Autorytaryzm pod płaszczykiem demokracji - populistyczne rządy Hugo Chaveza w Wenezueli
Aleksandra Bernadetta Grzegorowska Adam Gwiazda
Wprowadzenie
Kraje Ameryki Łacińskiej od wielu lat poszukują tzw. trzeciej drogi rozwoju gospodarczo-społecznego, a także starają się uniezależnić politycznie od Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Stąd popularna w wielu tych krajach koncepcja tworzenia demokratycznych systemów "bez Ameryki" czyli bez importowania gotowych rozwiązań w tym zakresie ze Stanów Zjednoczonych. Ożywienie ruchów populistycznych w krajach Ameryki Łacińskiej sprzyjało i nadal sprzyja odwrotowi od propagowanego przez USA modelu gospodarki wolnorynkowej i liberalnej demokracji. Sprzyja temu obecnie także kryzys na rynku finansowym świata zachodniego, który pośrednio przyczynia się do umocnienia roli państwa w gospodarce oraz do ożywienia populizmu nie tylko w krajach Ameryki Łacińskiej. Jednak w tym regionie elementy populizmu są szczególnie widoczne i odczuwalne w programach i sposobie sprawowania władzy przez wiele rządów latynoamerykańskich (np. Brazylii, Peru, Boliwii i przede wszystkim Wenezueli). Można tu wskazać na trwającą od ponad 10 lat "pozorną" lub "pustą" rewolucję Hugo Chaveza w Wenezueli, która polega na odwrocie od gospodarki rynkowej i demokracji liberalnej oraz na wprowadzaniu fasadowej demokracji socjalistycznej i państwowej własności środków produkcji. Istniejąca od 1821 roku republika Wenezuela była na początku XX wieku trzecim na świecie producentem kawy, a w okresie międzywojennym największym producentem ropy w Ameryce Łacińskiej. W 1954 roku rozpoczęto eksploatację bogatych złóż rud żelaza. Sprawowane od 1958 roku na przemian przez socjaldemokratów i chadeków rządy były podstawą stabilności demokracji i umożliwiły szybki rozwój kraju. Trudności gospodarcze, które pojawiły się w latach 1980-tych XX wieku, stały się przyczyną trwających od 1989 roku niepokojów społecznych.
Zbiegło się to w czasie z nadprodukcją ropy i spadkiem cen tego kluczowego dla Wenezueli towaru eksportowego głównie do USA. Doprowadziło to do spadku PKB (dochodu narodowego) Wenezueli o ponad 50 procent1. Dochód ten nadal nie jest wysoki i w 2006 roku wynosił 6736 dolarów w przeliczeniu na 1 mieszkańca tego kraju.
W kraju tym podejmowano dwukrotnie przed "erą Hugo Chaveza" próby wyjścia z kryzysu w połowie lat 1980-tych i 1990-tych poprzez wprowadzenie w życie planu "naprawczego" opracowanego przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW). Próby te napotykały jednak zdecydowany opór ubożejącego z roku na rok społeczeństwa, które najwięcej straciło na kryzysie finansowym w połowie lat 1990-tych. I właśnie tę pogarszającą się sytuację ekonomiczną znakomicie wykorzystali populiści na czele z Hugo Chavezem, który w 1998 roku wygrał wybory prezydenckie.
W poniższych uwagach przedstawiony zostanie fenomen Hugo Chaveza jako nowego przywódcy Wenezueli, któremu udało się w sprzyjających dla niego okolicznościach przejąć władzę i umocnić swoją pozycję prezydenta. W drugiej części przedstawiona zostanie ocena dotychczasowych efektów, quasi socjalistycznej rewolucji w tym państwie. Trudno jednoznacznie określić charakter tej "rewolucji", którą na początku objęcia władzy sam Hugo Chavez określił mianem "lewicowej alternatywy" wobec rozwiązań gospodarczo-społecznych stosowanych w gospodarczo wysoko rozwiniętych krajach zachodnich. Podobne trudności sprawia ocena jego polityki wewnętrznej i zagranicznej. Jest ona pełna sprzeczności i paradoksów, które wydają się niezrozumiałe dla wielu obserwatorów wydarzeń w tym kraju.
Droga Hugo Chaveza do władzy
Różne określenia pasują do Hugo Chaveza, w tym najbardziej autokratyczny megaloman, ale rzeczywiście nie można go nazwać prawdziwym demokratą. Jego kraj - Wenezuela była od 1958 roku krajem demokratycznym. Stanowiła na tym kontynencie, nie tylko w latach 1960-tych, lecz także w późniejszym okresie, wzór do naśladowania dla innych krajów Ameryki Łacińskiej. Trudno było sobie więc wyobrazić przejęcie władzy w tym kraju poprzez zbrojny zamach stanu przez juntę wojskową. Obecnie trudno też wyjaśnić wszystkie przyczyny i okoliczności, które doprowadziły do przejęcia władzy w tym demokratycznym kraju w 1998 roku przez populistów i utrzymania tej władzy w stosunkowo długim okresie czasu. Jest to o tyle zadziwiające, że Hugo Chavez doszedł do władzy i nadal ją utrzymuje w sytuacji ostrego sprzeciwu opozycji wspieranej ideologicznie przez dwa najważniejsze dzienniki ogólnokrajowe: El Universal i El Nacional i praktycznie cały sektor prywatny mediów audiowizualnych. Jednak największy nakład ma w Wenezueli gazeta sprzyjająca Chavezowi, który dysponuje także nieograniczonym dostępem do programów radiowych i telewizyjnych, a prywatnej telewizji nie przedłużono w 2006 roku koncesji. Są to dosyć skuteczne bastiony opozycji w Wenezueli, które Hugo Chavez określa mianem "chorej mniejszości". W Wenezueli, w przeciwieństwie do socjalistycznej Kuby, nadal funkcjonują prywatne stacje telewizyjne i radiowe, a także niezależna prasa. Wenezuelski prezydent nie znosi jednak, aby "chora mniejszość", zamiast poddać się opiece psychiatrycznej, bez przerwy krytykuje głowę państwa i określa jej (oraz rządu) poczynania jako "rządy plebejskie"2.
Do ustanowienia owych "rządów plebejskich" doszło zresztą w całkowicie demokratyczny sposób. Należy przypomnieć, że po wybuchu pierwszego kryzysu gospodarczego w połowie lat 1980-tych Wenezuelczycy utracili zaufanie do rządu w znacznym stopniu wywodzącego się ze starych elit politycznych, które nie potrafiły w poprzednim okresie wysokich cen ropy naftowej zdyskontować tego boomu naftowego i przyśpieszyć rozwój gospodarczo-społeczny kraju. Faktem jest, że Carlos Andres Perez, prezydent, który stał na czele rozrzutnej ekipy w czasie boomu naftowego lat 1970-tych, w 1988 roku został wybrany ponownie. Tyle że tym razem przejął władzę w środku dotkliwego kryzysu gospodarczego - a zdobył ją m.in. dlatego, ze ludzie wierzyli, iż potrafi przywrócić dobre czasy. Tak się jednak nie stało. W lutym 1989 roku Perez ogłosił pakiet poważnych reform, m.in. natychmiastowe podniesienie opłat za transport publiczny. Zmiany te doprowadziły do pierwszych buntów w najnowszej historii Wenezueli. Prezydent wydał rozkaz strzelania do demonstrantów, co nie zdarzyło się od czasów dyktatury. Zginęły setki ludzi. Wenezuelczycy przestali poznawać własny kraj3.
Sytuację tę próbował w 1992 roku wykorzystać nikomu wówczas nieznany Hugo Rafael Chavez Frias, podpułkownik wojsk powietrzno-desantowych, który cieszył się sporym poparciem w korpusie oficerskim. Usiłował on obalić poprzez zamach stanu rząd Carlosa Andresa Pereza, ale próba zamachu się nie powiodła i Chavez trafił na dwa lata do więzienia. Po zwolnieniu opuścił szeregi armii, jego twarz znał już jednak prawie każdy, kto oglądał telewizję w okresie rebelii. Dlatego też podczas wyborów w 1998 roku Wenezuelczycy pamiętali go nie jako narwańca próbującego siłą zniszczyć legalnie wybrany rząd, lecz płomiennego parweniusza o dumnej postawie, który obiecał obalić skorumpowany system. Bez politycznego zaplecza, dysponując jedynie nowo utworzoną partią, Chavez pokonał swego przeciwnika ponad piętnastoprocentową przewagą głosów, uzyskując 56,24% ogółu głosów.
Sprzyjała temu bardzo trudna sytuacja gospodarcza kraju i masowe prawie bankructwo banków, które potęgowały strach Wenezuelczyków. W tym samym, gorącym okresie przedwyborczym nastąpiło także ujawnienie korupcji i nadużyć w dwóch największych, rządzących na przemian partiach politycznych: socjaldemokratycznej Akcji Demokratycznej (Acction Democratica, AD) i chrześcijańsko-demokratycznego Komitetu Organizacji Niezależnej Polityki Wyborczej (Comite de Organization Politica Electoral Independiente, COPEJ). Doszło również do upadku sprawności i autorytetu instytucji państwowych i społecznych, takich jak: sądy, policja, służba zdrowia, szkolnictwo, więziennictwo. Był to więc zbieg szczególnych dla Hugo Chaveza okoliczności, które umożliwiły mu przejęcie władzy. Do tego należy dodać jego elokwencję oraz populistyczne hasła, które wpisywały się w wieloletnią tradycję populizmu na gruncie latynoamerykańskim, również w samej Wenezueli4. Elementy populizmu były zawsze ściśle związane z systemem wartości Wenezuelczyków, których specyficzna religijna, magiczna mentalność wykazuje silną wiarę w charyzmatycznych przywódców czy opatrznościowych mężów stanu. Tendencja ta wcale nie osłabła, a nawet przeciwnie - umocniła się w ostatnich latach jako zjawisko towarzyszące procesom kapitalistycznej modernizacji państw w Ameryce Łacińskiej5.
Fakt zdobycia przez Hugo Chaveza władzy w 1998 roku drogą demokratycznych wyborów nie gwarantował oczywiście, że będzie on sprawował władzę w sposób demokratyczny. Jak trafnie uważają niektórzy autorzy "demokratyczna legitymacja zawsze wiąże ręce" i łatwiej jest wprowadzać autorytarną formę rządów poprzez udany pucz wojskowy czy wywołanie zwycięskiego powstania6. Jednak w przypadku Hugo Chaveza jego zwycięstwo w demokratycznych wyborach posłużyło mu do stopniowego demontażu liberalnej demokracji parlamentarnej i narzucania de facto autorytarnych rządów prezydenckich. Utrzymał on wprawdzie przy życiu instytucje demokracji parlamentarnej powołane do ograniczenia i kontrolowania władzy wykonawczej, ale zaczęły one pełnić rolę instytucji fasadowych, gdyż zgodnie z forsowaną przez Chaveza koncepcją demokracji partycypacyjnej, zaczął się coraz częściej posługiwać metodami plebiscytowymi i wiecowymi.
Metody sprawowania władzy
Już podczas inauguracji swojej prezydentury w 1999 roku Chavez przysiągł, że obali "konającą" konstytucję z 1961 roku. Po sześciu miesiącach pełnienia przezeń funkcji głowy państwa odbyły się wybory do Zgromadzenia Konstytucyjnego, w których członkowie jego partii i jej sprzymierzeńcy uzyskali 125 ze 131 miejsc. Zgromadzenie miało umożliwić wcielenie w życie głoszonej przez Chaveza koncepcji democracia participativa. Wprowadzenie w życie tej koncepcji nie odbywało się i nadal nie odbywa bez ostrych protestów społecznych, szczególnie klasy średniej, która zawsze występowała przeciwko Chavezowi i jego stylowi sprawowania władzy. W rzeczywistości wenezuelskiej demokracji partycypacyjnej wszystkie decyzje zależą w praktyce od prezydenta. On sam ustala listę kandydatów do jednoizbowego Zgromadzenia Narodowego, które zastąpiło dwuizbowy Kongres. Chavez decyduje także o awansach w armii. Poprzednio awanse na wyższy stopień oficerski opiniowane były przez Senacką Komisję Służb Zbrojnych. Wreszcie zwolennicy Chaveza posiadający absolutną większość w Zgromadzeniu Narodowym przegłosowali zmianę dotychczasowych przepisów regulujących powoływanie członków Sądu Najwyższego. Teraz są oni zatwierdzani zwykłą większością głosów i tym samym Sąd Najwyższy znalazł się w ręku chavistów. Nie tylko zresztą najwyższa instancja, gdyż Zgromadzenie Narodowe mianuje także wszystkich sędziów. Nie dziwi więc fakt, że wymiar sprawiedliwości w Wenezueli prawie w całości sprzyja Hugo Chavezowi. Ten ostatni od czasu przejęcia władzy aktywnie angażuje się w każdy aspekty życia swego narodu. Decyduje na przykład, gdzie na terenie przejętego rancza umieścić spółdzielnię rolniczą i co powinna uprawiać, jak rozdysponować rezerwy walutowe i jakie projekty budowlane mają być priorytetowe. Swoje plany przedstawia w cotygodniowym programie telewizyjnym Alo, presidente. W programie tym Hugo Chavez pojawia się w każdą niedzielę, by przemawiać do rodaków, ale także z nimi rozmawiać (czasem jest to komunikowanie bezpośrednie, a czasami za pośrednictwem telefonu lub innych środków łączności), a jednocześnie propagować swój punkt widzenia na problemy polityczne, ekonomiczne, społeczne, międzynarodowe i inne.
Trafnie oceniają niektórzy autorzy, szczególne znaczenie tego populistycznego w gruncie rzeczy „dialogu” dla kształtowania tożsamości narodowej Wenezuelczyków, z których większość to ludzie ubodzy. Stając na ich czele, Chavez przeciwstawia ich wprawdzie elitom, ale jednocześnie wzbudza narodową dumę, bazując na pozytywnych stereotypach, nawiązując choćby do dziedzictwa Bolivara7. Jak trafnie zauważył Radosław Sajna, badający wpływ mediów na konstruowanie tożsamości narodowej Wenezuelczyków oraz kreowanie swoistej "wspólnoty biedy i uciemiężenia ze strony koncernów i baronów finansowych" pod wodzą Hugo Chaveza, program Alo, presidente "ma być jednak programem, w którym komunikaty perswazyjne wplatane są w przekaz o ogólnie pozytywnym, czasami wręcz sielankowym nastroju"8. Obraz ten nie stanowi głównego przesłania tego, nadawanego regularnie w każdą niedzielę programu, w którym Hugo Chavez często popisuje się dosyć szeroką wiedzą na temat militarnych wyczynów Simona Bolivara, bohatera walk niepodległościowych w Ameryce Południowej na początku XIX wieku. Zwykle w swoich "rozmowach z narodem" powtarza swoje ulubione powiedzenia, jak np. maksymę Don Kichota: "Jeśli psy na nas szczekają, to dlatego, że galopujemy" czy też podkreśla główny wątek swojej koncepcji reform, a mianowicie, że "wielcy obszarnicy powinni przyjąć do wiadomości, że znaczna część ich ziemi zostanie skonfiskowana, ponieważ nie ma odwrotu od przemian...". "... Apeluję do ludzi, którzy twierdzą, że są właścicielami rozległych połaci terenu, aby pogodzili się z realiami i nie pozwolili, by ktoś napełnił nienawiścią ich serca albo serca ich krewnych, ich dzieci, ich rodzin i przyjaciół. Bowiem ci, którzy zazwyczaj są podejrzani, pachołkowie imperializmu, właściciele gazet, stacji telewizyjnych i radia próbują wykorzystać ten moment i ponownie wepchnąć nas w sytuację otwartego konfliktu (...), żeby mogli znowu, tak jak kiedyś, poprosić o interwencję rozjemców z Ameryki Północnej. I teraz kiedy ONZ mówi o prawie do obrony i prawie do przebudowy krajów, no cóż, to pasuje do ich celów jak ulał"9.
Powyższa wypowiedź, jedna zresztą z wielu o podobnym wydźwięku, dobrze charakteryzuje może nie tyle same poglądy polityczno-społeczne Hugo Chaveza, ile jego populistyczny program, za pomocą którego ponad 10 lat udaje mu się utrzymać poparcie najbiedniejszych obywateli Wenezueli. Chavez określa swoje reformy gospodarcze i społeczne mianem "lewicowej alternatywy" wobec rozwiązań stosowanych w krajach zachodnich. Początkowo wprowadzał w życie niewielkie zmiany, które nie naruszały podstawy gospodarki rynkowej ani prawa prywatnej własności środków produkcji. Jednak w miarę umacniania swojej władzy zaczął nacjonalizować, a raczej zawłaszczać wielkie farmy "obszarników", którzy nie potrafili przedstawić w sądzie "wszystkich dokumentów" potwierdzających ich własność od 1821 roku, gdyż takich dokumentów po prostu nigdy nie było. Wówczas to pierwszy rząd niepodległej Wenezueli miał ważniejsze problemu do rozwiązania aniżeli prawną rejestrację własności. Dokonała się ona dopiero kilkadziesiąt lat po 1821 roku. Tego rodzaju sytuacja prawna ułatwia Chavezowi konfiskatę dużych majątków ziemskich i przekształcanie ich w spółdzielnie rolnicze. Jak niską one mają produktywność - podobnie jak niegdyś kołchozy i sowchozy - świadczy m.in. fakt, że Wenezuela posiadająca około 300 mln hektarów powierzchni ziemi nadającej się pod uprawę zmuszona jest od kilku lat kupować 80% żywności potrzebnej dla wyżywienia ludności10.
Pozorowana demokracja
Bardzo trudno jest określić istotę forsowanej przez Hugo Chaveza "demokracji partycypacyjnej" (democracia participativa). Jest to raczej demokracja fasadowa, bo sterowana odgórnie przez prezydenta, Hugo Chaveza, który sam podejmuje kluczowe dla kraju i obywateli decyzje. Stara się on zachować tylko instytucjonalne pozory demokracji, a w rzeczywistości dąży do zbudowania i umocnienia reżimu autorytarnego, wyłączonego spod kontroli społecznej11. Chavez popiera nadal funkcjonowanie pewnych instytucji politycznych, których przebudowa nie zakończyła się wraz z ustanowieniem jendoizbowego Zgromadzenia Narodowego, które jego krytycy określają mianem Zgromadzenia Rządowego. Z drugiej strony utrudnia działalność lub wręcz eliminuje niewygodne dla siebie instytucje. Nie utworzył wprawdzie obozów koncentracyjnych, w których można by przetrzymywać internowanych przeciwników politycznych. Nie zwalcza przy pomocy tajnej policji opozycji, gdyż ma ona nadal pełną swobodę działania. Nie zlikwidował także demokratycznych wyborów i referendów, ani też opozycyjnej prasy. W grudniu 2006 roku Hugo Chavez został ponownie wybrany, choć z mniejszym poparciem niż w pierwszych wyborach prezydenckich. Ale kiedy w niecały rok później usiłował w zorganizowanym referendum zapewnić sobie możliwość wyboru na dożywotniego prezydenta Wenezueli, to poniósł porażkę. Okazało się, że od tego czasu zaczął tracić sympatię, także najuboższych obywateli12. Przed wspomnianym referendum w pięciogodzinnym przemówieniu w parlamencie 53-letni Chavez zaproponował m.in. zmianę art. 230 konstytucji z 1999 roku, co pozwoliłoby mu pozostać a pałacu prezydenckim w Caracas po 2013 roku, gdy zakończy się jego druga kadencja. Reforma ta miała wydłużyć kadencję szefa państwa z sześciu do siedmiu lat, a także znieść ograniczenia dotyczące ponownego wyboru na najwyższy urząd w państwie. Dzięki temu Chavez miałby możliwość pozostania u władzy co najmniej do 2021 roku, kiedy to zakończyć ma się budowa nowego ustroju czyli bliżej nieokreślonego "socjalizmu XXI wieku". W przemówieniu tym Chavez starał się zachęcić obywateli do poparcia jego projektu zmian ustrojowych i obiecał im skrócenie dnia pracy z ośmiu do sześciu godzin dziennie. Zmiany zaproponowane przez Chaveza przewidują też likwidację autonomii banku centralnego, wzmocnienie uprawnień administracji państwowej oraz przekazanie pod kontrolę prezydenta rezerw finansowych kraju. Rząd miałby też możliwość kontrolowania finansów prywatnych przedsiębiorstw bez zezwolenia sądu13. Dla większości obserwatorów, zaproponowanych przez Hugo Chaveza reform ustrojowych, które tylko częściowo do tej pory zostały wprowadzone w życie, jest oczywiste, że prezydent Wenezueli usiłuje doprowadzić do największej w historii tego kraju zinstytucjonalizowanej koncentracji władzy w ręku jednego człowieka. Nawet przegrane referendum przy końcu 2007 roku nie doprowadziło do zmiany jego zamierzeń i planów gruntownych reform ustrojowych. Na początku 2008 roku Chavez stwierdził, że będzie te plany realizować w wolniejszym tempie, ale konsekwentnie i "do końca". Należy przyznać, że do jesieni 2008 roku, kiedy Wenezuela odczuła boleśnie spadek cen ropy naftowej i skutki globalnego, a nie tylko amerykańskiego, kryzysu finansowego, Chavezowi udawało się pozyskiwać poparcie znacznej części obywateli dzięki umiejętności lawirowania i sprytowi. Nawet zamach stanu przeprowadzony 11 kwietnia 2002 roku, w wyniku którego prezydent Chavez został odsunięty od władzy i uwięziony na jednej z pobliskich wysp karaibskich, okazał się niewypałem. W trakcie formowania się nowego rządu zauważono, że Hugo Chavez nie złożył pisemnej rezygnacji, co oznaczało, że nadal pod względem prawnym jest prezydentem. Społeczność międzynarodowa nie poparła siłowego przejęcia władzy przez opozycję; wyjątek stanowiły Stany Zjednoczone. W ciągu 3 dni został zaprzysiężony nowy prezydent Pedro Carmona - przewodniczący Izby Przedsiębiorców (Fedecamaras) oraz nowy rząd. Jednak wiadomość o niezłożeniu rezygnacji przez Chaveza przedostała się do opinii publicznej, a prokurator generalny ogłosił nieważność nowych nominacji rządowych. Jednocześnie tłum zwolenników Chaveza organizował masowe demonstracje, a część ruszyła nawet na Pałac prezydencki, a Hugo Chavez 14 kwietnia powrócił do Miraflores14. Kwestią otwartą pozostaje tu sprawa pomocy kubańskich oficerów przy uwolnieniu Chaveza, którzy starają się nie dopuścić, aby popierany przez Fidela Castro prezydent utracił władzę w Wenezueli. Chavez od początku swojej prezydentury utrzymuje bliskie i przyjazne stosunki z Kubą, której sprzedaje ropę naftową po niższych niż światowe cenach. Ponadto udziela szczególnych pożyczek i darowizn. W zamian za to reżim Fidela Castro wysłał do Wenezueli kilka tysięcy nauczycieli, lekarzy oraz pewną liczbę oficerów wywiadu. Oczywiście ci ostatni nie stanowią liczącej się "siły" wspierającej Hugo Chaveza w jego dążeniach do zbudowania w Wenezueli "socjalizmu XXI wieku". Taką siłą jest nadal spora część obywateli Wenezueli, którzy dali się uwieść populistycznym obietnicom Hugo Chaveza, które w znacznej części okazały się obietnicami bez pokrycia. Faktem bowiem jest, że sytuacja najbiedniejszych warstw społecznych w ciągu pierwszych ośmiu lat prezydentury H.Chaveza nie uległa poprawie. Można to zilustrować przykładowo wskaźnikiem ubóstwa, które według danych Wenezuelskiego Banku Centralnego zwiększyło się w czasie rządów Chaveza. Także znany nie tylko ekonomistom współczynnik GINI zwiększył się w latach 2000-2005 z 0,44 do 0,48 %. Ponadto w latach 1999-2006 zwiększył się także odsetek gospodarstw domowych bez dostępu do wody pitnej z wodociągu z 7,2 do 9,4%15. Także zapewnienia administracji Chaveza, że w 2005 roku w Wenezueli wyeliminowane zostało zjawisko analfabetyzmu nie było zrealizowane. W 2005 roku w kraju tym nadal było ponad 1 mln analfabetów w porównaniu do 1,1 mln w 2003 roku16.
Mizerne efekty reform Chaveza
Jest pewnym paradoksem, że zwolennicy Chaveza, którzy wywodzą się z najbiedniejszych warstw, przyznają, że ich los nie uległ poprawie, a z drugiej strony, że nadal darzą "swojego" prezydenta zaufaniem, mimo że do 2008 roku ich sytuacja bytowa nie uległa znaczącej poprawie. Niektórzy analitycy chavizmu wyjaśniają ten paradoks w taki sposób, że mamy tu do czynienia z gotowością mas społecznych do przedłużenia kadencji prezydenckiej Hugo Chaveza, nie tyle za dotychczasowe efekty jego reform, ile w oczekiwaniu na dalsze zmiany, które on obiecuje i które mogą w końcu w sposób znaczący poprawić sytuację bytową ludzi najuboższych. Są oni traktowani przez Chaveza podmiotowo a nie przedmiotowo. Wprawdzie w 2006 roku, Chavez został ponownie wybrany na urząd prezydenta, ale właśnie z powodu braku odczuwalnych efektów swoich dotychczasowych reform, zaczął tracić sympatię obywateli. Niecały rok później nie udało mu się uzyskać większości w referendum mającym dać przyzwolenie dla dalszych reform, również konstytucyjnych, umacniających i tak już ogromną władzę prezydencką. Przyczyniła się do tego coraz większa niekompetencja coraz częściej wymienianych przez Chaveza ministrów i całego rządu oraz postępująca demoralizacja ruchu "chavistów". Jednak przeciętny obywatel Wenezueli najbardziej odczuł na swojej skórze galopującą inflację, której stopa w 2007 roku wyniosła aż 22,5% czyli była dwa razy wyższa od tej, jaką zakładał rząd17. Wszystko to sprawiło, że od początku 2008 roku prezydent Chavez zaczął realizować swoje populistyczne koncepcje budowy "socjalizmu XXI wieku" w wolniejszym tempie i bardziej ograniczonym zakresie. Nadal jednak posługuje się populistycznymi hasłami i zapowiedział nową "socjalistyczną ofensywę", ale nie w "złym kierunku". Są to oczywiście propagandowe hasła, które niewiele mówią o konkretnym programie zwiększania produkcji - a nie coraz droższego - importu żywności i usprawnieniu dystrybucji świadczeń społecznych dla ludzi biednych. Do jesieni 2008 roku Chavezowi sprzyjała także dobra koniunktura na światowym rynku ropy naftowej. Pieniądze z eksportu ropy naftowej można było przeznaczyć na wydatki publiczne. Od tego jednak czasu sytuacja finansowa Wenezueli, posiadającej 7% światowych zasobów ropy (ok. 11,2 mld ton) zaczęła się pogarszać. Czy w takiej sytuacji uda się Chavezowi do końca bieżącej kadencji prezydenckiej utrzymać poparcie większej części obywateli Wenezueli? Czy silna osobowość i zadziwiające samozadowolenie prezydenta Chaveza oraz całkowity brak zahamowań i obsesyjna potrzeba kreowania się na bohatera ludu wystarczą dla utrzymania w najbliższych latach pozycji wodza (caudillo)? Zdaniem niektórych politologów ludność Ameryki Łacińskiej, nie tylko Wenezueli, tęskni za caudillo (wodzem). A takim w oczach wielu mieszkańców tego kontynentu jest Hugo Chavez, jeden z wyjątkowo sprytnych populistycznych przywódców, który był do niedawna niedoceniany zarówno przez opozycję w swoim własnym kraju, jak również przez śledzących z uwagą wydarzenia w Wenezueli polityków amerykańskich i nie tylko zresztą amerykańskich. Taki typ populistycznego przywódcy opowiadający się za wprowadzeniem w życie alternatywnego w stosunku do kapitalizmu "nowego socjalizmu XXI wieku" cieszy się pewnym uznaniem, nie tylko wśród ludzi biednych, lecz także wśród części lewicowych intelektualistów w USA i krajach zachodnich. Jednak nie wśród intelektualistów latynoamerykańskich, którzy słusznie wskazują na wskrzeszenie przez tego rodzaju populistów, jak Hugo Chavez, błędnych metod, za pomocą których nie można znaleźć ani "trzeciej drogi" ani też jakiejkolwiek innej sensownej drogi efektywnego rozwoju społeczno-gospodarczego w krajach Ameryki Południowej. O efektywności działania współczesnych populistów-wodzów w rodzaju Hugo Chaveza czy Ivo Moralesa świadczą dotychczasowe mizerne efekty ich rządów i przeprowadzanych reform. Mechanizm takich rządów opisał m.in. Alvaro Vargas Llosa (syn znanego na całym świecie pisarza Mario Vargasa Llosy): "Caudillo kierujący się wyłącznie własną wolą zastępuje prawo; obala się oligarchię; potępia się imperializm; przenosi się walkę klasową między ubogimi a bogatymi na scenę stosunków międzynarodowych; czci się państwo jako ratunek biednych; pod pozorem zapewnienia bezpieczeństwa państwa wprowadza się rządy autorytarne. Działa także clientelismo, czyli forma patronatu: posady w sektorze publicznym, a nie wzrost zamożności państwa, zapewniają mobilność społeczną i poparcie w wyborach. Skutki takiej polityki nie budzą wątpliwości. Niemal połowa mieszkańców Ameryki Łacińskiej jest uboga, a ponad 20% żyje za 2 USD dziennie lub mniej. Co roku 1-2 mln migrują do USA lub Europy w poszukiwaniu lepszych warunków życia"18.
Warto przypomnieć książkę, którą już w 1997 roku opublikowali Alvaro Vargas Llosa, Plinio Apuleyo Mendoza i Carlos Alberto Montanero, pt. Latynoamerykański idiota doskonały - przewodnik", w której zawarta została rzeczowa krytyka opinii i przywódców politycznych "uporczywie wyznających mity polityczne mimo dowodów przemawiających przeciw tym mitom. Jak stwierdzili w/w autorzy, gatunek "idioty" należy obarczyć winą za niedorozwój krajów środkowo- i południowoamerykańskich. Wyznawane przez owego idiotę przekonania - wiara w rewolucję, nacjonalizm gospodarczy, nienawiść do Stanów Zjednoczonych, wiara, że rząd jest gwarantem sprawiedliwości społecznej oraz czekanie na stojącego ponad prawem męża opatrznościowego - wywodzi się z kompleksu niższości"19. Jak trafnie zauważa Alvaro Vargas Llosa "Iberoamerykańscy idioci tradycyjnie utożsamiali się z caudillos, nadludzkimi autorytarnymi mężami opatrznościowymi, którzy zdominowali życie polityczne regionu, walcząc z wpływami zagranicznymi i instytucjami republikańskimi. Dzisiejszego idiotę szczególnie zachwycają dwaj przywódcy - prezydenci Hugo Chavez z Wenezueli oraz Evo Morales z Boliwii"20. Ten pierwszy dąży także do utworzenia z Wenezueli "mocarstwa regionalnego" i sprzeciwia się amerykańskiej polityce "imperialnej".
Zwrot w kierunku Rosji
Najnowszym i dosyć niepokojącym przykładem z punktu widzenia istniejącego status quo w Ameryce Południowej jest zacieśnienie sojuszu z Rosją. Przy końcu września 2008 roku Hugo Chavez podjął kolejną próbę rozbudowy swojego antyamerykańskiego sojuszu i udał się z wizytą do Pekinu i Moskwy. W Chinach podpisał wielomiliardowe kontrakty handlowe, natomiast w Moskwie, oprócz spraw handlowych w tym szczególnie podpisania nowych kontraktów na dostawę rosyjskiej broni, Chavez starał się połączyć interesy z polityką. Tej ostatniej mają przysłużyć się wspólne wenezuelsko-rosyjskie manewry morskie na Karaibach w listopadzie 2008 roku. Prezydent Wenezueli podpisał układ z Rosją, który w pewien sposób "cementuje" kiełkującą już wcześniej przyjaźń rosyjsko-wenezuelską. Jak trafnie zauważają niektórzy eksperci układ urządza obie strony. Chavezowi daje wsparcie w jego antyamerykańskiej ofensywie, a Moskwie pole do pokazu siły na terenie dotychczas zarezerwowanym dla wpływów USA. Układ ten to odpowiedź na działalność USA w krajach WNP, Ukrainy i Gruzji21.
Należy dodać, że nastąpiło także zacieśnienie współpracy Wenezueli i Rosji w dziedzinie energetyki. 26 września 2008 roku Hugo Chavez na spotkaniu z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem ujawnił plan utworzenia wspólnego konsorcjum naftowego. Konsorcjum to mają utworzyć Gazprom, Łukoil, Rosnieft, Surgutneftgaz i TNK-BP oraz ze strony wenezuelskiej państwowy koncern Petroleos de Venezuela SA (PDVSA). Szef Gazpromu Aleksiej Miller i szef PDVSA Rafael Ramirez podpisali memorandum, które otwiera dostęp do wenezuelskich złóż rosyjskim spółkom. Z udziałowców konsorcjum tylko Gazprom jest dziś obecny w Ameryce Południowej. Od 2005 roku prowadzi w Wenezueli poszukiwania gazu i ma tam dwie swoje spółki22.
Zacieśniająca się współpraca Wenezueli z Rosją ma stanowić dla Hugo Chaveza oparcie zarówno przed wrogami wewnętrznymi (opozycją i coraz bardziej niezadowoloną z jego rządów klasą średnią) oraz wrogiem zewnętrznym Nr 1 czyli Stanami Zjednoczonymi. Trudno powiedzieć w jakim stopniu alians z Rosją jest częścią tylko planu Chaveza przedłużenia swoich rządów w Wenezueli a w jakim wynika z rzeczywistych dążeń do zbudowania w tym państwie "socjalizmu XXI wieku". To ostatnie zadanie wydaje się jednak niemożliwe do realizacji, podobnie jak wszelkie inne dotychczasowe próby wskrzeszania marksistowskiej ideologii nienawiści wobec bogatych i skłócenia społeczeństwa wokół podstawowych kwestii związanych z dystrybucją dochodu narodowego. A właśnie Hugo Chavezowi to ostatnie udało się najbardziej. Dążył on wprawdzie do rozwiązania problemu ubóstwa, analfabetyzmu, zacofania społeczno-kulturowego, postępującego rozwarstwienia społecznego i rosnącej władzy oligarchów, a także starał się "wyzwolić" swój kraj z uzależnienia od Stanów Zjednoczonych. Jednak poprzez swoją utopijną politykę budowy "socjalizmu XXI wieku" uzyskał efekty zgoła nie zamierzone: postępującą polaryzację i dalszą pauperyzację społeczeństwa, znaczne zwiększenie stopy inflacji i osłabienie tempa rozwoju gospodarczego, ucieczkę kapitału zagranicznego z Wenezueli oraz coraz większe uzależnienie się od Rosji, chociaż nadal USA pozostają największym odbiorcą wenezuelskiej ropy naftowej. Kwestią otwartą pozostaje sprawa, jak długo Wenezuelczycy będą w stanie wytrzymać tego rodzaju eksperymenty gospodarczo-ustrojowe, które rujnują gospodarkę kraju posiadającego 7% światowych zasobów ropy naftowej i czy Hugo Chavezowi uda się utrzymać władzę do końca jego bieżącej kadencji prezydenckiej. Wiele jego dotychczasowych dokonań wskazuje na to, że może on nie dotrwać do końca swojej kadencji, o ile dojdzie do zjednoczenia opozycji politycznej i opracowania przez nią realistycznego programu reform umożliwiających niwelację ubóstwa i przyśpieszenie wzrostu gospodarczego oraz przede wszystkim integrację wszystkich Wenezuelczyków wokół realistycznych celów ekonomiczno-społecznych i politycznych.
Literatura
1. Lozano M., Venezuela consolida recuperacion economica, Prensa Latina, 23/10/2005, [w:] www.aporrea.org/imprimir_noticia.php?docid+67692
2. Sajna R., Hugo Chavez i opozycja - wojna medialna w Wenezueli, "Świat Idei i Polityki" 2006, tom 6.
3. Guillermoprieto A., Wenezuela według Chaveza, "National Geographic" 2008, nr 4.
4. Domosławski A., Gorączka latynoamerykańska, Warszawa 2004.
5. .Marquez Fernandez A.B., Variables sociopoliticas de la crisis democratica en Venezuela, "Revista del CESLA", Warszawa 2004, no 6.
6. Nazarczyk M., Paradoksy populizmu Hugo Chaveza, [w:] M.Karwat (red.), Paradoksu polityki, Warszawa 2007.
7. Stein E., Tommasi M., Scartascini C., Spiller P. (red.), Policy making in Latin America: How politics shapes policies, Harvard 2008.
8. Rodrigues F., An empty revolution - The unfufilled promises of Hugo Chavez, "Foreign Affairs" 2008, nr 2.
9. Corrales J., Hugo boss, "Foriegn Policy" 2006
10. Marcano C., Barrena Tyszka A., Hugo Chavez: The definitive biography of venezuela's controversial president, New York 2007.
11. Venezuela - President for life? "The Economist" 18.08.2007.
12. Pena de F., Król Ubu Chavez, "Gazeta Wyborcza" 18-19.08.2007.
13. Gutkowski R., Dyktatura za krótszą pracę, "Dziennik" 17.08.2007.
14. The International Crisis Group: Venezuela: Hugo Chavez's Revolution, New York 2007.
15. Rodrigez F. i Ortega D., An assessment of the Venezuelan National Institute of Statistics' household surreys, "Economic Development and Cultural Change" October 2008.
16. Chavez shows to a trot, "The Economist" 12.01.2008.
17. Llosa A.V., Powrót idioty, "Wprost" 24.06.2007.
18. Prus J., Antyamerykański show Chaveza w Moskwie, "Dziennik" 26.09.2008.
19. Trusewicz I., Rosja wchodzi do Wenezueli, "Rzeczpospolita" 27-28.09.2008.
20. Shifter M., Hugo Chavez: A test for foreign policy, New York 2007.
Przypisy:
1 Por. M.Lozano, Venezuela consolida recuperacion economica, Prensa Latina, 23/10/2005,
[w:] www.aporrea.org/imprimir_noticia.php?docid+67692
2 Zob. R.Sajna, Hugo Chavez i opozycja - wojna medialna w Wenezueli, "Świat Idei i Polityki"
2006, tom 6, s. 160.
3 Zob. A.Guillermoprieto, Wenezuela według Chaveza, "National Geographic" 2008, nr 4, s. 79.
4 Por. A.Domosławski, Gorączka latynoamerykańska, Warszawa 2004, s. 393.
5 Zob. A.B.Marquez Fernandez, Variables sociopoliticas de la crisis democratica en Venezuela,
"Revista del CESLA", Warszawa 2004, no 6, s. 172.
6 Por. M.Nazarczyk, Paradoksy populizmu Hugo Chaveza, [w:] M.Karwta (red.), Paradoksu
polityki, Warszawa 2007, s. 247.
7 Zob. R.Sajna, op.cit., s. 165.
8 Tam?e, s. 165.
9 Zob. A.Guillermoprieto, op.cit., s. 74. Por. tak?e E.Stein, M.Tommasi, C.Scartascini, P.Spiller
(red.), Policy making in Latin America: How politics shapes policies, Harvard 2008, s. 361-362.
10 Por. F.Rodrigues, An empty revolution - The unfufilled promises of Hugo Chavez, "Foreign
Affairs" 2008, nr 2, s. 56-57.
11 Por. J.Corrales, Hugo boss, "Foreign Policy" 2006, nr 1, s. 33. Por. tak?e C.Marcano,
A.Barrera Tyszka, Hugo Chavez: The definitive biography of venezuela's controversial
president, New York 2007, s. 31-32.
12 Por. Venezuela - President for life? "The Economist" 18.08.2007, s. 42. Por. tak?e F. de Pena,
Król Ubu Chavez, "Gazeta Wyborcza" 18-19.08.2007, s. 20.
13 Por. R.Gutkowski, Dyktatura za krótszą pracę, "Dziennik" 17.08.2007, s. 14. Por. The
International Crisis Group: Venezuela: Hugo Chavez's Revolution, New York 2007, s. 21.
14 Zob. A.Domosławski, op.cit., s. 404. Por. także, C.Marcano, A.Barrera Tyszka, op.cit.,
s. 48-49.
15 Por. F.Rodrigez i D.Ortega, An assessment of the Venezuelan National Institute of Statistics'
household surreys, "Economic Development and Cultural Change" October 2008, s. 11-12.
16 Zob. F.Rodrigez, op.cit., s. 55.
17 Por. Chavez shows to a trot, "The Economist" 12.01.2008, s. 42.
18 Zob. A.V.Llosa, Powrót idioty, "Wprost" 24.06.2007, s. 88.
19 Na podstawie artyku?u A.V.Llosy, The return of the idiot, "Foreign Policy" 2007, nr 3 (160).
Cyt. wg. A.V.Llosy, Powrót idioty, op.cit., s. 86.
20 Tamże, s. 86-87.
21 Por. J.Prus, Antyamerykański show Chaveza w Moskwie, "Dziennik" 26.09.2008, s. 15.
22 Zob. I.Trusewicz, Rosja wchodzi do Wenezueli, "Rzeczpospolita" 27-28.09.2008, s. B3.
Por. M.Shifter, Hugo Chavez: A test for foreign policy, New York 2007, s. 10-11.