Powrót  Drukuj

Daria Łucka

E pluribus unum. Społeczeństwo amerykańskie a imigranci

I. Wprowadzenie

Relacje między imigrantami i społeczeństwem przyjmującym opisywane są za pomocą trzech podstawowych modeli: asymilacji, wielokulturowości i integracji. Asymilacja kładzie nacisk na jedność społeczeństwa i jego kulturową unifikację, zakładając, że imigranci przyjmują kulturę większości oraz zmieniają swoje wartości i obyczaje, dostosowując się do społeczeństwa „głównego nurtu”. W paradygmacie wielokulturowości akcentuje się zróżnicowanie społeczeństwa, które stanowi konglomerat grup o różnych kulturach; kultury imigrantów współistnieją z kulturą większości, zmieniając charakter całości społeczeństwa. Z kolei integracja jest rozumiana jako model pośredni, ustytuowany między asymilacją i wielokuturowością. Paradygmat ten kładzie nacisk na równowagę między jednością społeczeństwa jako całości a jego wewnętrznym zróżnicowaniem: między tym, co jest podzielane z innymi, i tym, co daną grupę odróżnia od innych. Integracja zakłada wzajemne wpływy społeczeństwa przyjmującego i imigrantów: społeczeństwo zmienia tożsamość imigrantów, ale równocześnie imigranci zmieniają tożsamość społeczeństwa (Thernstrom 2004: 48).

Model integracji może wydawać się modelem najtrudniejszym do implementacji, łączy bowiem elementy pozornie przeciwstawne: jedność i różnorodność. Celem tego artykułu będzie pokazanie, że na poziomie praktyki społecznej jest możliwe pogodzenie tych przeciwstawnych elementów, oraz opisanie społeczeństwa amerykańskiego jako realizującego model integracji.

Tabela 1. Rozumienie asymilacji, integracji i wielokulturowości Asymilacja Integracja Wielokulturowość

Asymilacja Integracja Wielokulturowość
Podstawowa zasada funkcjonowania społeczeństwa Jedność Jedność i różnorodność Różnorodność
Relacje między kulturą społeczeństwa przyjmującego a kulturami imigrantów Imigranci dostosowują się do kultury „głównego nurtu”; społeczeństwo wywiera istotny wpływ na imigrantów Wzajemne wpływy: imigranci przyjmują elementy kultury społeczeństwa „głównego nurtu”, jednocześnie ją zmieniając i wzbogacając Kultury imigrantów współistnieją z kulturą „głównego nurtu”, zmieniając charakter społeczeństwa
Źródło: opracowanie własne

Artykuł składa się z dwóch zasadniczych części. W pierwszej z nich przedstawione zostaną amerykańskie wersje koncepcji asymilacji, integracji i wielokulturowości: anglokonformizm, model „jedności w różnorodności” oraz pluralizm kulturowy. W części drugiej, analizie zostaną poddane elementy jedności i różnorodności w tożsamości amerykańskiej. Początkowo, dla potrzeb analizy, będą one od siebie oddzielone: zaprezentowana zostanie geneza oraz wpółczesne znaczenie obu z nich. Następnie, rozważania prezentowane w artykule będą dotyczyć zagadnienia: do jakiego stopnia elementy jedności i różnorodności współistnieją ze sobą w społeczeństwie amerykańskim.

II. Społeczeństwo amerykańskie: wielość modeli

Samuel Huntington (2004: 121-123) przedstawia trzy szczegółowe koncepcje, które – w historii Stanów Zjednoczonych – służyły opisaniu relacji między imigrantami i społeczeństwem amerykańskim:

1. Anglokonformizm – to koncepcja zakładająca trwałość i fundamentalny charakter kultury pierwszych osadników. Należy ją umiejscowić w ramach modelu asymilacji, zakłada ona bowiem, że kolejne pokolenia imigrantów będą przystosowywać się do kultury amerykańskiej, zatracając swoją specyfikę i przyczyniając się do zwiększenia jedności społeczeństwa. „Metaforą kulinarną jest tutaj angloprotestancka zupa pomidorowa, do której imigracja dodaje seler, grzanki, przyprawy, pietruszkę oraz inne składniki, jakie wzbogacają i urozmaicają smak, lecz zostają wchłonięte i nadal zasadniczo mamy zupę pomidorową” (Huntington 2007: 122).

2. Pluralizm kulturowy – to koncepcja sformułowana przez Horace’a Kallena w pierwszej połowie XX w., zgodnie z którą imigracja zmienia Stany Zjednoczone w „federację narodowości” (Huntington 2004: 122). Taka interpretacja jest zgodna z paradygmatem wielokulturowości, zakłada bowiem współistnienie różnych grup etnicznych i narodowych w ramach jednego społeczeństwa. Wielokulturowe społeczeństwo jest porównywane do tęczy lub sałatki, składających się z wyraźnie odrębnych od siebie elementów.

3. Tygiel (melting pot) – to koncepcja po raz pierwszy przedstawiona w latach 80. XVIII w., zakładająca wymieszanie elementów różnych kultur etnicznych i narodowych. Kultury te nie tyle istnieją obok siebie, co współistnieją w ramach spójnej całości, wzajemnie na siebie wpływając. Zgodnie z tą koncepcją, od imigrantów nie oczekuje się, że „rozpuszczą się” w jednej, homogenicznej masie, pozbawiając się dziedzictwa swych krajów pochodzenia. Muszą oni jednak zaakceptować pewne założenia dotyczące wspólnej amerykańskiej tożsamości, to one bowiem zapewniają spójność całości społeczeństwa. Koncepcja ta mieści się w ramach modelu integracji i jest też opisywana jako model „jedności w różnorodności” (Etzioni 1996, 2007). Trafnie opisuje ją również metafora mozaiki. Jej elementy symbolizują poszczególne, zróżnicowane grupy etniczne i narodowe; jednocześnie jednak grupy te są elementami określonej całości. Musi zatem istnieć wspólna „rama” (framework), scalająca elementy mozaiki w jedną, spójną całość (Etzioni 2007: 192-193).

Społeczeństwo amerykańskie przeszło przez doświadczenie asymilacji i wielokulturowości, w różnych okresach historycznych akcentując znaczenie jedności społeczeństwa bądź też jego zróżnicowania. Najbardziej charakterystyczna dla Stanów Zjednoczonych jest jednak koncepcja integracji, stanowiąca syntezę elementów jedności i zróżnicowania, współcześnie realizowana w tym kraju. Według Tamar Jacoby, historię Ameryki najlepiej odzwierciedla motto E pluribus unum, zakładające poszukiwanie równowagi między tym, co partykularne i tym, co wspólne; między obyczajami etnicznymi podtrzymywanymi w sferze prywatnej i typowo amerykańskim obyczajami w sferze publicznej (Jacoby 2004b: 295-296) . Amitai Etzioni pisze: „(...) różnorodność Ameryki nie podważa naszych wspólnych wartości. (...) Amerykański sposób [podejścia do imigrantów i mniejszości] opiera się na założeniu, że różnorodność nie stanowi zagrożenia dla tożsamości narodowej i kultury, lecz, przeciwnie, ożywia i wzbogaca nas wszystkich. Równocześnie, takie podejście wiąże się z przywiązaniem wszystkich Amerykanów do wspólnego zestawu podzielanych wartości i instytucji, które same w sobie ewoluują w czasie” (Etzioni 2004: 219). Dalej autor ten stwierdza: „W wielu (...) aspektach (religia, duma z kraju pochodzenia, preferencje kulturowe) bycie innym nie jest nieamerykańskie. Przeciwnie, jedność w różnorodności stanowi źródło sukcesu Stanów Zjednoczonych” (Etzioni 2004: 220).

Tabela 2. Asymilacja, integracja i wielokulturowość w Stanach Zjednoczonych

Asymilacja Integracja Wielokulturowość
Szczegółowe koncepcje i metafory Anglokonformizm; zupa pomidorowa „Jedność w różnorodności”, tygiel, mozaika Pluralizm kulturowy, „federacja narodowości”, tęcza, sałatka

Źródło: opracowanie własne

III. Jedność i różnorodność w społeczeństwie amerykańskim

1. Element jedności
1a. Tożsamość narodowa

Element jedności w tożsamości amerykańskiej wiąże się przede wszystkim z wykształceniem poczucia tożsamości narodowej. Jak pisze Huntington, „W drugiej połowie XVIII wieku mieszkańcy kolonii i stanów nabyli wspólną amerykańską tożsamość, która współistniała z innymi rodzajami tożsamości – przede wszystkim państwową i lokalną. Zmagania najpierw z Wielką Brytanią, następnie z Francją, a potem ponownie z Wielką Brytanią wzmocniły w Amerykanach poczucie, że są jednym narodem” (Huntington 2004: 28). Ze względu na etniczną i rasową jedność Amerykanów i Brytyjczyków, stanowiących początkowo jeden naród, uzasadnienie niepodległości Stanów – stworzenie amerykańskiego państwa i narodu – musiało mieć nie etniczny, a polityczny charakter. Naród amerykański został stworzony w wyniku wojny secesyjnej, w oparciu o zasady polityczne. Polityczny wymiar tożsamości amerykańskiej podkreślali Ojcowie-Założyciele – działacze polityczni, którzy w drugiej połowie XVIII w. podpisali Deklarację Niepodległości i stworzyli ramy Konstytucji Stanów Zjednoczonych – i pierwsze pokolenia osadników. Motto E pluribus unum nie odnosiło się do zróżnicowania rasowego czy etnicznego społeczeństwa , lecz symbolizowało polityczną jedność trzynastu kolonii (Jacoby 2004b: 298). Aby stać się członkiem nowej republiki, należało jedynie przysiąc wierność konstytucji i odrzucić inne lojalności polityczne. „Aż do późnego wieku XIX, żadne pochodzenie (background) narodowe, lingwistyczne, religijne czy etniczne nie było wykluczone” (Jacoby 2004b: 299).

Tożsamość amerykańska miała także charakter ideologiczny: Amerykanów jednoczyła określona ideologia, a nie więzi krwi czy pochodzenie. Od początku istnienia Stanów Zjednoczonych w definiowaniu tożsamości narodowej kładziono nacisk na idee (Jacoby 2004b: 298): najdoskonalszy wyraz znalazły one w amerykańskim credo. Jego geneza również wiąże się z buntem kolonii przeciwko Wielkiej Brytanii: mieszkańcy Ameryki zarzucali rządowi brytyjskiemu, że nie przestrzega i nie realizuje tradycyjnych wartości wolności, prawa i rządów legitymizowanych przez poddanych. „W miarę jak spory dotyczące stosunków z Anglią stawały się coraz gorętsze, Amerykanie zaczęli również przywoływać bardziej uniwersalistyczne, oświeceniowe oczywiste prawdy dotyczące wolności, równości oraz praw jednostki” (Huntington 2004: 53), a także rządów prawa i odpowiedzialności rządzących. Zasady ustanowione przez Ojców-Założycieli stworzyły doskonałe rusztowanie dla społeczeństwa, które stało się społeczeństwem imigrantów: „Idea, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi, że odziedziczony status nie powinien odgrywać żadnej roli w funkcjonowaniu narodu, że prawo powinno traktować wszystkich obywateli tak samo, że rząd powinien być tak skonstruowany, aby przede wszystkim zapobiegać tyranii większości nad mniejszościami: trudno wyobrazić sobie system, lepiej przystosowany do zapewnienia wolności i stworzenia możliwości milionom przybyszów, którzy docierali do amerykańskich wybrzeży” (Jacoby 2004b: 298).

W skład credo, które stało się podstawą amerykańskiej tożsamości, weszły również elementy angloprotestanckiej kultury pierwszych osadników: język angielski, religia chrześcijańska, a także dysydenckie wartości protestanckie: indywidualizm, etyka pracy, ideał self-made-man’a, sukces i równość szans. Analizując genezę credo, Samuel Huntington przypomina o konieczności odróżnienia osadników od imigrantów: „Imigranci przybyli później, ponieważ chcieli stać się częścią społeczeństwa, które stworzyli osadnicy. (...) Zanim do Ameryki przybyli imigranci, osadnicy musieli ją stworzyć” (Huntington 2007: 47). Zatem „Fundamentalna kultura Ameryki była i wciąż pozostaje przede wszystkim kulturą XVII i XVIII-wiecznych osadników, którzy stworzyli społeczeństwo amerykańskie. (...) Kolejne pokolenia imigrantów były wchłaniane przez kulturę pierwszych osadników, wnosiły do niej swój wkład i modyfikowały ją. Nie zmieniały jej jednak w fundamentalny sposób. Było tak, ponieważ, przynajmniej do końca XX w., to właśnie angloprotestancka kultura oraz wolność polityczna i możliwości gospodarcze, jakie ona stworzyła, przyciągały ich do Ameryki” (Huntington 2007: 48).

Oparta o credo tożsamość narodowa Amerykanów ostatecznie ukształtowała się w okresie po wojnie secesyjnej. Symbolicznym tego dowodem był fakt, że „Przed wojną Amerykanie oraz inni, mówiąc w języku angielskim o USA, używali liczby mnogiej. Po wojnie zaczęli używać liczby pojedynczej” (Huntington 2004: 113).
Oprócz charakteru politycznego i ideologicznego, tożsamość Amerykanów miała także charakter minimalistyczny: otwartość kryteriów dotyczących przyłączania się do nowopowstającego społeczeństwa powodowała, że osadnicy podzielali niewiele ponad to, co było wyrażone w ideałach Ojców-Założycieli. Towarzyszyło im przekonanie, że nowy rodzaj rządu stworzy nowe społeczeństwo, nowy rodzaj człowieka i obywatela. Kwestią drugorzędną pozostawała kwestia kultur, jakie imigranci przywozili ze sobą do nowego kraju. Język, którego używano w sferze prywatnej, religia, obyczaje w domu i grupie etnicznej – w zgodzie z amerykańskim przywiązaniem do wolności uważano, że o tych aspektach życia ma prawo decydować jednostka. Pogodzenie wspólnej tożsamości z partykularnymi odniesieniami było możliwe dzięki temu, że „(...) amerykańskie credo wskazuje na istotne obszary przekonań i zachowań, takich jak religia, które są pozostawione do indywidualnych decyzji jednostki” (Etzioni 2004: 213). Przyjmując zasadę indywidualizmu, Amerykanie przyznali sobie swobodę działania w wielu obszarach.

Jednocześnie istniały wyraźne granice, dotyczące eksponowania własnej etniczności: nie wszystko było możliwe na zewnątrz, poza domem, w przestrzeni publicznej. Przykładowo, grupy pochodzenia niemieckiego podejmowały próby wprowadzenia swojego języka jako języka oficjalnego w szkołach i sądach Pensylwanii ; ich żądania nie zostały jednak zrealizowane. „Na przestrzeni całej historii Ameryki język angielski był zasadniczym składnikiem amerykańskiej tożsamości narodowej. Imigranci próbowali czasem posługiwać się innym językiem, lecz z wyjątkiem paru niewielkich i izolowanych społeczności wiejskich w drugim i trzecim pokoleniu przeważał angielski. Wpajanie tego języka nowym imigrantom było (...) jednym z ważnych zadań amerykańskich rządów, korporacji, Kościołów oraz organizacji społecznych” (Huntington 2004: 149).

1b. W stronę asymilacji: rozwój nacjonalizmu

Tożsamość amerykańska – stanowiąca element jedności, spajający społeczeństwo – została zatem stworzona jako mająca charakter polityczny, ideologiczny i minimalistyczny. Pozostawiała tym samym miejsce na partykularną tożsamość etniczną. Zakładając, że wspólne zasady polityczne i wartości łączą zróżnicowane grupy etniczne, tożsamość ta wpisywała się w model integracji – „jedności w różnorodności”. Jednak praktyczna realizacja tych postulatów odbiegła od pierwotnych ideałów. Element jedności, stanowiący podstawę tożsamości narodowej, w określonych okresach historycznych stał się dominujący: zmniejszano znaczenie wspólnych reguł politycznych i wartości, a zwiększano rolę kulturowej jedności. To spowodowało, że społeczeństwo amerykańskie przemieściło się od modelu integracji w kierunku modelu asymilacji, zakładającego kulturową unifikację społeczeństwa i konieczność dostosowania się imigrantów do dominującej kultury. Amerykańska tożsamość narodowa – w założeniach inkluzywna, nieodwołująca się do tożsamości etnicznej – została zinterpretowana w sposób skrajny, prowadząc do rozwoju nacjonalizmu. Zdaniem Huntingtona, „okres (...) od lat siedemdziesiątych XIX wieku do lat siedemdziesiątych XX wieku był w Ameryce stuleciem triumfującego nacjonalizmu” (Huntington 2004: 104). Rozkwit nacjonalizmu wyrażał się m.in we wzroście znaczenia rządu centralnego w obrębie Stanów oraz narodu amerykańskiego w świecie. Stworzone też zostały rytuały i symbole patriotyczne (m.in. kult flagi).

Rozwój nacjonalizmu miał bezpośredni wpływ na sytuację imigrantów. Tamar Jacoby (2004b: 301) pisze o dwóch kryzysach tożsamości narodowej: reakcjach natywistycznych w latach 40. XIX w. i na przełomie stuleci. Te ksenofobiczne epizody, związane z intensywnoścą fal imigracji, były zagrożeniem dla minimalistycznej, ideologicznej tożsamości z czasów tworzenia Stanów Zjednoczonych. Pierwszy z nich miał podłoże religijne: pierwsza fala XIX-wiecznych imigrantów przybyła głównie z Niemiec i Irlandii, obejmowała zatem przede wszystkim katolików. Prowadziło to do konfliktów z Amerykanami o protestanckich korzeniach (dochodziło nawet do starć i zamieszek między katolikami i protestantami). Twierdzenia, że tylko Anglosaksoni mogą stać się Amerykanami, pojawiły się jednak nie tylko w związku z różnicami religijnymi, ale też w związku z ubóstwem i odmiennymi obyczajami imigrantów. Drugi kryzys, związany z falą imigracji w latach 1880-1920, dotyczył w większym stopniu rasy i etniczności: niektóre grupy imigrantów (Europejczyków z Południa i Wschodu, Żydów, Chińczyków) uznano za niemożliwe do zasymilowania. „W tym czasie pojawiały się również akty przemocy, szczególnie przeciwko Chińczykom w stanach zachodnich. Napędzane przez antyimigranckie sentymenty, członkostwo w Ku- Klux Klanie raptownie wzrosło aż do kilkunastu milionów” (Jacoby 2004b: 302). Opinie, że imigranci nie amerykanizują się w wystarczającym stopniu, prowadziły do wprowadzenia w 1924 r. ustawy ograniczającej imigrację (the National Origins Act; Waldinger 2004: 78).

Podobnie interpretuje procesy historyczne Roger Waldinger (2004), twierdząc, że fala imigracji z przełomu wieków spowodowała zawężenie rozumienia amerykańskiej tożsamości: zaczęto definiować ją na bazie pochodzenia. Na początku XX w. ci, którzy przybywali do Ameryki, przyłączali się do narodu, który był „białą republiką” – choć rozumienie owej bieli było różne (Waldinger 2004: 77). Etniczna większość coraz częściej definiowała wspólnotę narodową w opozycji do nowoprzybywających „obcych”. Prowadziło to m.in. do odmówienia prawa do naturalizacji imigrantom z Azji (ibidem). Przez cały wiek XIX i do lat 60. XX stulecia w społeczeństwie amerykańskim realizowane były programy amerykanizacji, które stały się głównym mechanizmem tworzenia i wzmacniania amerykańskiej tożsamości narodowej. Ich głównym celem było wpojenie imigrantom podstawowych wartości Ameryki, gdyż tylko to mogło zapewnić im sukces w nowym kraju. Istniał zatem ruch społeczny na rzecz amerykanizacji ; zaangażowane w niego były rozmaite instytucje i organizacje: począwszy od władz na różnych poziomach, poprzez sektor pozarządowy, aż po świat biznesu . Jedną z najważniejszych instytucji tego ruchu był też system szkół publicznych, rozwijający się od połowy XIX w. Przekazywana uczniom i studentom wiedza obywatelska służyła wzmacnianiu patriotyzmu: od początku wieku XX aż po lata 70. podręczniki wykorzystywane w szkołach miały wydźwięk od patriotycznego do nacjonalistycznego (Huntington 2004: 124-125, 162).

Na początku XX w. – po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych – pojawiły się żądania, aby Amerykanie o podwójnej tożsamości podporządkowali się „stuprocentowemu” amerykanizmowi (Thernstrom 2004: 48). Od imigrantów wymagano zerwania więzi z krajami pochodzenia oraz szybkiego przyswojenia języka angielskiego (Glazer 2004: 65). Zwolennikiem tak rozumianej amerykanizacji imigrantów był Theodore Roosevelt, który uważał, że ujednolicenie społeczeństwa wzmocni siłę Stanów Zjednoczonych. Kampania Roosevelta, postulująca „stuprocentową” amerykanizację, została podjęta później przez Woodrowa Wilsona i była wykorzystywana w czasach wojny. Choć dla opisania społeczeństwa amerykańskiego używano zazwyczaj metafory tygla, w gruncie rzeczy domagano się anglokonformizmu (Thernstrom 2004: 19). „W swojej jawnej formie, a jeszcze częściej w formie ukrytej, ten model anglo-konformistyczny był pod różnymi przebraniami (...) prawdopodobnie najpowszechniejszą ideologią asymilacji w historii Ameryki. Opisuje on kulturową absorpcję imigrantów aż do lat sześćdziesiątych XX wieku lepiej niż inne modele” (Huntington 2004: 122). Koncepcję asymilacji odzwierciedla też przysięga obywatelska, co roku wypowiadana przez ok. 1 milion imigrantów, podkreślająca konieczność całkowitego wyzbycia się lojalności względem innych krajów. Jej język „(...) sięga swymi korzeniami do lat 90. XVIII w.” (Glazer 2004: 67). Samuel Huntington zauważa, że „Późniejsze etapy ruchu amerykanizacyjnego krytykowano za wywieranie na imigrantów nadmiernego nacisku oraz przyjęcie natywistycznego i antyimigracyjnego stanowiska, które doprowadziło do gwałtownego ograniczenia imigracji w 1924 roku. Jednak bez podjętych na początku lat dziewięćdziesiątych XIX wieku działań na rzecz amerykanizacji ograniczenia te pojawiłyby się najprawdopodobniej znacznie wcześniej. Amerykanizacja pozwoliła Amerykanom zaakceptować imigrację. Sukces ruchu stał się oczywisty, gdy imigranci oraz ich dzieci odpowiedzieli na wezwanie i wyruszyli na wojnę bić się za swój kraj” (Huntington 2004: 127). Okres I i II wojny światowej miał szczególne znaczenie dla wzmocnienia amerykańskiej tożsamości i rozwoju amerykańskiego nacjonalizmu (Glazer 2004). W czasie I wojny wezwania do amerykańskiego patriotyzmu osłabiły lojalność wielu imigrantów w stosunku do krajów pochodzenia. Promując asymilację, zachęcano do utożsamiania się z amerykańskim państwem i społeczeństwem oraz do minimalizowania znaczenia innych lojalności. Dotyczyło to, przykładowo, mniejszości niemieckiej, wcześniej mocno podkreślającej i pielęgnującej swoją odrębność, której zabroniono używania języka niemieckiego.

W czasie II wojny światowej procesy amerykanizacji zostały osłabione. Aby pobudzić lojalność imigrantów wobec okupowanych krajów Europy, Stany Zjednoczone zaczęły odwoływać się do ich tożsamości etnicznych i lojalności narodowych. W popularnym piśmiennictwie czy w niektórych programach szkolnych częste były pozytywne odwołania do kultur imigranckich (Glazer 2004: 66). Nie chodziło jednak o kultywowanie partykularnych tożsamości jako takich; przyświecał temu instrumentalny cel propagowania tolerancji dla uzyskania większego stopnia jedności narodowej (ibidem). Problemy z uciekinierami związane z II wojną światową prowadziły do pewnej liberalizacji prawodawstwa, ale cała struktura prawna została zlikwidowana dopiero w 1965 r., gdy ponownie otworzono drzwi dla masowej imigracji.

***

Element jedności w tożsamości Amerykanów powstał jako dopuszczający zrożnicowanie rozmaitych grup na poziomie kulturowym. Jednak jego skrajne interpretacje w niektórych okresach historycznych doprowadziły do rozwoju nacjonalizmu i postulatu kulturowej unifikacji społeczeństwa.

2. Różnorodność

2a. W stronę wielokulturowości: ruchy dekonstrukcjonistyczne

W latach 60. i 70. XX w. pierwszeństwo tożsamości narodowej przed innymi tożsamościami zostało zakwestionowane. Huntingon ujmuje te procesy w kontekście historycznym: „(...) przed wojną secesyjną historia Ameryki była przede wszystkim zbiorem historii poszczególnych stanów i miejscowości. Historia narodowa wyłoniła się po tej wojnie i przez sto lat stanowiła fundamentalny element określający amerykańską tożsamość. Później, pod koniec XX wieku, historie subnarodowych grup rasowych i kulturowych zyskały znaczenie porównywalne z tym, jakie przed rokiem 1860 miały historie stanowe i lokalne, waga zaś historii narodowej zmalała” (Huntington 2004: 164).

Erozji tożsamości narodowej towarzyszyło zatem zwiększanie znaczenia innych rodzajów tożsamości, przede wszystkim etnicznej i rasowej. Akcentowanie roli takich subtożsamości w obrębie społeczeństwa amerykańskiego oznaczało zwrot w stronę paradygmatu wielokulturowości i wyraziło się w rozwoju tzw. ruchów dekonstrukcjonistycznych. Uznano, że metafory tygla czy zupy pomidorowej nie są adekwatne do opisu społeczeństwa amerykańskiego, które bardziej przypomina sałatkę (Huntington 2004: 160). Podważono przekonanie o konieczności anglokonformizmu: amerykańska kultura angloprotestancka „głównego nurtu” miała być zastąpiona innymi kulturami, związanymi przede wszystkim z grupami etnicznymi i rasowymi.

Za najważniejszą przyczynę takiego zwrotu Jacoby (2004b: 307) i Huntington (2004: 135) uznają globalizację i jej wielorakie konsekwencje. Globalizacja oznacza przede wszystkim łatwość geograficznego przemieszczania się, kontaktów międzyludzkich i transportu oraz psychologiczne „zmniejszenie się” świata. Prowadzi to do kryzysu tożsamości narodowej, ale równocześnie – do wzrostu znaczenia tożsamości subnarodowych, ze względu na potrzebę zakorzenienia jednostki w tożsamościowych ramach. Globalizacja prowadzi też do wzrastającego kosmopolityzmu (przykładowo, do coraz bardziej kosmopolitycznych nawyków konsumpcyjnych) i wynaradawiania elit: technokratów i profesjonalistów, dla których ich amerykańska tożsamość staje się coraz mniej istotna (Huntington 2007: 141-142). Wprowadzenie rozwiązań w duchu podejścia wielokulturowego było możliwe dzięki poparciu elit politycznych i intelektualnych (związanych z mediami, uniwersytetami czy korporacjami) : to amerykańskie elity stały się głównymi orędownikami wielokulturowości, promując niechęć do głębszej integracji mniejszości etnicznych (Barone 2004: 267-268, Huntington 2007: 141). Był to rezultat tradycyjnie liberalnych poglądów politycznych elit intelektualnych: „Obiektami aktywizmu liberalnego końca XX wieku stały się mniejszości rasowe i kobiety, podobnie jak dla liberałów początku XX wieku były nimi klasa robotnicza ora ruch związkowy. Kult wielokulturowości i różnorodności zajął miejsce lewicowych, socjalistycznych oraz robotniczych sympatii i ideologii” (Huntington 2004: 136).

Na rozwój ruchów dekonstrukcjonistycznych w latach 60. i 70. wpłynęła także specyfika nowej fali imigracji z końca XX w. Jest to głównie imigracja z Ameryki Łacińskiej i Azji, nie zaś, jak w przypadku poprzednich fal, z Europy (Etzioni 2007). Oznacza to większą odmienność kulturową „nowych” imigrantów w stosunku do społeczeństwa amerykańskiego. Na szczególny charakter tej fali imigracji wpływa również bliskość kraju pochodzenia wielu imigrantów (np. tych, którzy przybywają z Meksyku), a także szeroka dostępność nowoczesnych technologii, która sprawia, że o wiele łatwiej jest im zachować więzi z krajem pochodzenia. To powoduje, że imigranci nowej fali w większym stopniu zachowują poczucie odrębności i stają się „łącznikami” między swoją kulturą i kulturą amerykańską, wpisując się w szersze zjawisko tzw. transnacjonalizmu (Huntington 2007: 202-222).

Okres powojenny w Stanach Zjednoczonych to także okres działalności ruchów społecznych – przede wszystkim, ruchu praw obywatelskich (civil rights movement) – które zachęcały i uzasadniały rozwój tożsamości etnicznych (Glazer 2004: 66). Polityka wielokulturowości wiązała się również z debatą nad głównymi wartościami społeczeństwa amerykańskiego. W debacie tej często podejmowano krytykę dominacji kultury europejskiej i jej imperializmu, a także odwoływano się do argumentu, że kultura angloprotestancka nie powinna tłumić znaczenia innych kultur w społeczeństwie amerykańskim. Uznano, że amerykanizacja była wyrazem opresji: że nie należy narzucać norm i wartości większości grupom mniejszościowym. Grupy te zachęcano do pielęgnowania własnych kultur, bez postrzegania siebie jako części większej całości (Barone 2004: 269). Integracja postrzegana była jako niszczenie prawdziwej tożsamości; tożsamości etniczne – jako coś autentycznego, prawdziwego i żywego (Crouch 2004: 272). Wskazywano także, że dotychczasowy stopień realizacji amerykańskiego credo był niewystarczający; że konieczna jest jego pogłębiona realizacja w praktyce, zwłaszcza w aspekcie równości, dotyczącej rozmaitego rodzaju mniejszości. Postulat pogłębiania realizacji credo wiązał się przede wszystkim z najbardziej zaniedbanym aspektem równości: równym traktowaniem jednostek bez względu na rasę. Zwolennicy wielokulturowości „Twierdzili, że prawa grup oraz preferencje rasowe powinny mieć pierwszeństwo przed prawami jednostki” (Huntington 2007: 134). Prowadziło to do tzw. akcji afirmacyjnej, której głównym celem miała być korekta wcześniejszej dyskryminacji Murzynów. Jednak ze względu na obawy, że Azjaci i Latynosi mogą być traktowani podobnie jak czarnoskórzy mieszkańcy Stanów przed dekadą lat 60., również oni zostali włączeni na listy grup chronionych przed dyskryminacją i uzwględnieni w preferencyjnym traktowaniu i parytetach w systemie edukacji i na rynku pracy (Barone 2004: 269). Powszechną praktyką stały się też „(...) ‘rasowe manipulacje okręgami’ – granice okręgów wyborczych wytyczano tak, aby zapewnić wybór kandydatów murzyńskich lub latynoskich” (Huntington 2007: 141).

Paradygmat wielokulturowości miał szczególne konsekwencje w obszarze edukacji. Jego zwolennicy „Wymusili napisanie na nowo programów nauczania i podręczników historycznych, aby była w nich mowa o ‘narodach’ Stanów Zjednoczonych, nie zaś o jednym narodzie jak w konstytucji. Nawoływali do uzupełniania lub zastępowania historii narodowej historią grup subnarodowych. Spowodowali zmniejszenie znaczenia języka angielskiego w amerykańskim życiu oraz wymusili wprowadzenie dwujęzycznego kształcenia i różnorodności językowej” (Huntington 2007: 134). Dwujęzyczne programamy nauczania w szkołach stały się przedmiotem długotrwałej debaty. Programy te niekiedy postrzegano jedynie jako narzędzie „pomocy” dla uczniów, których angielski nie jest językiem ojczystym (miały być one stosowane tylko do czasu uzyskania przez uczniów biegłości w angielskim); niekiedy – jako „sposób poszerzania wiedzy uczniów o ich języku i kulturze ojczystej. [Kształcenie to] stało się symbolem dumy narodowej, sposobem podwyższania samooceny uczniów” (Huntington 20004: 153). Polityka wielokulturowości wyraziła się też w wielu innych aspektach, m.in. w osłabianiu znaczenia amerykańskiego obywatelstwa. Niektóre prawa (np. prawo do opieki społecznej) zostały rozszerzone na nie-obywateli; uznano także, że imigrant nie może stracić amerykańskiego obywatelstwa na skutek podtrzymywania więzi z krajem pochodzenia (czego wyrazem może być np. branie udziału w wyborach). Zakwestionowano też prawne wymogi posługiwania się językiem angielskim w określonych sytuacjach (np. w trakcie wyborów), powołując się na łamanie zasady wolności słowa i podkreślając znaczenie języków etnicznych (Huntington 2004: 151).

2b. Tożsamość etniczna współcześnie

Ruch dekonstrukcjonistyczny osiągnął największe sukcesy w latach 80. i na początku lat 90. – zaczęto wówczas mówić o zwycięstwie paradygmatu wielokulturowości (Huntington 2004: 159). W 1997 r. socjolog Nathan Glazer ogłosił, że „obecnie wszyscy jesteśmy wielokulturowi” (we are all multiculturalist now; za: Huntington 2004: 136). Jednak „(...) szybko rozwinął się opór wobec kontrrewolucji – zaczęły się ruchy oparte na przywiązaniu do bardziej tradycyjnej koncepcji amerykańskiej tożsamości. W latach dziewięćdziesiątych biurokraci i sędziowie (...), którzy wcześniej popierali podziały na kategorie rasowe oraz preferencje rasowe, zaczęli łagodzić, a nawet zmieniać swoje poglądy. (...) Wysiłki mające na celu napisanie od nowa historii Ameryki oraz programów nauczania napotkały opór nowych organizacji uczonych i nauczycieli” (Huntington 2004: 136). Przeprowadzane od lat 80. referenda wskazywały na nikłe poparcie dla dwujęzycznych programów kształcenia wśród populacji amerykańskiej – zazwyczaj obywatele opowiadali się za ich zakończeniem (Huntington 2004: 155-159).
Pomimo odchodzenia od rozwiązań w duchu wielokulturowości, dziedzictwo tego okresu – „wielokulturowych sentymentów, upowszechnianych w szkołach i w kulturze masowej” (Glazer 2004: 69) – w sposób istotny wpłynęło na amerykańskie postrzeganie różnorodności. Przede wszystkim, tożsamość narodowa straciła swój wymiar ekskluzywistyczny, a „Wymuszana asymilacja przestała być w modzie” (Glazer 2004: 72). Upowszechniło się przekonanie, że stawanie się Amerykaninem nie oznacza konieczności całkowitego zaprzeczenia pochodzenia jednostki (Thernstrom 2004: 48). W zgodzie z twierdzeniem, że możliwe są rozmaite lojalności, współcześni imigranci często zachowują podwójną tożsamość: utrzymują silne więzi z krajami pochodzenia i coraz częściej mają podwójne obywatelstwo (Glazer 2004: 62-65, 73). Stało się ono czymś powszechnym i akceptowanym, choć do lat 60. uznawano, że powinno być jak najszybciej wyeliminowane. „Według przybliżonych danych, 500 000 dzieci urodzonych w Stanach Zjednoczonych każdego roku, które przez sam ten fakt stają się amerykańskimi obywatelami, jest również legalnie obywatelami krajów pochodzenia swoich rodziców” (Glazer 2004: 64). Jest to tolerowane przez Stany Zjednoczone, chociaż treść przysięgi obywatelskiej wskazywać by mogła na to, że podwójne obywatelstwo jest niemożliwe. Przysięga ta odwołuje się do tradycyjnej koncepcji obywatelstwa, opartego o pełną asymilację i wiążącego się z wyłączną lojalnością w stosunku do Stanów Zjednoczonych. W praktyce stanowi ona martwe prawo, co jest istotnym signum temporis (Glazer 2004: 67). „Stany Zjednoczone nie podejmują żadnych działań w stosunku do osób, które mają więcej niż jeden paszport” (ibidem). Roger Waldinger (2004) szczegółowo opisuje, w jaki sposób upowszechnienie się paradygmatu wielokulturowości wpłynęło na sytuację imigrantów. W porównaniu z wcześniejszymi falami imigrantów, sytuacja współczesnych przybyszów zmieniła się w trzech obszarach: polityki, etniczności i mobilizacji grupowej. Zmiany te powodują, że współczesnym imigrantom łatwiej jest stać się pełnoprawnymi Amerykanami: „(...) mają [oni] szczęście, że przybywają do społeczeństwa przekształconego przez walkę o prawa obywatelskie i związane z nią poszerzone rozumienie tego, co oznacza bycie Amerykaninem” (Waldinger 2004: 85). Zmiany w obszarze polityki oznaczają przede wszystkim, że imigranci przybywają do Ameryki zdemokratyzowanej przez ruch praw człowieka: pochodzenie rasowe i etniczne stało się formalnie nieistotne dla członkostwa i obywatelstwa. „Stany Zjedoczone były wcześniej [do okresu ostatniej masowej fali imigracji na początku XX w. – D. Ł.] etnokracją, zdominowaną przez jedną grupę etniczną; od tego czasu zostały przekształcone w demokrację. Politycznie, prawa obywatelskie zostały rozszerzone na wszystkich obywateli; w aspekcie kulturowym, granice narodu (the boundries of ‘we, the people’) zostały rozszerzone w celu włączenia każdej jednostki na obszarze Stanów Zjednoczonych, niezależnie od jej pochodzenia” (Waldinger 2004: 76).

Zmieniło się również rozumienie tożsamości etnicznej imigrantów. Wcześniejsze fale imigracji oznaczały przybywanie ludności ze społeczeństw rolniczych, nieprzekształconych jeszcze w państwa narodowe. Przykładowo, wschodni Europejczycy przybywali z wieloetnicznej Rosji czy Austro-Węgier, Włosi – z niedawno stworzonego państwa włoskiego, w którym procesy unifikacji ciągle nie były zakończone (Waldinger 2004: 79). Ojczyznę stanowiła dla nich wspólnota lokalna; więzi lokalne były tak silne, że po przybyciu za ocean imigranci często tworzyli wspólnoty, będące kopiami tych pierwotnych. Związki między różnymi grupami były słabe; nawet jeśli pochodziły one z tego samego kraju, często używały różnych dialektów, co uniemożliwiało komunikację. „Imigranci przybywali do Ameryki jako członkowie małych wspólnot lokalnych, które przekształcały się w grupy etniczne już po osiedleniu się w Nowym Świecie” (ibidem). To ideolodzy i intelektualiści – lub też wszyscy ci, którzy nie dostrzegali różnic między poszczególnymi grupami – wpajali im, że podzielają tożsamość z innymi: z grupami, od których wcześniej czuli się odmienni. Procesy kształtowania takiej tożsamości były długotrwałe. Co więcej, wielu imigrantów traktowało emigrację jako epizod mający służyć określonym celom i, po ich zrealizowaniu, wracało do kraju pochodzenia. Taka krótkotrwała emigracja była zjawiskiem dużo bardziej powszechnym niż współcześnie (ibidem).
Sytuacja imigrantów ostatniej fali jest odmienna. Przynależności grupowe przybywających do Stanów Zjednoczonych mają inną formę. Pochodzą oni z już istniejących państw narodowych i mają świadomość, co znaczy być członkiem grupy etnicznej czy narodowej. Mają zatem istotne, często upolitycznione tożsamości grupowe.
„Dzisiejsi przybysze bardziej efektywnie bronią (...) swoich interesów: przybywają z określoną tożsamością etniczną i odnoszą korzyści z nowego, efektywnego modelu grupowej mobilizacji” (Waldinger 2004: 85).

Mobilizacja grupowa, oparta o tożsamość etniczną, jest dziś akceptowana do takiego stopnia, jaki nie przydarzył się wcześniej w historii Stanów Zjednoczonych. „Imigracja późnego wieku XX wydarzyła się w Ameryce, której polityka i kultura zostały przekształcone przez ruch praw obywatelskich. W wyniku tego wykształciła się etniczność jako akceptowana i oczekiwana podstawa mobilizacji dla realizacji interesów grupowych” (Waldinger 2004: 83). O imigrantach zazwyczaj myślano jako o „wykorzenionych”; obecnie myśli się o nich jako o „przeniesionych” (transplanted) (Waldinger 2004: 81). Nie są już oni postrzegani jako samotne indywidua, lecz jako członkowie wspólnot; więzi z tymi wspólnotami pomagają im w procesach przystosowywania się do życia w nowym kraju.
We wcześniejszych okresach etniczność konkurowała z innymi formami przynależności, przede wszystkim związanymi z klasą i religią, jednak zazwyczaj miała mniejsze od nich znaczenie. Przykładowo, w XIX i XX w. religia często pełniła rolę czynnika osłabiającego więzi etniczne. Amerykański kościół katolicki „(...) starał się zastąpić lojalności etniczne tożsamością zakorzenioną w swym własnym uniwersalnym nauczaniu. W długiej perspektywie odniósł sukces, wykorzystując lokalnych księży i szkoły parafialne do konsolidowania lojalności etnicznych w szerszej wspólnocie religijnej” (Waldinger 2004: 82). Jednak nie tylko religia spełniała taką funkcję; tożsamości etniczne były osłabiane także poprzez tworzenie tożsamości klasowych (przede wszystkim poprzez aktywność związków zawodowych).

Współcześnie tożsamości religijne i klasowe tracą swoją ważność i są zastępowane przez tożsamości etniczne. Religia i klasa mają coraz mniejszy wpływ na imigrantów (przede wszystkim z powodu słabości ruchu związkowego oraz zmniejszającej się gotowości kościołów do dostosowywania się do praktyk i preferencji imirantów). Imigranci funkcjonują – pracują i modlą się – w dużo bardziej zróżnicowanym i mniej zorganizowanym środowisku niż wcześniej. Tożsamość etniczna staje się zatem coraz ważniejsza: jest wartością cenioną, taką, którą należy ocalić.
Mobilizacja etniczna jest też wspierana przez otwartość amerykańskiego społeczeństwa na współczesnych imigrantów. Wpływy „głównego nurtu” amerykańskiego dyskursu publicznego powodują, że imigranci dostrzegają więcej niedoskonałości w swojej sytuacji niż byliby w stanie dostrzec z perspektywy własnego kraju. Odwołują się zatem do tożsamości etnicznych, których rozumienia nauczyli się w Stanach.

***

Pomimo stopniowego odchodzenia od polityki wielokulturowości, określone elementy jej dziedzictwa – przede wszystkim, przyzwolenie na swobodny rozwój grupowych tożsamości – są obecne w społeczeństwie amerykańskim. Stanowią one element różnorodności w modelu integracji.

3. Jedność w różnorodności
3a. Deficyt jedności?

Stany Zjednoczone mają zatem doświadczenie z implementacją obu modeli: asymilacji i wielokulturowości. Za symboliczny kres epoki wielokulturowości uważa się 11. września 2001 r.; okres po tej dacie należy uznać za czas poszukiwania rozwiązań pośrednich, będących syntezą elementów różnorodności i jedności. Stanowi to powrót do klasycznego, amerykańskiego wzorca; jak stwierdza Jacoby: „Poszukiwanie jedności i różnorodności – narodowej, religijnej czy jakiegokolwiek innego rodzaju – stanowi wątek, który jest obecny w całej naszej historii, być może wątek najważniejszy” (Jacoby 2004: 16).

Wielu badaczy podkreśla, że społeczeństwu Stanów Zjednoczonych brakuje przede wszystkim elementów scalających je w spójną całość. Przyczyną tego jest przede wszystkim niewielkie znaczenie tożsamości narodowej: „W roku 2000 Amerykanie pod wieloma względami stanowili naród w mniejszym stopniu niż w ciągu całego poprzedniego stulecia” (Huntington 2004: 18). Ponadto, doświadczenie wielokulturowości spowodowało, że w społeczeństwie amerykańskim wciąż wysoki jest poziom „troski” o poszczególne mniejszości kulturowe, a amerykanizacja jest uznawana za coś niepożądanego. Jak zauważa Huntington, „(..) mamy do czynienia z niedoborem rządowych programów nauki języka angielskiego oraz funduszy na nie, chociaż w 2000 roku 21 milionów imigrantów stwierdziło, że niezbyt dobrze mówi po angielsku” (Huntington 2004: 185). Wciąż istnieją i działają organizacje wspierające imigrantów, ale nie kładą one już nacisku na promowanie integracji, przeciwnie, cżęsto podkreślają konieczność rozwoju tożsamości grupowych. Zmieniła się też rola biznesu; przedsiębiorstwa w dalszym ciągu często organizują i finansują kursy angielskiego dla dorosłych, jednak czynią to głównie w celu zaspokojenia swoich doraźnych potrzeb, a nie w wyniku uczestnictwa w szerszym ruchu na rzecz amerykanizacji. Stanowi to odzwierciedlenie ogólnej tendencji: firmy coraz rzadziej postrzegają się jako amerykańskie, a coraz częściej jako globalne i kosmopolityczne (Huntington 2004: 185). Stworzony został także rynek produktów etnicznych, co również sprzyja kultywowaniu tożsamości grupowych Poziom kulturowego zróżnicowania społeczeństwa może być zatem oceniany jako zbyt wysoki, zagrażający jego jedności. Tamar Jacoby zauważa: „Chociaż tożsamość narodowa musi pozostawić przestrzeń dla więzi etnicznych, etos narodowy musi też wznieść się ponad nimi – konieczne są granice dotyczące miejsca i znaczenia partykularności (...). W ostatniej dekadzie lub dwóch, ulegając [ideologii] wielokulturowości i podziałom, jakie się z nią wiążą, wielu z nas straciło poczucie podzielanej tożsamości. Zapomnieliśmy, że jej potrzebujemy (...). Dopiero w związku z wydarzeniami z 11. września, jednostki odczuwają odnowioną potrzebę posiadania wspólnej opowieści” (Jacoby 2004a: 15). Wydarzenia te powinny zatem wzmocnić tendencje do odnowienia wspólnej tożsamości narodu amerykańskiego ; tym bardziej, że reakcje na nie udowodniły, iż zróżnicowane społeczeństwo Stanów Zjednoczonych stanowi jedność (Barone 2004: 269, Crouch 2004: 282) .
Wbrew wielu potocznym opiniom, społeczeństwo amerykańskie zachowuje określony stopień spójności społecznej – pomimo wysokiego poziomu współczesnej imigracji . Poszukując w reprezentatywnych badaniach empirycznych z lat 90. XX w. przejawów podzielanej tożsamości narodowej Amerykanów – jako elementu zapewniającego spójność społeczeństwa – Jack Citrin stwierdza: „Dowody, że Amerykanie we wszystkich grupach etnicznych podzielają wspólne poczucie tożsamości narodowej, są przytłaczające” (Citrin 2001: 294). Respondenci pytani, czy postrzegają siebie przede wszystkim jako członków własnej grupy etnicznej, czy jako Amerykanów, w przeważającej większości odpowiadali, że jako Amerykanów (w każdej z grup etnicznych 2/3 identyfikuje się jako Amerykanie; wśród białych odsetek ten jest nieco wyższy; ibidem). Postawieni przed koniecznością wyboru między tożsamością etniczną i tożsamością narodową, Amerykanie w większości wybierają tożsamość narodową jako mającą pierwszeństwo przed tożsamością etniczną. Równocześnie jednak, identyfikacje te traktowane są jako komplementarne, a nie jako konkurujące ze sobą (Citrin 2001: 296). Badania pokazują także silne odczucia patriotyczne i dumę z bycia obywatelem Stanów Zjednoczonych.

3b. Integracja: w poszukiwaniu równowagi

Poszukując równowagi między jednością i zróżnicowaniem, amerykańscy badacze często odwołują się do metafory tygla. Jej genezę opisuje Herbert J. Gans: „Było to na początku XX w., w środku ostatniej wielkiej fali imigracji do Stanów Zjednoczonych, kiedy angielski dramatopisarz stworzył swoje sztandardowe dzieło: The Melting Pot . Sztuka przedstawiała utopijną wizję Ameryki jako tygla, w którym wymieszane zostały wszelkie narodowości i rasy w nowy naród amerykański, wieloetniczny i wielorasowy, który miał zbudować ‘Republikę Nowego Człowieka” (The Republic of Man) i ‘Królestwo Boga’” (Gans 2004: 33).

Metofora tygla budzi wiele wątpliwości i kontrowersji interpretacyjnych. Zazwyczaj wyjaśnia się ją w ramach modelu integracji; wówczas zakłada ona pogodzenie tożsamości partykularnych i tożsamości wspólnej. Składniki wrzucone do tygla rozpuszczają się w nim, ale równocześnie stanowią części tej samej całości – dlatego możliwa jest synteza elementów jedności i różnorodności. Według innych interpretacji, metafora tygla zakłada asymilację: „rozpuszczenie się” kultur mniejszości w kulturze anglosaskiej jako podstawie amerykańskiej tożsamości. Proces asymilacji rozumiany jest jako linia prosta: imigranci stopniowo stają się Amerykanami, zatracając swą własną kulturę, a procesy te są takie same dla wszystkich grup imigrantów (Gans 2004: 37-38).

Ci, którzy przyjmują rozumienie metafory tygla jako asymilacji wybierają jedną z dwóch interpretacji – choć łączy ich krytycyzm w stosunku do tej koncepcji. Zgodnie z pierwszą interpretacją, badacze wskazują na potrzebę stworzenia nowej definicji i nowego rozumienia procesów asymilacji – takich, które miałaby sens w czasach globalizacji, internetu i polityki tożsamości (identity politics, Jacoby 2004a: 5). Szczególnie wśród młodych ludzi asymilacja ma negatywne konotacje: kojarzy się im z wymuszanym konformizmem i z koniecznością rezygnacji z tego, co ich wyróżnia. „Jeśli asymilacja uzyskała negatywne skojarzenia w latach 50. – czy 20. – XX stulecia, muszą one zostać wymazane. Jeżeli rzeczywiście koncepcja asymilacji wymaga ‘unowocześnienia’ (updating) w związku z doświadczeniem wielokulturowości, im szybciej jako naród tego dokonamy, tym lepiej” (Jacoby 2004a: 12). „Unowocześnienie” metafory tygla oznaczałoby de facto opowiedzenie się za integracją: „Tylko nieliczni twierdzą, że [asymilacja] powinna wyglądać tak, jak w latach 50. XX w.: że wiąże się ona z porzucaniem własnych korzeni przez imigrantów, lub też porzucaniem przez nich odziedziczonych tożsamości. Jeszcze bardziej nieliczni twierdzą, że asymilacja zdarza się automatycznie – że nie wiąże się z żadnymi wysiłkami ze strony narodu jako całości” (Jacoby 2004: 11). Badacze różnią się co do tego, do jakiego stopnia i jakimi środkami integracja imigrantów powinna być zachęcana; są jednak zgodni, że nie może być wymuszana.

Zgodnie z drugą interpretacją, wielu badaczy wskazuje na nieadekwatność metafory tygla do rzeczywistości społeczeństwa amerykańskiego ze względu na jej utopijność i nierealistycznie statyczny charakter. Jak argumentuje Gans (2004: 37-38), na procesy integrowania się imigrantów ze społeczeństwem amerykańskim wpływało wiele czynników i opisanie ich według modelu linii prostej okazało się niemożliwe. Różne grupy podlegały tym procesom w różnym tempie, co zależało m.in. od ich pozycji ekonomicznej i zawodowej oraz wpływów tradycji i religii. Linie integrowania się ze społeczeństwem nie tylko były różne dla różnych grup, ale też nie były proste. Niekiedy siódme czy ósme pokolenie imigrantów z XIX w. wciąż określało siebie jako Szwedzi czy Niemcy i identyfikowało się z przodkami, choć we wszelkich innych aspektach byli oni Amerykanami.

Równocześnie jednak Gans zauważa: „Chociaż teoria linii prostej była zbyt upraszczająca, jej podstawowe założenie pozostaje właściwe: instytucje i kultury, jakie imigranci przywożą ze sobą ze swoich krajów, w kolejnych pokoleniach erodują. W końcu większość z nich prawdopodobnie zaniknie, z wyjątkiem tych, które będą pielęgnowane wśród małych grup tradycjonalistów czy badaczy, pracujących nad tym, aby je zachować poprzez festiwale etniczne i w muzeach. (...) elementy i części z tych kultur zostają zachowane, choć są przetwarzane z pokolenia na pokolenie, modernizowane i wzbogacane nowymi wersjami starych tradycji” (Gans 2004: 39). Gans dochodzi do wniosku, że takie procesy nie przypominają tygla, lecz kalejdoskop: tylko taka metafora trafnie ujmuje nieustanny przepływ, trwające, lecz równocześnie zmieniające się grupy i kultury, które tworzą całość narodu.

Niezależnie od krytyki metafory tygla, interpretowanej w ramach modelu asymilacji, wielu badaczy uważa, że konieczne jest jedynie ponowne odkrycie i powrócenie do właściwego, pierwotnego jej rozumienia – w zgodzie z koncepcją integracji. Stephan Thernstrom twierdzi, że „(...) tygiel – pozbawiony znaczenia opresyjnego lub konformistycznego, jak często zakłada się dzisiaj – był liberalnym, kosmopolitycznym ideałem społecznym. Zakładał, że kultura amerykańska jest w stanie nieustannego przepływu i pozostaje otwarta na wpływy kolejnych fal przybyszów. Stawanie się Amerykaninem nie wymagało całkowitego zaprzeczenia czyjegoś pochodzenia” (Thernstrom 2004: 48). Kultura amerykańska na początku XX w., nawet jeśli jej fundamenty stanowiła kultura anglosaska, była przekształcana przez kolejne pokolenia imigrantów: wkład kulturowy imigrantów trafiał do anglosaskiej formy. Jak pisze Stanley Crouch, „Integracja nie oznacza zniszczenia prawdziwej tożsamości jednostki. Nie wiąże się, jak twierdzą zwolennicy separatyzmu, z dominacją i podporządkowaniem, ani z podbijaniem jednej kultury przez drugą. Przeciwnie, w integracji chodzi o mieszanie się różnych wpływów kulturowych” (Crouch 2004: 271).

Podobny pogląd formułuje Tamar Jacoby, stwierdzając, że „W procesach integracji zawsze było miejsce na pauzę (hyphen)” (Jacoby 2004a: 16), symbolizującą podwójną tożsamość Amerykanów. W podobny sposób autorka ta interpretuje też procesy amerykanizacji: „Ruch na rzecz amerykanizacji, który rozwijał się od drugiej dekady XX w., pomógł wielu imigrantom nauczyć się angielskiego, a istotna ich liczba została obywatelami – bez działalności ruchu prawdopodobnie by się tak nie stało – ale nie pozbawiało to przybyszów ich odziedziczonych tożsamości” (Jacoby 2004b: 304). Milionom tych, którzy używali zamerykanizowanych wersji swoich nazwisk, towarzyszyły miliony, które tego nie robiły. Pomimo kampanii Roosevelta o koniecznej „stuprocentowej” amerykanizacji, podwójna tożsamość imigrantów była zachowywana (Jacoby 2004b: 304-305). Podtrzymywaniu odrębności kulturowej imigrantów sprzyjał fakt, że kultura Stanów Zjednoczonych miała charakter minimalistyczny. O ile w XIX w. kultura amerykańska właściwie nie istniała, społeczeństwo amerykańskie stopniowo wytwarzało swoją własną hybrydową kulturę, łączącą elementy różnych etniczności (muzykę Afro-Amerykanów, żydowski humor, niemiecką etykę pracy itp.). Inaczej jednak niż kultura niemal każdego innego narodu, pozostawała ona opcjonalna – nie każdy musiał lubić jazz czy grać w piłkę nożną, aby być Amerykaninem (Jacoby 2004b: 306). „Poza wymiarem ideologicznym zarysowanym przez Ojców-Założycieli, w tożsamości amerykańskiej niewiele było specyficznej czy konkretnej [kulturowej – D. Ł.] zawartości. Jedyna rzecz, która była obowiązkowa, obecnie, jak i w przeszłości, to minimalistyczne reguły gry: demokracja, rządy prawa, język używany w sferze publicznej i tolerancyjne obyczaje – podlegające licznym testom, ale w końcu wzmocnione przez ponad wiek złożonej historii etnicznej” (ibidem).

Integracja imigrantów w społeczeństwie amerykańskim przebiegała według charakterystycznego schematu. Imigranci osiedlali się w etnicznych enklawach; pierwsza i w większości następna generacja w sferze prywatnej posługiwały się językiem innym niż angielski. O ile jednak pierwsze pokolenie przybyszów zazwyczaj wciąż identyfikowało się z krajem pochodzenia, o tyle w drugim – najczęściej pojawiała się podwójna tożsamość. Wyrażana za pośrednictwem pauzy (hyphen).– przykładowo, Polish-Americans czy Italian-Americans – tożsamość taka była atrakcyjna, stanowiła bowiem to, co odróżniało jednostkę od „głównego nurtu” społeczeństwa. Imigranci tworzyli i podtrzymywali sieć wspólnotowych instytucji: gazety, teatry, szpitale, kluby, organizacje. Równocześnie jednak, uczestniczyli w „głównym nurcie” społeczeństwa: naturalizując się, służąc w armii, a przede wszystkim – akceptując takie rozumienie społeczeństwa, zgodnie z którym pozostaje ono neutralne etnicznie, i w obrębie którego jednostki występują jako indywidua, a nie jako cżłonkowie grup (Jacoby 2004b:305). W kolejnych pokoleniach wartości imigrantów stopniowo zmieniały się, a te związane z etnicznością stawały się coraz mniej istotne.

Schemat ten zachowuje aktualność również współcześnie. Jak pokazują badania, wartości i priorytety imigrantów przekształcają się stopniowo na skutek kontaktów z kulturą amerykańską (Jacoby 2004a: 27). Komentując wyniki badań z lat 90. XX w., Jack Citrin zauważa: „Kiedy respondentów zapytano, czy różne grupy etniczne w społeczeństwie powinny ‘stapiać się’ ze sobą w obrębie społeczeństwa, czy podtrzymywać własne zwyczaje i tradycje, ‘stapianie się’ było odpowiedzią częstszą wśród wszystkich grup etnicznych” (Citrin 2001: 299). Gdy jednak respondenci nie byli zmuszeni do dokonania jednoznacznego wyboru, 80% z nich – pochodzących z różnych grup etnicznych – stwierdziło, że zarówno „roztapianie się” w społeczeństwie, jak i podtrzymywanie własnej odrębności to istotne cele. Większość Amerykanów nie widzi zatem sprzeczności pomiędzy dostosowywaniem się do „głównego nurtu” kulturowego społeczeństwa i podtrzymywaniem własnej odrębności: wierzą, że wspólną tożsamość narodową można pogodzić z pluralizmem kulturowym. „(..) wielu imigrantów ma nadzieję na wszystko: na zostanie Amerykanami i na równoczesne zachowanie swojej dawnej kultury” (Jacoby 2004a: 27).

Większość Amerykanów ma pewną świadomość swojego pochodzenia etnicznego, wyraża określony rodzaj i stopień przywiązania do tradycji rodzinnych związanych z przeszłością i pochodzeniem rodziny. Jest to jednak w ogromnym stopniu tożsamość symboliczna: jednostka zazwyczaj wybiera spośród różnych, dostępnych jej kultur, związanych z często odmiennym pochodzeniem rodziców i dziadków (Gans 2004: 38). Owa „symboliczna etniczność” jest niemal całkowicie oddzielona od struktury społecznej: nie wiąże się z miejscem zamieszkania, rodzajem szkoły, zawodem, relacjami przyjacielskimi i małżeńskimi (Thernstrom 2004: 55). „Kuchnia etniczna, podróże w poszukiwaniu korzeni, etniczność jako folklor i jako nostalgia – takie jest znaczenie tożsamości dla więszkości nie-latynoskich białych (non-Hispanic whites) – i nikt nie uważa, że stanowi to zagrożenie dla spójności lub tożsamości narodu” (Jacoby 2004b: 309).

Ze względu na specyficzny charakter nowej fali imigracji, niektórzy badacze (Thernstrom 2004, Etzioni 2007, Huntington 2007, Jacoby 2004a) zastanawiają się, czy w tym przypadku integracja będzie przebiegać równie efektywnie, jak w przypadku wcześniejszych fal . Podstawowe wskaźniki pokazują jednak, że „(...) tygiel amerykański jest dziś tak silny, jak silny był w przeszłości” (Thernstrom 2004: 59). Wraz z kolejnymi pokoleniami wśród „nowych” imigrantów wzrasta liczba małżeństw mieszanych czy poziom wykształcenia; rośnie prawdopodobieństwo, że będą posiadać własne domy i że odniosą sukces zawodowy (Thernstrom 2004: 58, Jacoby 2004a: 24-25) . Choć integracja Latynosów może przebiegać wolniej ze względu na ich koncentrację geograficzną w określonych częściach Stanów Zjednoczonych, przywiązanie Latynosów i Azjatów do podstawowych amerykańskich wartości nie odbiega od poziomu charakterystycznego dla innych grup imigrantów – tym samym potwierdzając właściwy kierunek integracji (Etzioni 2007). „Powstanie sporej klasy średniej wśród Latynosów, niezwykły awans społeczny wielu Azjatów poprzez edukację uniwersytecką do karier w nauce, inżynierii, medycynie i innych dyscyplinach, wysokie wskaźniki małżeństw mieszanych między ludźmi różnych ‘ras’ – wszystko to dowodzi, że nowi Amerykanie integrują się i stają się zamerykanizowani niezależnie od moralnych wątpliwości elit” (Barone 2004: 269) .
Badania potwierdzają też, że współczesna integracja imigrantów wiąże się – jak w przypadku poprzednich fal imigrantów – z przyswajaniem przez nich elementów amerykańskiego credo. Każdy, kto dorasta w Stanach Zjednoczonych – niezależnie od elementów edukacji dwujęzycznej – przyswaja język angielski. Dotyczy to każdej grupy etnicznej, niezależnie od języka, jakim rodzice lub dziadkowie posługują się w domu, i na każdym szczeblu drabiny socjo-ekonomicznej (Jacoby 2004a: 23). Niezależnie od przynależności etnicznej, Amerykanów łączą te same wartości (np. wiara w możliwości poprawy swego losu czy przekonanie, że jakość życia w Stanach Zjednoczonych jest lepsza w porównaniu z innymi krajami rozwiniętymi; Etzioni 2004: 213). Wiara w amerykańskie wartości wyraźnie wzrasta w kolejnych pokoleniach imigrantów (Jacoby 2004a: 28). Wszystko to świadczy o dokonujących się procesach integracji. Jak stwierdza Etzioni, „niebezpieczeństwo fragmentacji [społeczeństwa amerykańskiego] wzdłuż linii etnicznych jest w dużym stopniu fikcją” (Etzioni 2004: 213).

Poza wskazywaniem przejawów wspólnej tożsamości narodu amerykańskiego, wielu badaczy proponuje też określone sposoby wzmacniania narodowej jedności. Przykładowo, Amitai Etzioni (2007a) zauważa zmiany, jakie wprowadzono w obowiązujących od 2008 r. testach, które zdają imigranci w celu uzyskania obywatelstwa. Testy te, w porównaniu z wcześniejszą wersją, zawierają nieco trudniejsze pytania i nie mają charakteru wyłącznie faktograficznego: nacisk kładziony jest w nich na akulturację. „Obywatel ma obowiązki nie tylko wobec wspólnoty politycznej (np. przestrzeganie prawa), ale także wobec wspólnoty narodowej (np. wspieranie podstawowych podzielanych wartości). Testy obywatelskie (...) muszą badać normatywne zobowiązania, a nie wyłącznie wiedzę. Nie powinny określać tylko znajomości praw, lecz także gotowość przyjmowania zobowiązań” (Etzioni 2007a: 359). Zwiększenie stopnia trudności testów obywatelskich nie powinno być jednak interpretowane jako działanie skierowane przeciw imigracji: ma ono podnieść stopień integracji imigrantów ze społeczeństwem, a nie zniechęcić ich do stawania się Amerykanami. Dlatego Etzioni (2007a: 356-357) postuluje też, aby nowym i bardziej wymagającym testom towarzyszyły zwiększone możliwości przygotowania się do nich (kursy angielskiego i programy integracji obywatelskiej).

***

Amerykański tygiel – osłabiany bądź wzmacniany w różnych okresach historycznych – wciąż istnieje i działa w społeczeństwie amerykańskim. Umożliwia on Amerykanom połączenie podstawowych wartości wspólnych z partykularnymi tożsamościami etnicznymi.

Podsumowanie

Społeczeństwo amerykańskie, po doświadczeniach z asymilacją i wielokulturowością, powraca do klasycznego, bardziej wyważonego modelu integracji. Powstaje pytanie o możliwość jego zastosowania w krajach innych niż Stany Zjednoczone. Czy rozwiązania w duchu integracji mogą okazać się właściwe dla wieloetnicznych społeczeństw w Europie? Rozmiary imigracji, stopień homogeniczności społeczeństwa przyjmującego, ale także indywidualna historia i tradycje danego kraju mogą powodować rozmaite odmiany procesów integracyjnych. Najistotniejsze wydaje się być zachowanie równowagi pomiędzy spójnością społeczeństwa a jego różnorodnością.

Bibliografia:

Barone M., „New Americans after September 11”, w: T. Jacoby (red.).
Citrin J., 2001, “The End of American Identity?”, w: S. A. Renshon (red.), One America? Political Leadership, National Identity, and the Dilemmas of Diversity, Washington D.C.: Georgetown University Press.
Croce P. J., 1997, “Can Multiculturalism Unite Us?”, w: The Responsive Community, Spring 1997.
Crouch S., “Goose-Loose Blues for the Melting Pot”, w: T. Jacoby (red.).
Etzioni A., 1996, The New Golden Rule. Community and Morality in a Democratic Society, New York: Basic Books.
Etzioni A., 2004, “Assimilation to the American Creed”, w: J. Tamar (red.).
Etzioni A., 2007, “Hispanic and Asian Immigrants. America’s Last Hope”; w: C. M. Swain (red.), Debating Immigration, Cambridge: University Press.
Etzioni A., 2007a, “Citizenship Tests: a Comparative, Communitarian Perspective”, w: The Political Quarterly, Vol. 78, No. 3.
Etzioni A., (red.), 1998, The Essential Communitarian Reader, Lanham: Rowman & Littlefield Publishers.
Etzioni A. i in. (red.), 2004, The Communitarian Reader. Beyond the Essentials, Lanham: Rowman & Littlefield Publishers.
Gans H. J., 2004, “The American Kaleidoscope, Then and Now”, w: T. Jacoby (red.).
Glazer N., 2004, “Assimilation Today: Is one Identity Enough?”, w: T. Jacoby (red.).
Huntington S., 2007, Kim jesteśmy? Wyzwania dla amerykańskiej tożsamości narodowej, Kraków: Znak.
Jacoby T., 2004a, “Defining Assimilation for the 21st Century”, w: T. Jacoby (red.).
Jacoby 2004b, “What it means to Be American in the 21st Century”, w: T. Jacoby (red.).
Jacoby T. (red.), 2004, Reinventing the Melting Pot. The New Immigrants and What It Means to be American, New York: Basic Books.
Nee V. i Alba R., 2004, “Toward a New Definition”, w: T. Jacoby (red.).
Thernstrom S., 2004, “Rediscovering the Melting Pot – Still Going Strong”, w: T. Jacoby (red.).

przypisy

1 Z koncepcją tą wiążą się różne możliwości interpretacyjne. Przykładowo, Etzioni (2007: 192-193) umieszcza ją w ramach podejścia anglokonfomistycznego. Debata z tym związana będzie przedstawiona w dalszej części artykułu.
2 Takie przekonanie jest podzielane przez współautorów pracy pod red. Jacoby (2004).
3 Choć już w 1790 r. – roku pierwszego spisu narodowego – ok. 40% populacji była pochodzenia niebrytyjskiego; pochodzenie narodowe nie było jednak wówczas przedmiotem szczególnej troski (Jacoby 2004b: 298).
4 W pierwszym okresie istnienia Stanów Zjedoczonych, Niemcy stanowili ok. jedną trzecią jej mieszkańców (Jacoby 2004b: 301).
5 Ruch na rzecz amerykanizacji zainicjowały organizacje prywatne, które następnie wpłynęły na rząd, aby także podjął tego rodzaju działania. Prawa związane z programami amerykanizacji uchwaliła większość stanów (Huntington 2007: 123-124).
6 Programy amerykanizacji prowadziły m.in. izby handlowe, a przedsiębiorstwa często organizowały kursy języka angielskiego. Interesy przedsiębiorców pokrywały się z interesem ogólnonarodowym: amerykanizacja pracowników przyczyniała się do zwiększania ich produktywności, a także zabezpieczała przed wpływami związków zawodowych i socjalizmu (Huntington 2007: 124)
7 Huntington (2004: 142-143) wskazuje, że działania związane z realizacją paradygmatu wielokulturowości (np. akcja afirmacyjna) nigdy nie cieszyły się poparciem ogółu społeczeństwa, lecz jedynie amerykańskich elit – co miało doprowadzić do powiększającej się przepaści między elitami i „zwykłymi” obywatelami.
8 Michael Barone (2004: 266) twierdzi, że po 11. września określenia: „asymilacja” i „amerykanizacja” – pojęcia mało popularne i uznawane za niepoprawne politycznie – będą częściej używane w dyskursie politycznym, a związane z nimi procesy nie będą postrzegane jako mające charakter opresyjny.
9 Grupy etniczne nie wykazywały różnic w wyrażaniu lojalności w stosunku do Stanów Zjednoczonych po zamachach 11. września (Barone 2004: 264).
10 „Ludzie urodzeni za granicą stanowią nieco mniejszy odsetek populacji w porównaniu z czasami ostatniej wielkiej fali imigracji na początku XX w.: obecnie jest to 11%, wówczas było to 15%. Jednak w wartościach absolutnych, liczba przybyszów żyjących dziś w Stanach Zjednoczonych jest najwyższa i wynosi około 31 milionów. Około 1.2 miliona dociera każdego roku do naszych wybrzeży. Jeden na dziesięciu Amerykanów to imigrant” (Jacoby 2004: 18).
11 Autorem sztuki jest Israel Zangwill. W sztuce tej dwoje głównych bohaterów – rosyjski żyd i kobieta pochodzenia kozackiego – którzy w Starym Świecie nie mogliby się związać, zakochuje się w sobie i bierze ślub. Sztuka stanowi pochwałę procesów asymilacyjnych w społeczeństwie amerykańskim, dowodząc, że historycznie antagonistyczne pochodzenie nie ma znaczenia (Thernstrom 2004: 48).
12 W oryginale występuje pojęcie asymilacji; ze względu na przyjętą w tym artykule terminologię, autorka zdecydowała się na zastąpienie słowa asymilacja integracją.
13 Huntington stwierdza: „Zanik lojalności narodowych oraz asymilacja niedawnych imigrantów mogą być procesami dużo powolniejszymi i trudniejszymi niż w przeszłości” (Huntington 2004: 30). Przyczyn tego Jacoby (2004a: 10) upatruje przede wszystkim w dużym zróżnicowaniu etnicznym współczesnego społeczeństwa amerykańskiego: dzisiejsi imigranci są często postrzegani jako zbyt odmienni kulturowo od „głównego nurtu” społeczeństwa, aby łatwo poddawać się procesom integracyjnym. Dziedzictwo okresu wielokulturowości również może powodować spowolnianie i utrudnianie integracji: Amerykanie stracili poczucie kim są i kim chcą być jako jeden naród.
14 Wszystkie wymienione wskaźniki są niższe dla pierwszego pokolenia imigrantów, wyraźnie natomiast wzrastają w kolejnych pokoleniach – co badacze uważają za zjawisko typowe dla stopniowych, ewolucyjnych procesów integracji.
15 Nieco mniej optymistyczny pogląd prezentuje Samuel Huntington (2007: 202-232), silnie akcentując szczególny charakter nowej fali imigracji (stwierdza m.in.: „Meksykanie jako grupa imigrancka są wyjątkowi, jeśli chodzi o siłę i trwałość więzów wspólnotowych”; Huntington 2007: 223). Opisuje też procesy hispanizacji, jakie już występują na Południowym Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Konkluduje: „Amerykanie hiszpańskiego pochodzenia będą uczestniczyć w [amerykańskim] marzeniu i [amerykańskim] społeczeństwie tylko wówczas, gdy będą marzyć w języku angielskim” (Huntington 2007: 232). Na taką konkluzję – w pośredni sposób – odpowiada Etzioni: „(...) większość Amerykanów pochodzenia hiszpańskiego w drugim pokoleniu mówi biegle po angielsku, a w trzecim pokoleniu – tylko słabo zna hiszpański” (Etzioni 2007: 199).

Powrót  Drukuj