi, w formie literackiej i pisowni arabskiej znany jako urdu jest językiem około 14% ludności Pakistanu, głównie zamieszkujących miasta: Karachi (ok.58% mieszkańców), Hyderabad (ok.66%) – oba miasta położone na terenach zamieszkałych przez narodowość Sindh, co jest powodem ustawicznych krwawych konfliktów. Sindhowie zostali wyparci ze swoich miast i zmarginalizowani przez lepiej wykształconych uchodźców z Indii, zwanych Muhajirami. Jedni i drudzy utworzyli odrębne partie- ruchy polityczne. Na czele Partii Ludowej, której bazą jest prawie wyłącznie Sindh stoi dziedziczka wielkich feudałów: Benazir Bhutto.
Sytuacja Mujahirów jest bardziej złożona – poza handlem i przemysłem, zajęli oni ważne pozycje także w armii i administracji rządowej, dochodząc do consensusu z największą grupą etniczną – Pendżabami (ok.60% ludności całego Pakistanu). Domeną Pendżabów jest armia, która dzięki porozumieniu z Muhajirami kontroluje całe państwo. Pozostałe narodowości odgrywają marginalne znaczenie, ale ze względu na fakt, że zwarcie zamieszkuję one określonych terytoria, decydują one tam o kształcie władzy. Najliczniejsza grupa narodowa po Pendżabczykach, Pusztuni, to ok.14% ludności, mieszkająca na pograniczu z Afganistanem, w którym z kolei stanowią największą liczebnie grupę mieszkańców. Z tego względu optują oni za powstaniem Wielkiego Afganistanu, państwa wszystkich Pusztunów. Należy pamiętać, że żaden rząd w Kabulu (króla, komunistów czy obecny „demokratyczny”) nie uznał granicy wg linii Duranda, arbitralnie rozdzielającej tereny zajęte przez Anglików w XIX wieku od terenów, których nie udało im się zawojować, a które miały stanowić buforowe państewko między kolonialnymi podbojami Rosji i Wielkiej Brytanii w Azji Środkowej.
Inna grupa narodowa, podobnie jak Pusztuni podzielona na wiele plemion, to Beludżowie, zamieszkująca rozległe tereny, ok. 1/3 całej powierzchni Pakistanu, choć stanowią oni jednak tylko ok. 3,5 % ludności. Ich terytoria mają jednak ważne strategiczne znaczenie – tędy mogą tylko przejść w przyszłości rurociągi gazo- i roponośne z Bliskiego Wschodu, także tutaj jest położony Gwadar, skąd Chińczycy budują drogi i rurociągi łączące Państwo Środka z krajami Zatoki. Beludżowie nie akceptują władzy Islamabadu i prowadzą podjazdową partyzancką wojnę z pakistańską armią.
Idea islamu jako siły jednoczącej wszystkich Pakistańczyków w jednym państwie okazała się zbyt słaba, aby zdobyć poparcie wszystkich zamieszkujących ten kraj ludów. Interesy grupowe, etniczne, odmienne tradycje górskich pasterzy Pusztunów i Beludżów, chłopów Sindh i Pendżabu, kupców Karachi, Hyderabadu i Lahore są zbyt rozbieżne, aby wiara w tego samego Proroka pozwalała im znaleźć wspólny consensus polityczny.
Jedyną siła jednoczącą pozostała armia i jej interesy polityczne i gospodarcze łączące oficerów różnych kast i narodowości. Elementem scalającym jest też sprawa Kaszmiru i indyjskiego zagrożenia, zweryfikowana w kilku, przegranych przez Pakistan wojnach, jest to jednak zbyt mało, aby stanowiło rzeczywisty, scalający czynnik dla wielu narodowości Pakistanu, dla których Indie i Kaszmir stanowią zbyt odległe zagrożenie.
Pakistan zamieszkuje dziś około 160 milionów osób (dane szacunkowe, od lat nie przeprowadzono spisu ludności), a w roku 1947 było ich około trzydziestu. Roczna stopa przyrostu naturalnego wynosi 2,2%, a liczba urodzeń na tysiąc mieszkańców – 32 rocznie, najwyższa na świecie (dla porównania- w Rosji 10, w Niemczech i we Włoszech 9). Na tym samym tertorium, co pięćdziesiąt lat temu, korzystających z tych samych, albo nawet zmniejszonych zasobów wody, ziemi, surowców mineralnych, mieszka cztery razy więcej ludzi. Presja na środowisko naturalne jest ogromna – w okolicach wielkich metropolii, jak Karachi, Rawalpindi, Lahore i dziesiątek innych mniejszych miast nie ma już zdatnych do picia wód powierzchniowych, a studnie artezyjskie sięgają do zasobów wody kopalnej, sprzed setek tysięcy lat, pięćset metrów w głąb ziemi i więcej. Aglomeracje miejskie liczą dziś wiele milionów ludzi. Ludzi wegetujących, gotowych podjąć się jakejkolwiek pracy, gotowych na wezwanie jakiegokolwiek ideologa kreującego miraże nadziei.
Wzajemna presja ludzi w przeludnionych wsiach, okupujacych ten sam teren, ubiegajacych się o tą samą pracę, dążących do pozyskania żywnosci z tego samego, jednego spłachetka ziemi jest ogromna, niewyobrażalna dla przeciętnego Europejczyka.
Wydarzenia polityczne jakie mają miejsce w krajach Azji na początku XXI wieku mają swoje korzenie w sytuacji społecznej zdominowanej przez demografię. Tradycyjne społeczności, muzułmańskie, hinduistyczne, buddyjskie ulegają deintegracji – nie ma możliwości utrzymania oddziedziczonych od przodków relacji wzajemnego prestiżu, znajomości otoczenia naturalnego, stosunków z innymi grupami społecznymi. To wszystko uległo gwałtownemu załamaniu. Ludzie krajów „Trzeciego Świata” nie rozumieją, dlaczego tak się stało, nie mają skutecznych alternatywnych rozwiązań.
Rozwój przemysłu, który nastąpił w krajach Europy i Ameryki Północnej ma charakter pracooszczędny – praca jest istotnym składnikiem w kalkulacji kosztów, system kapitalistyczny dąży do obniżania wszelkich składników kosztowych. Postęp technologiczny gwarantuje, ze coraz więcej produktów powstaje przy zncznie mniejszych nakładach ludzkiej pracy– jeszcze w latach sześćdziesiątych XX wieku do wyprodukowania 100 tysięcy samochodów osobowych trzeba było zatrudnić sto tysięcy robotników – w zakładach montażowych, u dostawców części, hutach i kopalniach. Pod koniec XX wieku ta liczba spadła do około 10 tysięcy – o wyższych kwalifikacjach, ale pozostałych 90 tysięcy musiało znaleźć inne zajęcie.
W krajach Zachodu nowe miejsca pracy powstały w sektorze usług, a także w nowych przemysłach opartych o wiedzę. W krajach Azji i Afryki nie ma takiej alternatywy – wprost przeciwnie, wysokowydajny przemysł dostarczający swoje wyroby z fabryk ulokowanych w Europie, Ameryce czy bezpośrednio w krajach „Trzeciego Świata” produkuje szybko i tanio towary wysokiej jakości. Drobni producenci, których liczba liczona jest w Pakistanie w na kilkanaście milionów tracą swoje źródło utrzymania – mimo głodowych płac nie są w stanie sprostać zglobalizowanej konkurencji. To kolejna grupa społeczna dająca posłuch jedynej alternatywnej, dostępnej im ideologii islamistów. Ubogi miejscowy rynek nie stwarza szans na szybki rozwój nowoczesnego przemysłu – jego podstawową szansa jest eksport, co z kolei pogłębia rozwarstwienie między nowoczesną i tradycyjną ekonomią. Problem podstawowy w tym, że w tradycyjnej ekonomii pracują setki milionów ludzi, nowoczesna ekonomia to enklawy w morzu nędzy i beznadziei.
Skutkiem dwusektorowej gospodarki w krajach Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej jest narastanie konfiliktów społecznych – ogromne rzesze biednieją, a nieliczni obnoszą się z coraz wyższym standardem życia. To nie tania lewicowość w XIX wydaniu. Akurat konwencjonalna lewica nie ma dziś konkretnych propozycji rozwiązań dla ogromnych rzesz ludzi bez nadziei. Taką odpowiedź mają liczne ruchy religijne, sumarycznie określane jako fundamentalistyczne. Choć głoszą one powrót do prawdziwych, zamierzchłych korzeni swoich religii, w rzeczywistości są one nowymi religiami, które tylko korzystaja z pewnych, zewnętrznych znamion religijnych, ale są tworem współczesnych stosunków społecznych.
Ich prostota ideowa, brak hierarchii, wskazanie winnego w postaci tych, którym się lepiej powodzi – oczywiście ludzi Zachodu i ich popleczników w ich krajach macierzystych, umożliwiają integrację mas ludzkich, danie im poczucia siły i nadzei – to nic, że nierealnej – ale istotne, że jakiejkolwiek. Przykładem głębokiego konfliktu, o podłożu demograficznym, jest sytuacja w Pakistanie. Spektakularna akcja armii pakistańskiej przeciwko islamistom zabarykadowanym w Czerwonym Meczecie (Lal Masjid – był otynkowany na czerwono) w centrum stolicy kraju, Islamabadzie, potraktowana zostala przez Zachod jako dowód, iż rządzący krajem reżim generała Musharaffa wszczął skuteczne działania przeciwko fundamenalistom. To tylko pobożne życzenia, ogląd sprawy widzianej na ekranach telewizorów. Rzeczywistość jest bardziej złożona, i na pewno nie tak różowa, jak by to się wydawało.
Generał jest przede wszystkim politykiem, który reprezentuje interesy określonej grupy ludzi – armii. Wojsko, to największy pakistański pracodawca. Pakistan jest w znacznej części własnością kadry wysokich oficerów armii, służb specjalnych i policji. To oni ustanawiają wszelkie prawa, i oni je egzekwują. Islamiści byli dotychczas wygodnym narzędziem, pacyfikującym zdeterminowane masy, ukierunkowując ich aktywność przeciwko niewiernym – równe dobrze sunnicie czy szyicie, chrześcijaninie, hinduiście, Europejczykom, Amerykanom, Rosjanom – czy ostatnio Chińczykom, budującym infrastrukturę – drogi, mosty, linie telekomunikacyjne i rurociągi, które mają połączyć Państwo Środka z zasobami surowców energetycznych Bliskiego Wschodu. Generałowie byli dyspozytariuszami władzy – i to im wystarczało, stan państwa i społeczeństwa miał drugorzędne zaczenie.
Problem zaczął się w momencie, gdy przywódców islamistów przestała zadawalać drugorzędna rola – na tyle wyrośli w siłę, na tyle zbudowali sieć powiązań obejmujących cały kraj, że podjęli działania w kierunku przejęcia kontroli nad policją i stworzenia alternatywnych struktur siłowych.
Islamiści nasilają swoje działania : 6 listopada 2007 przejęli pełną kontrolę nad Doliną Swat w Himalajach – słynną z licznych zabytków buddyjskich ( w większości poważnie zniszczonych), znaną jako Shangri La w tradycji wyznawców Buddy, czyli najpiękniejszego miejsca na świecie (dolina zamknięta jest K2, drugim pod względem wysokości szczytem Ziemi). Wódz islamistów, Maulana Fazlullah wprowadził szariat, czyli prawo koraniczne. Miejscowe oddziały wojska i policji nie stawiały oporu – wprost przeciwnie, przeszły na jego stronę w pełnym uzbrojeniu.
Generałowie musieli podjąć działania w obronie swojej pozycji. Wsparcie uzyskali ze strony ulemów, tradycyjnych przedstawicieli kleru muzułmańskiego, dla których nuworysze islamscy stanowią śmiertelne zagrożenie. Islamista, Maulana Abdul Rasheed Ghazi z Czerwonego Meczetu (obecnie władze przemalowały go żółto, ale nazwa pozostała) ma blade pojęcie o prawie koranicznym (szaria), nie uznaje tradycyjnych religijnych autorytetów, ale ma charyzmatyczną osobowość, udziela prostych odpowiedzi na wszelkie pytania, wie gdzie szukać przyczyn mizerii swoich wyznawców i jak ich poprowadzić ich przeciw tym, którzy uosabiają nienawistną władzę – w kraju i ich sponsorów zagranicą – w USA i Europie. Dzięki ulemom Musharaff otrzymał religijną legitymizację swoich działań. To dużo – brak ich poparcia groził, że żołnierze nie będą wykonywać rozkazów. Kolejne wsparcie otrzymał ze strony wielkich feudałów – rodzin takich jak Bhutto z Sindhu. W świecie Benazir Bhutto, nominalny szef klanu, postrzegana jest jako nowoczesna, wykształcona na najlepszych uczelniach brytyjskich dama, reprezentant demokracji i swobód obywatelskich. W rzeczywistości jej siła to zamindarzy, właściciele rozległych włości ziemskich. Wspierają oni demokrację i wole wybory, gdyż są przekonani, ze ich poddani będą głosować na swego pracodawcę – innej alternatywy odmiennych źródeł utrzymania nie mają. Tak było w przeszłości i mają podstawy sadzić , że jeszcze długo tak będzie. W Pakistanie, w przeciwieństwie do Indii, które szybko pozbyły się maharadżów jako klasy ziemian, nic nie uległo zmianie od kilkuset lat. Te same rodziny w Sindh, Pendżabie, Beludżystanie rządzą rozległymi włościami i chłopami, którzy uprawiają ziemię dzierżawioną od feudałów. Oni też stanowią „demokratyczne” zaplecze wyborcze Bhuttów w Sindh czy Sharifów w Pendżabie. Islamiści także stanowią dla zamindarów śmiertelne zagrożenie – masowy ruch poddany władzy jednej, egalitarnej ideologii, w przypadku przejęcia władzy, zmiecie feudałów z powierzchni ziemi – fizycznie i jako system własności ziemskiej. Kontredans negocjacji generałów z przedstawicielami feudałów – zamindarów jak Bhutto i Shariff świadczy, iż zagrożenie polityczne ze strony islamistów w stosunku do starych elit politycznych – generalicji, feudałów jest potężny, a z drugiej strony pozycja przetargowa zamindarów jest słaba – także ich baza społeczna kruszy się na skutek rosnących wpływów fundamentalistów. Musharaff ma póki co tylko jedną realną podporę: armię ( i Zachód wyposażający wojsko w niezbędny sprzęt).
Generał Musharaff zmontował słaby sojusz polityczny sił, które dotychczas były skłócone i wzajemnie wyrywały sobie władzę z rąk. Sojusz ten stoi w obliczu nasilającej się konfrontacji z jednym, ale rosnącym w siłę, zdeterminowanym przeciwnikiem – islamistami. Ich siła to nie tylko rzesze, miliony młodych ludzi, wegetujących w slumsach na obrzeżach wielkich miast. To także kadry niższych oficerów wojska i policji, żołnierze, nie uczestniczących w podziale władzy i dochodów wyższej kadry oficerskiej. Przykład Iranu wskazuje, że w pewnym momencie karabiny szeregowców i kaprali zostaną skierowane przeciwko majorom i generałom, i kolejna rewolucja zmiecie z powierzchni ziemi dotychczas uprzywilejowanych.
Pakistan stoi więc w obliczu konfrontacji między tradycją: armią, feudałami, ulemami, którzy od czasu do czasu powołują się na instytucje świata Zachodu, choć bez przekonania i chęci ich rzeczywistego wprowadzenia w życie: jak demokracja, wolne wybory, niezależne sądownictwo, świeckie szkolnictwo, a nowymi siłami społecznymi, islamistami, wrogimi wszelkim zachodnim instytucjom społecznym, a którzy z kolei powołują się na tradycję idealnego państwa braterstwa i równości, które według nich istniało w czasach Proroka Mahometa. To piękna, świetlista idea, choć całkowicie nieprawdziwa: państwo pierwszych kalifów było takim samym zaborczym imperium, jak szereg innych przed nim i szereg po nim. Islamizm jest nową ideą, produkt globalizacji końca XX wieku, bazującą na uproszczonych naukach Koranu, dająca nadzieję olbrzymim rzeszom ludzkim, których współczesny, zglobalizowany świat pozbawił ludzkiego znaczenia. To skutek bezwzględnej presji Zachodu, oferującej kulturę całkowicie odmienną od tradycyjnej ludów Azji i Afryki, i równocześnie niezmiernie atrakcyjnej, dzięki swoim osiągnięciom cywilizacyjnym, niedostępnym dla większości, ciągle rosnącej, mieszkańców Trzeciego Świata.
Pakistan, wielonarodowe państwo, które w zamyśle jego twórcy, Jinnaha, miało być nowoczesną demokracją opartą o islamską kulturę, stało się, w sześćdziesiąt lat po ogłoszeniu niepodległości, terenem morderczej konfrontacji, której rezultat jest wiadomy – wcześniej czy później powstanie tam władza islamistów. Dla całego świata, nie tylko Zachodu, oznacza to nową erę globalnej konfrontacji – ta forma globalizacji nie ograniczy się tylko do Pakistanu, i w rzeczywistości już się zaczęła na przedmieściach Paryża, w Londynie, Palestynie, Algerii, Indiach, Bangladeszu. Pakistan to państwo atomowe i trudno oczekiwać, aby ludzie, dla których śmierć w walce z niewiernymi to najprostrza droga do zbawienia, zawahali się przed jej użyciem. To ponury scenariusz, ale bardzo realny. 11 września może się powtórzyć, tym razem na skalę globalną. Rozwiązanie jest trudniejsze, niż tylko walka z terrorem, który jest przecież skutkiem, a nie przyczyną konfliktów Zachodu z islamistami, ale w głębokich reformach strukturalnych w krajach „Trzeciego Świata”, w zmianie relacji gospodarczych – rozbudowie przemysłów pracochłonnych, w budowie infrastruktury i nowoczesnego szkolnictwa.