Jestesmy sceptyczni, ale nie euro-sceptyczni
Wiele elementów platformy politycznej europejskich konserwatystów i reformistów, zgrupowanych w Parlamencie Europejskim, ma charakter niezachwianie pro-europejski, wyjaśnia były członek EPP (European People's Party – Europejska Partia Ludowa) Charles Tannock oraz były członek UEN (Union for a Europe of the Nations – Unia na rzecz Europy Narodów) Konrad Szymański.
Dyskusja na temat eurosceptycyzmu prowadzona w Parlamencie Europejskim, rozbawiła wielu z nas, przedstawicieli centro-prawicy. W czasach A. Tocqeville, czy J. S. Milla termin „sceptycyzm” oznaczał krytyczne, konstruktywne rozumowanie. Obecnie jednak „eurosceptycyzm” jest polityczną pałką federalistów, którą okłada się w Brukseli każdego, kto nie dość entuzjastycznie przyjmuje najnowsze inicjatywy Komisji Europejskiej. To nowe znaczenie „eurosceptycyzmu” celowo zaciera różnicę między tymi, którzy nienawidzą wszystkiego, co ma związek z Unią Europejską, oraz tymi, którzy, tak jak my, mają po prostu inną opinię na temat kierunków rozwoju Unii i możliwości osiągnięcia przez nią sukcesu.
Mamy inny pogląd na Unie Europejską z jednego powodu - chcemy ją zreformować, i w ten sposób zapewnić sukces jej działaniom. Dlatego nie możemy nazwać się eurosceptykami, szczególnie w sposób, w jaki rozumieją to słowo media, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Dla nich eurosceptyk, to destruktywny secesjonista, nawołujący do zrzeczenia się przez jego kraj członkostwa w Unii Europejskiej. My natomiast, jesteśmy konstruktywnie sceptyczni wobec wielu rozwiązań proponowanych przez Unię oraz jej bieżącej polityki. Postanowiliśmy więc określić się innym, bardziej uściślonym i neutralnym imieniem. W Deklaracji Praskiej, określającej cele działania Europejskiej Konserwatywnej Grupy Reformatorskiej (European Conservatives and Reformists Group - ECR), nazwaliśmy się eurorealistami.
Jak wygląda obecnie debata nad przyszłością Europy? Pod pretekstem walki z globalnym kryzysem, socjaldemokraci, przy milczącej zgodzie chrześcijańskich demokratów, chcą osłabić największe, fundamentalne osiągnięcie Unii Europejskiej – wspólny rynek. Sprzeciwiamy się temu. Wierzymy, że nie do przyjęcia jest fakt, iż 50 lat po rozpoczęciu procesu integracji gospodarczej, który zapewnił cztery podstawowe swobody: przepływu dóbr, usług, ludzi i kapitału, nadal istnieje tyle barier wstrzymujących swobodny ruch pracowników i usług wewnątrz Unii Europejskiej. Ten ukryty protekcjonizm posługujący się administracyjnymi instrumentami prawa pracy, czy samorządu zawodowego osłabia zdolność Europy do podjęcia konkurencji globalnej. Jest to protekcjonizm często wymierzony w nowsze państwa członkowskie, które właśnie w kosztach pracy i usług mają przewagi konkurencyjne na wspólnym rynku.
Protekcjonizm tego rodzaju ma też szerszy wymiar. Według badań szacunkowych, 30% kosztów działalności gospodarczej jest dziś w Europie konsekwencją prawa europejskiego. Prawo, które miało znieść bariery handlowe, teraz staje się powodem wzrastających kosztów ekonomicznych. Od 2005 roku Komisja Europejska wdraża program poprawy jakości legislacji (better regulation), obiecując eliminację wielu dyrektyw. Jednak zamierzone cele nie są realizowane. Z zażenowaniem przyglądamy się sytuacji, w której parlamentarna lewica blokuje te starania uznając, że to znienawidzona deregulacja wprowadzona tylnymi drzwiami. My, przedstawiciele ECR (European Conservatives and Reformists - Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy) sądzimy, że nadszedł czas powiedzieć otwarcie: Europa potrzebuje deregulacji w celu osiągnięcia skromniejszej lecz skuteczniejszej regulacji.
Unia Europejska ustala zbyt wiele skomplikowanych i niepotrzebnych zapisów prawnych. Stosowanie tych przepisów spada ogromnym ciężarem w szczególności na małe i średnie przedsiębiorstwa, będące często kołem zamachowym rozpędzającym całą gospodarkę i tworzące miejsca pracy. Czas na zmiany i my przedstawiciele ECR będziemy o te zmiany walczyć. Za złej jakości legislację europejską odpowiada w dużej mierze Parlament Europejski, który zamiast budować koalicje programowe, opiera się od dawna na koalicji EPP (głównie Chrześcijańskich Demokratów) z socjaldemokracją. To jest jeden z powodów wprowadzania do europejskiej legislacji zapisów dwuznacznych lub sprzecznych. By parlamentarna lewica i prawica mogły się poczuć lepiej wobec własnych wyborców otrzymujemy mętnie zredagowane prawo oparte na niekończących się kompromisach. Jedynym wygranym w tej instytucjonalnej grze jest Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który, bez demokratycznej legitymizacji, z Luxemburga oznajmia Europejczykom, co państwa członkowskie i posłowie mieli naprawdę na myśli. Jest to aktywizm sądowy dalece wykraczający poza zapisy traktatowe dotyczące systemu sadowniczego, a przedstawiciele Trybunału coraz bardziej rozsmakowują się w wykonywaniu de facto bezprawnie przywłaszczonej władzy.
Członkowie ECR sprzeciwiają się takiej formie rządów. Nie można uznać za demokratyczne stanowienie prawa przez nieprzewidywalnych sędziów, dodatkowo nie nominowanych za pomocą wyborów. Z demokracją zresztą Unia Europejska ma więcej problemów. Gdyby w jakimś państwie członkowskim, jakiś polityk domagał się referendum, a następnie je przegrał, z pewnością nie odważyłby się powiedzieć, że wynik jest zły ponieważ odbiega od oczekiwań jego politycznego obozu. W Unii Europejskiej to już norma. Z jednej strony wydajemy miliony publicznych pieniędzy na kampanie społeczne zachęcające do głosowania. Z drugiej strony lekką ręką odrzucamy wynik referendum w Danii, Irlandii, Francji i Holandii. Tylko dlatego, że odbiega on od oczekiwań tych polityków, którzy uważają się za dozgonnych właścicieli projektu integracji.
Równie ważnym problemem jest wydawanie unijnego budżetu na kolejne projekty medialne. 213 milionów euro zapisane w budżecie DG Communication na rok 2008 to tylko część wydatków na propagandę, którą UE upowszechnia przez Europarl.tv, Euronews, własne serwisy na YouTube, reklamę w radiu, tv itp. Niemal każda Dyrekcja Generalna Komisji Europejskiej ma kilka milionów budżetu rocznego na podobne cele. Każda administracja publiczna, również Unii Europejskiej, powinna być poddawana krytycznej ocenie mediów i opinii publicznej. Dlatego nie powinna fundować sobie własnych mediów, które za publiczne pieniądze deformują wolny obieg opinii i informacji.
Patrząc szerzej, ponad horyzont Brukseli, czy nawet Unii Europejskiej, Europa powinna postawić na większą otwartość także w polityce zewnętrznej, sąsiedzkiej i polityce rozszerzenia. Pozycja Europy w świecie nie jest określana przez zmiany instytucjonalne wewnątrz Unii. Nikogo na świecie nie obchodzi jakie są relacje między Radą, a Parlamentem i Komisją. Świat będzie doceniał Unię Europejską jeśli zauważy jej zdolność do brania odpowiedzialności za stan tego świata. Jak będziemy prowadzić politykę rozwojową wobec Afryki? Jak będziemy budowali naszą obecność na Wschodzie, gdzie chcąc, nie chcąc, uczestniczymy w konfrontacji politycznej w Rosją? Jak dalece będziemy w stanie posunąć proces rozszerzenia? Jak zbudujemy relacje z ważnymi państwami, np. w rejonie Azji Centralnej, które do Unii Europejskiej nie mogą wstąpić?
Takie są wyzwania dla CFSP (Common Foreign and Security Policy - Wspólna polityka zagraniczna i bezpieczeństwa), a my, przedstawiciele ECR głosujemy za efektywnym politycznie i gospodarczo podejściem do państw śródziemnomorskich oraz Europy Wschodniej. Na Wschodzie nie możemy zamykać się w ramach samego sąsiedztwa, czy partnerstwa. Te europejskie kraje, żyjące pod rosnącą presją geopolityczną Rosji potrzebują wyraźniejszego wsparcia politycznego i gospodarczego. Nasza aktywna polityka w tym regionie jest warunkiem powodzenia wspólnej polityki energetycznej i uniezależnienia państw UE od rosyjskiego monopolu zarządzanego przez państwowy Gazprom. Nie zrealizujemy tego bez aktywnej obecności w Azji Centralnej.
Nie mniej jednak, sprzeciwiamy się inicjatywie narzucenia przez Unię Europejską wspólnej polityki energetycznej, która dyktowałaby krajom członkowskim proporcje produkcji energii pochodzącej z paliwa atomowego, paliw kopalnych i źródeł odnawialnych. Popieramy jednak wspólną, zewnętrzną politykę bezpieczeństwa energetycznego Unii Europejskiej. Wspieramy unijną politykę klimatyczną, jednak zdajemy sobie jednocześnie sprawę z dodatkowych kosztów ograniczających konkurencyjność przemysłu europejskiego, które ta polityka za sobą pociąga. Stanowczo twierdzimy, że Europy nie stać na unilateralne gesty. Musimy zrobić wszystko, by osiągnąć porozumienie globalne w grudniu, w Kopenhadze, nawet za cenę przedłużonych negocjacji. Energooszczędność oraz pozyskiwanie energii ze źródeł odnawialnych nie rozwiąże naszych krótkoterminowych problemów, więc skłaniamy się ku wykorzystaniu bezpiecznej energii atomowej, postrzeganej jako forma dywersyfikacji energetycznej oraz jako element ograniczenia emisji gazów powodujących efekt cieplarniany. Europejskie uzależnienie od surowców energetycznych pochodzących z krajów niestabilnych lub potencjalnie wrogich będzie rosło w najbliższych latach. Obojętne przyglądanie się penetracji europejskiego rynku przez Gazprom, bez zastosowania jakichkolwiek form kontroli lub przeciwdziałania, nie pomaga Europie w uzyskaniu niezależności energetycznej i dywersyfikacji źródeł energii.
Wracając do CFSP, praca nad wyeliminowaniem lokalnych konfliktów o globalnych reperkusjach w Afganistanie, Pakistanie, Iraku, czy na Bliskim Wschodzie – wymaga konstruktywnego partnerstwa z USA i NATO. Aspiracje niektórych państw członkowskich, takich jak Francja czy Niemcy, do odgrywania przez Unię, za pomocą ESDP (European Security and Defence Policy - Europejska Polityka Bezpieczeństwa i Obrony), roli samodzielnego gracza militarnego, uniezależnionego od Stanów Zjednoczonych Ameryki, nie powinno zakłócać współpracy transatlantyckiej w ramach NATO.
Tak więc, platforma polityczna naszej nowej grupy w Parlamencie Europejskim jest jasna. Wierzymy w rozwój wspólnego rynku; we wspieranie konkurencyjności europejskiego biznesu na arenie światowej; w walkę z zagrożeniami środowiska naturalnego; w walkę z ubóstwem na świecie poprzez bardziej efektywna politykę pomocowa i handlową; w dobrą politykę zewnętrzną uwzględniającą bezpieczeństwo energetyczne.
Są to problemy realne i niezwykle trudne. Dlatego w niektórych częściach parlamentu rodzi się pokusa, by zajmować się w tym czasie tematami zastępczymi. Jednym z takich zastępczych tematów jest niekończąca się debata instytucjonalna o reformie prawa traktatowego w UE. To jednak nie architektura instytucjonalna, wyglądająca całkiem dobrze, jest powodem naszych niedomagań, lecz brak konsensusu i wspólnej woli politycznej do rozwiązywania problemów. Podczas gdy postępuje realizacja rosyjskich gazociągów na Morzu Bałtyckim i Morzu Czarnym, UE ogłasza kolejne deklaracje dotyczące wspólnej polityki energetycznej, mające małe skutki realne.
Problemy wskazane powyżej nie zostaną rozwiązane, jeśli bedziemy rozpraszali naszą uwage. Musimy się zastanowić, czy agenda Unii Europejskiej powinna być przeciążana postulatami z zakresu niemal każdej dziedziny życia. Próby nadawania wspólnotowego charakteru zagadnieniom z zakresu prawa rodzinnego (unijne prawo rozwodowe, polityka antydyskryminacyjna), z zakresu migracji i azylu oraz aborcji (polityka rozwojowa), prawa pracy (dyrektywa o czasie pracy, dyrketywa o pracownikach delegowanych), czy podatków (wspólna baza podatkowa, CCCTB) są nie tylko sprzeczne z literą traktatów europejskich. Takie działania ograniczają także wzajemne zaufania państw członkowskich, zaufanie opinii publicznej, oraz przeciążają agendę UE tematami, które nie są dla powodzenia integracji kluczowe.
To otwarty rynek wspólnotowy i konkurencyjność naszych przedsiębiorstw, a nie transfery z budżetu UE zbudowały pozycję gospodarczą Europy. To ciężar demograficzny i strategiczny, w tym militarny poszerzonej UE, a nie architektura instytucjonalna, zdecyduje o naszej przyszłej pozycji w świecie. Dlatego potrzebujemy Unii Europejskiej opartej o te sprawdzone kierunki, Unii Europejskiej zdolnej do działania, sprzyjającej gospodarce wolnorynkowej, zdolnej do podjęcia odpowiedzialności za świat.
Dr Charles Tannock jest konserwatywnym deputowanym do Parlamentu Europejskiego z Londynu, koordynatorem Europejskiej Konserwatywnej Grupy Reformatorskiej w Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu. charles.tannock@europarl.europa.eu.
Konrad Szymanski jest wielkopolskim deputowanym do Parlamentu Europejskiego z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, członkiem Europejskiej Konserwatywnej Grupy Reformatorskiej działającym w Komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii. konrad.szymanski@europarl.europa.eu
Tekst ukazuje się rownolegle w pazdziernikowym numerze brukselskiego pisma Europe’s World.