Powrót  Drukuj

Adam Gwiazda

Trudne reformy popularnego prezydenta Brazylii

Wprowadzenie

W ostatnich kilku latach wzrosło zainteresowanie regionem Ameryki Łacińskiej. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że "Ameryka Łacińska, bardziej niż jakakolwiek inna część świata nieustannie podlega szybkim przeobrażeniom".
Można raczej powiedzieć, że zainteresowanie tym kontynentem wynika bardziej z charakteru przeprowadzanych w poszczególnych państwach reform gospodarczo-społecznych i politycznych, a w mniejszym stopniu z faktu, że "w Ameryce Łacińskiej rozwija się i działa dziś kilka z najważniejszych w skali światowej antysystemowych ruchów społecznych" . Kwestią dyskusyjną jest określenie tych antykapitalistycznych ruchów takich jak Neozapatystów w Meksyku czy Ruchu Pracowników Rolnych Bez Ziemi w Brazylii mianem najważniejszych w skali światowej ruchów antysystemowych. Faktem jednak jest, że działalność tych ruchów społecznych przyciąga uwagę światowej opinii publicznej oraz przede wszystkim władz poszczególnych państw Ameryki Łacińskiej. Wielu urzędujących obecnie prezydentów w państwach tego regionu, jak np. Hugo Chavez w Wenezueli, Evo Morales w Boliwii, Tabore Vasquez w Urugwaju, Rafael Correa w Ekwadorze, Daniel Ortega w Nikaragui czy Luiz Inacio Lula da Silva w Brazylii to przywódcy lewicowi. Realizują oni w swoich państwach różne reformy mające na celu zmianę istniejącego systemu gospodarczo-politycznego oraz dążą do uniezależnienia swoich krajów od Stanów Zjednoczonych. Niektórzy z nich, jak prezydent Wenezueli Hugo Chavez otwarcie wprowadzają rządy autorytarne i nawiązują sojusze z Kubą, Rosją i innymi państwami w celu uniezależnienia się od Waszyngtonu . Z kolei administracja w Waszyngtonie zdaje sobie sprawę z konsekwencji rozszerzającego się antyamerykanizmu w państwach tego regionu, gdzie władzę sprawują lewicowi prezydenci. Wprawdzie państwa te nadal nie reprezentują zbyt dużej siły i nie mogą konkurować ze Stanami Zjednoczonymi pod względem militarnym czy gospodarczym, to jednak mogą skutecznie torpedować niektóre inicjatywy Waszyngtonu, jak np. koncepcję utworzenia Strefy Wolnego Handlu Obu Ameryk (FTAA) .

Szczególne zainteresowanie polityków i światowej opinii publicznej budzi sytuacja w największych państwach tego regionu, tj. Brazylii i Argentynie, które już od XIX wieku walczą o dominującą pozycję w Ameryce Łacińskiej. Do tych państw w ostatnich latach próbowała dołączyć Wenezuela, która do niedawna uzyskiwała wysokie dochody z eksportu ropy naftowej i prowadziła od prawie 10 lat najbardziej antyamerykańską politykę w tym regionie . Jednak największym państwem aspirującym także do roli przywódcy wszystkich państw trzeciego świata jest na tym kontynencie Brazylia. Można tu przypomnieć słowa Charlesa de Gaullea, który powiedział, że „Brazylia ma wielką przyszłość. I zawsze taką będzie miała" . W ostatnich latach okazało się jednak, że kraj ten ma ciągle przed sobą nie tylko wielką przyszłość, lecz powoli staje się jednym z najszybciej rozwijających się państw na świecie i aspiruje do roli regionalnego mocarstwa razem z takimi "potęgami" jak Chiny i Indie. Kraj ten należał w 2006 roku do grona dziesięciu największych gospodarek świata (10-te miejsce w rankingu największych gospodarek Banku Światowego). Brazylię zamieszkiwało w tym roku 188,7 mln ludności, a tempo wzrostu gospodarczego wynosiło 3,7%. Produkt krajowy brutto tego kraju wynosił 1,068 mld dol., a wg. siły nabywczej aż 1,708 mld dol., co w przeliczeniu na jednego mieszkańca tego kraju dawało wskaźnik odpowiednio 4,730 i 8,800 dolarów . Na podkreślenie zasługuje fakt, że w latach 1960-1980 w Brazylii doszło do podwojenia PKB per capita. Podobne osiągnięcia zanotowały tylko nieliczne kraje Azji Wschodniej, takie jak Południowa Korea, Tajwan czy Singapur. Wysokie tempo wzrostu gospodarczego umożliwiło Brazylii wejście w 2007 roku do grona dziesięciu największych gospodarek świata, przed Rosją (11 miejsce) i Indiami (12 miejsce). Przy utrzymaniu tempa wzrostu na poziomie ok. 3,5% w skali rocznej Brazylia ma szanse "przegonić" za 2-3 lata Hiszpanię (9 miejsce) i Kanadę (8 miejsce) . Należy zaznaczyć, że Brazylia utrzymywała od drugiej połowy lat 1990-tych dosyć wysokie tempo rozwoju gospodarczego, praktycznie aż do połowy 2008 roku. W latach 1995-2002, następnie 2003-2008 duży wpływ na relatywnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego miały reformy przeprowadzone przez prezydenta Fernando Cordoso w ramach tzw. Plano Real oraz następnie od 2003 roku przez nowy rząd lewicowy prezydenta Luli da Silva.

W poniższych uwagach przedstawione zostaną najważniejsze efekty reform przeprowadzonych w Brazylii w okresie ponad 6-letniej prezydentury Luli da Silva. Ich ocena zależy w dużym stopniu od przyjęcia określonego punktu odniesienia, np. podobnych reform w innych krajach świata lub tylko regionu Ameryki Łacińskiej. Spotkać się więc można w różnych publikacjach fachowych z entuzjastyczną oceną tych reform, szczególnie w ujęciu lewicowych ekonomistów , jak również z bardziej wyważoną analizą dosyć zachowawczej polityki Luli da Silva, prezydenta "mającego prawdziwie robotnicze i ludowe pochodzenie", który jednak okazał się przywódcą politycznym "rozczarowującym lud" . Zaczął też tracić poparcie klas ludowych i różnych ugrupowań "postępowych" nie tylko w samej Brazylii, ale całej Ameryce Łacińskiej. Jest to cena, jaką płacą politycy w wielu krajach świata za przeprowadzenie mniej lub bardziej radykalnych reform gospodarczo-społecznych.

Początki reform gospodarczych w Brazylii

Zanim w 2003 roku urzędujący obecnie w Brazylii prezydent Luiz Inacio Lula da Silva przejął władzę, jego poprzednicy zapoczątkowali serię reform prorynkowych, które bardzo znacznie przyczyniły się do poprawy sytuacji gospodarczej w kraju. Brazylia nie była jednak pierwszym krajem Ameryki Łacińskiej, w którym przeprowadzono radykalne reformy według neoliberalnej recepty. Takim krajem było Chile od przejęcia w nim władzy w 1973 roku przez generała Augusto Pinocheta . Neoliberalne reformy polegające na otwarciu gospodarki na świat, stłumieniu inflacji, prywatyzacji ogromnego sektora państwowego i ograniczenia wydatków budżetowych sprawdziły się nie tylko zresztą w Chile, lecz także w Argentynie, Boliwii i Meksyku . Brazylia zaczęła u siebie przeprowadzać podobne reformy dopiero od 1989 roku, kiedy prezydentem został Fernando Collor. W tym roku po 29 latach przerwy, odbyły się w Brazylii powszechne wybory prezydenckie. Wtedy już kandydował w tych wyborach Lula da Silva, który bez trudu pokonał kandydatów tradycyjnych partii i przeszedł do drugiej tury wraz z młodym politykiem Fernando Collorem de Mello. Głównym atutem przywódcy PT było (i jest do dziś) to, że nie miał nic wspólnego z elitami władzy. Przegrał niewielką różnicą głosów. Przeciwko przywódcy lewicy zjednoczyły się wówczas cała brazylijska prawica i siły umiarkowane. Na Lulę głosowało mimo to 31 mln ludzi, a PT awansował do rangi liczącej się reprezentacji politycznej. Jedni przyjęli to z nadzieją, inni z niepokojem. Młody prezydent Fernando Collor musiał wytłumaczyć, że rząd nie musi produkować stali ani butów. Po dekadach etatyzmu nie było to łatwe. W Brazylii panowało głębokie przekonanie o potrzebie zaangażowania państwa w budowę przedsiębiorstw strategicznych z punktu widzenia gospodarki i stanowiących przedmiot dumy narodowej. Kontrola państwa nad gospodarką miała gwarantować suwerenną władzę nad zasobami naturalnymi oraz samowystarczalność. W takim przekonaniu utrzymywało Brazylijczyków w latach 1930-tych nacjonalistyczne i populistyczne Nowe Państwo Getulio Vargasa. Później, w czasach dyktatury wojskowej, państwo było organizatorem sztandarowych projektów, takich jak energetyka atomowa, holding metalurgiczny Siderbras czy zagospodarowanie Amazonii . Jednak już w po trzech latach urzędowania Fernando Collor został w 1992 roku odsunięty od władzy pod zarzutem korupcji. Rządy objął bezbarwny Itamar Franco, reprezentujący anachroniczny świat brazylijskiej polityki, w której hasła programowe oraz kategorie prawicy i lewicy liczyły się mniej niż osobiste powiązania i interesy, nad którymi górowała populistyczna demagogia. Największą zasługą Itamara było powierzenie kluczowej teki ministra finansów Fernando Henrique Cardosowi, senatorowi centrolewicowej PSDB, profesorowi socjologii i autorowi znanej w wielu krajach książki pt. Zależność i rozwój gospodarczy w Ameryce Łacińskiej . Fernando Cardoso wprowadził w połowie 1992 roku program stabilizacji gospodarczej - Plano Real - i uporał się z chroniczną brazylijską inflacją. Spadek inflacji był spektakularny (z 45% miesięcznie do 1-2%). Dlatego też Fernando Cardoso nie miał większych trudności z wygraniem wyborów prezydenckich w 1995 roku. Od samego początku swoich rządów 63-letni Fernando Cardoso dążył do reformy Ustawy Zasadniczej z 1988 roku, która zastrzegała dla państwa wyłączność w niektórych dziedzinach gospodarki. W rozdrobnionym (18 partii) Kongresie zgromadzenie większości potrzebnej do zmiany konstytucji wydawało się niemożliwe. Socjaldemokracja (PSDB), macierzysta partia prezydenta. miała jedynie 64 deputowanych w liczącej 513 miejsc izbie niższej oraz 10 na 81 senatorów. Sojusz wyborczy, jaki PSDB zawarła z dwoma partiami prawicowymi był chwiejny; w gruncie rzeczy rząd nie miał stabilnej bazy parlamentarnej, bez której nie można było przeprowadzić koniecznych zmian w ustawodawstwie. Jednak w anarchicznym brazylijskim parlamencie dyscyplina partyjna faktycznie nie istnieje - nawet deputowani z prezydenckiej PSDB głosują czasem przeciw rządowi. Tak więc w Kongresie było wówczas nie 18 lecz 594 "partii" . Stąd można było różnymi obietnicami przeciągnąć na stronę rządową wymaganą większość kongresmenów i doprowadzić do zmiany Ustawy Zasadniczej. W czasie pierwszej kadencji prezydenta F.Cardoso brazylijski Kongres uchwalił także inne ważne reformy wolnorynkowe, które m.in. zniosły państwowy monopol w sektorze energetycznym, transporcie i łączności. Jest rzeczą charakterystyczną, że przeciwko planom zniesienia monopolu państwowego protestowali wówczas najsilniej związkowcy na czele z obecnym prezydentem Lulą da Silva. Nie przekonywały ich rzeczowe argumenty przemawiające za prywatyzacją i ograniczeniem nadmiaru funkcji i organów państwa. Żaden rząd bowiem nie jest w stanie utrzymywać i skutecznie zarządzać dziesiątkami banków, setkami zakładów przemysłowych, portami, przedsiębiorstwami komunikacyjnymi, drogami itp. i jeszcze zapewnić, żeby wszystkie te przedsiębiorstwa były rentowne . Podobnie zresztą jak coraz trudniej jest utrzymywać nadmiernie rozbudowaną administrację państwową. W 1995 roku w samym tylko Rio de Janeiro rządową pensję pobierało pół miliona pracowników sektora publicznego czyli jedna czwarta wszystkich zatrudnionych w tym mieście. Poprzez ograniczenie wydatków na utrzymywanie "rozdętego" sektora publicznego można było zaoszczędzić środki na edukację, ochronę zdrowia, niwelację biedy i ubóstwa, które w Brazylii stanowią nadal poważny problem społeczny.

Należy podkreślić, że po wygraniu przez Fernando Cardoso wyborów prezydenckich udało mu się w czasie swojej drugiej kadencji uwolnić od 14 stycznia 1999 roku kurs reala, co doprowadziło do jego spadku wartości aż o 48%. Jednak dewaluacja pozwoliła obniżyć bardzo wysokie stopy procentowe i przyczyniła się do przywrócenia równowagi w handlu zagranicznym. Prezydentowi Cardoso udało się wymusić dyscyplinę budżetową. Jednocześnie Brazylia dostała pokaźny zastrzyk pomocy ze Stanów Zjednoczonych i MFW (ponad 40 mld dol.). Pozwoliło to uniknąć wielu negatywnych skutków kryzysu gospodarczego. Nawet w fatalnym roku 1999 zanotowano niewielki wzrost gospodarczy i niską inflację. Natomiast już w 2000 roku tempo wzrostu gospodarczego wyniosło aż 4,5% i do Brazylii napłynęło 30 mld dol. bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Jednocześnie wzrosło bardzo znacznie zadłużenie zagraniczne Brazylii do 229 mld dol. w 2007 roku. O ile jednak obsługa tego zadłużenia pochłaniała w 1999 roku więcej niż wynosiły wpływy z eksportu to w latach późniejszych nie przekraczała już 80-65% wartości tych wpływów. Faktem też jest, że wartość długu publicznego zmalała w 2008 roku do ok. 41% wartości PKB Brazylii . W wyniku przeprowadzonych przez rząd Fernando Cardoso reform gospodarczych doszło do polepszenia sytuacji gospodarczej w kraju i zwiększenia pozycji Brazylii na arenie międzynarodowej. Nie udało się jednak rozwiązać wszystkich problemów społecznych, z którymi boryka się każdy rząd łącznie z rządem urzędującego obecnie od dwóch kadencji prezydenta Luli da Silva. Brazylia od 1985 roku ponownie dołączyła do grona demokratycznych państw świata. Poza nią i Meksykiem na liście państw demokratycznych publikowanej corocznie przez Freedom House, znalazły się w 2007 roku takie kraje Ameryki Łacińskiej, jak Argentyna, Belize, Chile, Gujana, Kostaryka, Panama, Salwador, Surinam i Urugwaj . Warto przypomnieć, że w okresie wcześniejszym, tj. do 1964 roku Brazylia także była państwem demokratycznym, do czasu kiedy w wyniku zamachu stanu władzę w tym kraju przejęła armia. Wprowadziła ona system rządów autorytarnych, który przetrwał 21 lat. Rządzący wówczas Brazylią wojskowi tolerowali wprawdzie niektóre instytucje demokratyczne, jak np. legislacyjną rolę kongresu i będących w jego składzie osobowym członków opozycyjnej partii, ale cechą charakterystyczną ich rządów było tłumienie siłą wszelkich przejawów oporu przeciwko autorytarnej władzy. Początkowo koniunktura gospodarcza sprzyjała rządom wojskowych i do początku lat 1970-tych Brazylia przeżywała boom inwestycyjny. Tempo wzrostu gospodarczego wynosiło w tym czasie około 10% rocznie. Zostało też zrealizowanych w tym czasie szereg dużych projektów inwestycyjnych, takich jak zapory wodne i wielkie hydroelektrownie w Itaipu i Tucumi. Pisano wówczas o brazylijskim cudzie gospodarczym. Jednak "cud" ten szybko się skończył wraz ze znacznym wzrostem cen ropy naftowej, którą Brazylia musiała importować w coraz większych ilościach . W rezultacie rosnących potrzeb importowych i braku wystarczających wpływów z eksportu na ich pokrycie, Brazylia musiała zaciągnąć pożyczki zagraniczne. Zadłużenie to zwiększało się z roku na rok i w 2008 roku aż 229 mld dol. Jednak Brazylia posiadała też w tym roku 190 mld rezerw dewizowych oraz uzyskiwała już od paru lat znaczne dochody z eksportu . Z chwilą załamania się w 1982 roku relatywnie wysokiego tempa wzrostu PKB w Brazylii i pojawienia się wielu negatywnych skutków recesji gospodarczej dni panowania autorytarnych rządów wojskowych były już policzone. Rządy te upadły trzy lata później i zastąpione zostały przez rząd cywilny wyłoniony w drodze demokratycznych wyborów. Po 1985 roku rozpoczął się proces ponownej demokratyzacji Brazylii, który doprowadził do ukształtowania się wielopartyjnego systemu politycznego i umocnienia instytucji państwowych.

Ożywienie działalności partii politycznych

Wraz z upadkiem autorytarnego systemu rządów nastąpiło w tym kraju ożywienie działalności różnych partii politycznych. Przewagę na brazylijskiej scenie politycznej zdobyły sobie dwie duże partie: Partia Pracujących (Partido dos Trabahnadores - PT) i Brazylijska Partia Socjaldemokratyczna (Partido da Social Democracia Brasiliero - PSDB). Ta pierwsza partia została utworzona w 1980 roku przez J.Geronimo. Jednym z założycieli tej partii był także Lula da Silva, który urodził się i wychował w bardzo biednej rodzinie w rejonie Pernambuco. W wieku kilkunastu lat podjął pracę w fabryce w Sao Paulo, gdzie dopiero na wieczorowych kursach nauczył się czytać i pisać. Z kolei Brazylijska Partia Socjaldemokratyczna (PSDB) założona przez Fernando H. Cardoso w 1988 roku skupia przedstawicieli klasy średniej i wysokowykwalifikowaną siłę roboczą i kierowana jest przez wykształconych profesjonalistów oraz intelektualistów. Obie te partie rywalizują ze sobą o władzę. Łączy je jednak wspólny stosunek do autorytarnych rządów wojskowych oraz dążenie do utrzymania systemu demokratycznego i mniej w przypadku PSDB lub bardziej rozbudowanego w przypadku PT państwa opiekuńczego (welfare state). Jednak w 1985 roku żadna z tych dużych partii politycznych nie wygrała wyborów i prezydentem został wtedy wybrany Tancredo Neves, który zmarł jednak zanim zdążył objąć swój urząd. Zastąpił go wiceprezydent , który nie mógł sobie poradzić zarówno z odtworzeniem instytucji demokratycznych, jak również z galopującą inflacją i zwiększającym się zagranicznym zadłużeniem Brazylii. W pogarszającej się sytuacji gospodarczej obie partie opozycyjne PT i PSDB umocniły swoją pozycję na politycznej scenie, ale żadnej z nich nie udało się wygrać wyborów w 1989 roku. Prezydentem wówczas został Collor de Mello, nieznany gubernator jednego z 26 stanów Brazylii, który swoją kampanię prezydencką prowadził pod hasłem walki z korupcją i modernizacji gospodarki. Był on entuzjastą polityki gospodarczej Margaret Thatcher i doprowadził do szybkiego otwarcia gospodarki brazylijskiej na świat zewnętrzny (liberalizacja importu towarów i usług) oraz zaczął prywatyzować przedsiębiorstwa państwowe. Nie udało mu się jednak utworzyć własnej bazy politycznej ani uzyskać wystarczającego poparcia dla swoich planów prywatyzacyjnych w dwuizbowym parlamencie Brazylii. W wyniku ostrej kampanii przeciwko jego rządom prowadzonej głównie przez PT został w 1993 roku oskarżony o korupcję i musiał ustąpić w 1994 roku z urzędu. W tym roku dwie największe partie PT i PSDB, a także dwie inne równie duże partie działające w Brazylii, tj. Partia Brazylijskiego Ruchu Demokratycznego (Partido do Movimiento Democratico Brasiliero - PMDB), partia centrowa utworzona w 1980 roku przez I.A.Franco, jako kontynuacja partii utworzonej odgórnie po zamachu stanu w 1965 roku rozwiązanej w 1979 roku oraz Partia Frontu Liberalnego (Partido da Frente Liberal - PFL) partia konserwatywno-liberlanej utworzonej przez J.Bornhausena w 1984 roku, rozpoczęły ostrą rywalizację w kolejnej kampanii wyborczej. Partia Pracujących wystawiła kandydaturę Luli da Silva na prezydenta, a PSDB kandydaturę swojego lidera, profesora socjologii Fernando Henrique Cardoso, który w czasie rządów wojskowych przebywał na wygnaniu za granicą. Wybory te wygrał F.H.Cardoso, który wcześniej dał się poznać jako kompetentny minister finansów . Od 1994 roku do kolejnych wyborów w 1998 roku prowadził on skuteczną walkę z inflacją w ramach tzw. Plano Real. Dzięki konsekwentnej realizacji tego planu polegającemu na wymianie cruzeiro na reala, prywatyzacji wielkich koncernów państwowych oraz zniesieniu barier protekcjonistycznych i ograniczeń dla inwestorów, inflacja spadła w krótkim czasie z 5000 do 1,5% w skali rocznej. W okresie późniejszym okazało się, że położenie nacisku głownie na walkę z inflacją nie poprawiło sytuacji materialnej ludzi pracy, w tym szczególnie warstw najuboższych. Było to potem jednym z czynników, które w 2002 roku zadecydowały o zwycięstwie w demokratycznych wyborach Partii Pracujących (PT) i objęciu urzędu prezydenta przez Lulę da Silva. Jednak kolejne wybory w 1998 roku wygrał ponownie F.H.Cardos, który zdobył sobie w czasie swojej pierwszej kadencji dużą popularność dzięki prowadzonej walce z hiperinflacją.

Dotychczasowe efekty reform gospodarczych

Fernando Cardoso konsekwentnie realizował program swojej partii PSDB i przyśpieszył prywatyzację przedsiębiorstw państwowych. Zniósł także monopol państwowego giganta naftowego Petrobras, przyznał firmom prywatnym koncesje w transporcie kolejowym i na budowę dróg oraz sprzedał państwowe banki doprowadzając do powstania prężnego sektora bankowego działającego na zasadach komercyjnych. W sferze polityki społecznej wprowadził program ochrony zdrowia w lokalnych społecznościach, dokonał częściowej realokacji środków finansowych dla biednych rodzin, które posyłały swoje dzieci do szkół oraz przyśpieszył reformę rolną dając niewielkie działki rolne 700 tys. rodzin nie posiadających dotąd własnej ziemi i pozostających bez pracy.

Jednak dosyć postępowe, jak na realia brazylijskie, reformy gospodarczo-społeczne Fernando Cardosa i rządzącej do 2002 roku partii PSDB nie doprowadziły do rozwiązania wielu problemów ekonomicznych i społecznych. Przede wszystkim spadło tempo wzrostu gospodarczego i kryzys energetyczny w 2001 roku przyczynił się m.in. do spadku dochodów ludności i zwiększenia bezrobocia. W tej sytuacji większym poparciem społeczeństwa zaczęły się cieszyć populistyczne hasła Partii Pracujących. Zresztą Fernando Cardoso nie mógł ubiegać się o urząd prezydenta po raz trzeci, gdyż nie dopuszcza takiej możliwości Ustawa Zasadnicza. Szybko przemijające efekty niektórych jego reform gospodarczych obróciły się teraz przeciwko kandydatowi jego partii PSDB i przyczyniły się pośrednio do znacznego zwiększenia szans startującego po raz czwarty z rzędu w wyborach prezydenckich szefa partii PT Luli da Silva. Należy jednak podkreślić, że jeszcze w trakcie swojej drugiej kadencji prezydenckiej Fernando Cardoso wynegocjował z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (MFW) w czerwcu 2002 roku pożyczkę w wysokości ponad 30 mld dol. Brazylia wtedy znalazła się po raz kolejny na krawędzi bankructwa. Dodatkowo MFW zgodził się na obniżenie rezerw walutowych Brazylii, co umożliwiło jej wydanie na obsługę zagranicznego długu kolejnych 10 mld dol. Jak trafnie zauważyli niektórzy autorzy "w sumie Brazylia otrzymała największy pakiet ratunkowy w historii MFW. Wprawdzie kilka krajów przyjęło w ostatnich latach większą pomoc - Meksyk 50 mld dol. (w 1995 roku), Korea Południowa 58 mld dol. (w 1997 roku), Brazylia 41 mld dol. (w 1998 roku) - ale za każdym razem były to pieniądze "składkowe", pochodzące w części od rządu USA i innych bogatych krajów". Tym razem jednak Brazylia otrzymała bezpośrednią pomoc od MFW . Jednak pomoc ze strony MFW wcale nie doprowadziła do rozwiązania problemu zadłużenia Brazylii. Zdaniem niektórych ekspertów ciężar spłaty długów przekracza możliwości płatnicze Brazylii. Państwo to bowiem finansowało w 2002 roku swoje zadłużenie poprzez sprzedaż obligacji, których rentowność wynosiła 22%. Oznaczało to, że właściciel obligacji po roku odsprzedaje je rządowi Brazylii z 22-procentowym zyskiem. Zdaniem George Sorosa gdyby nawet rząd poważnie obciął wydatki bieżące, a podatki przeznaczył na spłatę długu, to i tak Brazylia nie wyrwie się z błędnego koła - przy tak drogich obligacjach. Nawet więc gdyby kraj rozwijał się w tempie 4% rocznie udział długu w stosunku do PKB rósłby, a nie malał. Krótko mówiąc, Brazylia wpadła w pułapkę zadłużenia i trudno było oczekiwać na przełomie 2002 roku, że kraj ten samodzielnie poradzi sobie z tym problemem, chyba że udzielono by Brazylii kredytu, który kosztowałby nie więcej niż 10% rocznie . W takiej, dosyć trudnej sytuacji gospodarczej nastąpiło przekazanie władzy, po wygranych w czwartym podejściu przez Lulę da Silva wyborów prezydenckich, lewicowemu rządowi. Należy zaznaczyć, że po wyborze Luli da Silva na prezydenta w znacznej części społeczeństwa brazylijskiego zapanowała prawdziwa euforia. Niektórzy określali zwycięstwo Luli mianem "historycznego wydarzenia, gdyż człowiek, który obejmował urząd prezydenta Brazylii, był ni mniej, ni więcej, tylko robotnikiem-metalowcem wywodzącym się z ludu i zahartowanym w długoletnich walkach ruchu związkowego i w ogóle świata pracy. Walczył z dyktaturą wojskową i utworzył osławioną dziś Partię Pracowników. Był wielokrotnie prześladowany. Po trzech przegranych kampaniach wyborczych, wygrał przy czwartym podejściu, uzyskując prawie dwie trzecie wszystkich głosów" . Z drugiej strony wybór Luli da Silva na prezydenta Brazylii zaniepokoił finansistów i inwestorów krajowych i zagranicznych. Obawiali się oni, że w rządzie Luli górę wezmą jego skrajnie lewicowi doradcy. Jednak prezydent Lula okazał się odporny na wpływy tego rodzaju doradców. Od razu na początku swoich rządów oświadczył, że będzie respektował wszelkie umowy, regularnie spłacał zagraniczne długi Brazylii oraz respektował własność prywatną i prowadził rygorystyczną politykę monetarną i fiskalną. Zapewnienia te ułatwiły Brazylii uzyskanie od Międzynarodowego Funduszu Walutowego, z poparciem Stanów Zjednoczonych, kolejnej pożyczki w wysokości 32 mld dol. Fundusze te umożliwiły przezwyciężenie niektórych przejawów kryzysu gospodarczego i umożliwiły kontynuację Plano Real zainicjowanego przez Fernando Cardoso.

Zachowawcza polityka prezydenta Luli

W pierwszych miesiącach po wyborze na prezydenta Lula da Silva cieszył się ogromną popularnością nie tylko wśród swoich rodaków, lecz także wielu ludzi w całej Ameryce Łacińskiej oraz wśród uczestników III Światowego Forum Społecznego, które odbyło się pod koniec 2002 roku w Porto Alegre. Jednak już na początku 2005 roku na V Światowym Forum Społecznym Lula da Silva został wygwizdany przez "dużą część audytorium", a jego przemówienie spora część słuchaczy przyjęła ze wściekłością . Powodem tej radykalnej zmiany sympatii wobec Luli były niezbyt popularne reformy tego bardzo popularnego prezydenta. Lula da Silva na początku swoich rządów mianował Henrique Meirellesa prezesem Banku Centralnego, który w zależności od zmieniającej się koniunktury gospodarczej podwyższał stopy procentowe i starał się zgromadzić możliwie największe rezerwy finansowe. Były i są one wyższe za rządów Luli niż za rządów "neoliberalnego" prezydenta Fernando Cardoso. Stałą praktyką za rządów prezydenta Luli stało się także finansowanie wydatków socjalnych z podwyżek podatków, a nie poprzez zwiększenie deficytu budżetowego.

O radykalnej zmianie nastawienia prezydenta Luli do polityki gospodarczej i społecznej realizowanej przez poprzednią ekipę prezydenta Fernando Cardoso świadczy jego stosunek do współpracy z MFW. Otóż jeszcze przed wyborami w 1994 roku Lula da Silva domagał się zerwania kontraktów z MFW, a potem twierdził, że nie wierzy w uzdrowienie Brazylii czy Argentyny przez branie pieniędzy od tej instytucji. Jednak w 2002 roku zmienił zdanie, gdy jego krajowi zagroziła katastrofa. Stwierdził wówczas, że "zwrócenie się o pomoc do MFW jest jak pójście do dentysty. Nie lubię tego, ale od czasu do czasy trzeba go odwiedzić" . Podobnej metamorfozie uległy poglądy Luli da Silva w odniesieniu do prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw. W połowie lat 1990-tych ostro występował przeciwko prywatyzacji zakładów Embraera produkujących samoloty. Kiedy jednak przekonał się, ze zakłady te po prywatyzacji zwiększyły eksport 40-krotnie i stały się czwartym producentem samolotów liniowych na świecie to od tego czasu popiera prywatyzację i nie łączy tego procesu ze wzrostem bezrobocia. Należy dodać, że w swojej kampanii wyborczej zarówno w 1994 jak i 1998 i 2002 roku Lula da Silva nic nie wspominał o zmianie systemu gospodarki rynkowej na inny bliżej nieokreślony "system socjalistyczny". Obiecywał wprawdzie, jak każdy lewicowy kandydat na prezydenta, że zlikwiduje głód, ubóstwo i bezrobocie, a bezrolnym chłopom przydzieli działki pozwalające utrzymać ich rodziny. W rzeczywistości jednak po wygranych wyborach w 2002 roku regularnie spłacał zadłużenie państwa, obniżał płace i świadczenia oraz zmniejszał a nie zwiększał wydatki socjalne państwa. Nie przeprowadził też prawdziwej reformy rolnej, natomiast "przeforsował regresywną reformę stosunków pracy i niepopularną reformę systemu emerytalnego" . Spotkało się to z ostrym sprzeciwem ze strony popierających go warstw społecznych, w tym szczególnie ze strony chłopów z Ruchu Bezrolnych oraz robotników, a także niektórych działaczy Partii Pracowników (PT). Ta ostatnia partia, która wyniosła Lulę do władzy, zamieszana była w liczne skandale korupcyjne. Sam prezydent Lula nie był w nie bezpośrednio zamieszany i utrzymał stosunkowo wysoki wskaźnik popularności na poziomie 60%, co pozwoliło mu wygrać w 2006 roku ponownie wybory prezydenckie, chociaż tym razem już nie w pierwszej, lecz drugiej turze. Nie było to dla wielu obserwatorów sceny politycznej Brazylii żadnym zaskoczeniem. Rząd Luli realizował bowiem w latach 2003-2006 konsekwentnie dosyć pragmatyczną politykę gospodarczą, która przyczyniła się do przyśpieszenia tempa wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym zwiększeniu świadczeń socjalnych. Te ostatnie stopniowo doprowadziły do niewielkiego, lecz odczuwalnego zmniejszenia biedy i nierówności społecznych. Jeśli przyjąć tu za miernik tych ostatnich tzw. współczynnik Giniego, który jest powszechnie stosowaną miarą rozkładu dochodów, to w 2001 roku był on w Brazylii stosunkowo wysoki i wyniósł 0,596. Natomiast w wyniku umiejętnie prowadzonej przez rząd Luli da Silva polityki socjalnej i fiskalnej współczynnik ten zmniejszył się w 2005 roku o 5% do 0,567 i w trakcie jego drugiej kadencji nadal spadał. "Przez cztery lata, od 2002 do 2006 roku, udział dochodów uzyskiwanych przez uboższą połowę społeczeństwa wzrósł z 9,8% do 11,9, podczas gdy przejmowany przez najwyższy decyl na drabinie dochodowej spadł z 49,5 do 45,8%. Nadal są to gigantyczne dysproporcje szkodzące zrównoważonemu rozwojowi i szybszemu odrabianiu zaległości, ale przynajmniej nastąpiło odwrócenie wcześniejszych zgubnych tendencji. I to na odczuwalną skalę" . Rządowi Luli da Silva udało się także zachęcić zagranicznych inwestorów do powrotu do bogatej w złoża różnych surowców naturalnych Brazylii, a także zdywersyfikować strukturę handlu zagranicznego dzięki podpisanym umowom handlowym z Chinami, Indiami i Rosją. Pozytywne efekty dotychczasowych reform gospodarczych w Brazylii potwierdzają następujące wskaźniki:
 PKB w 2008 roku wyniósł ponad 1,8 bln dol. (w porównaniu do 1 mld w 2000 roku);
 PKB per capita wzrósł z 6000 dol. w 2000 roku do 9500 dol. w 2008 roku;
 Tempo wzrostu PKB w 2002 roku wyniosło 2%, a w 2007 roku 5,4%;
 inflacja zmniejszyła się z 12,5% w 2002 roku do 4,5% w 2007 roku;
 bezpośrednie inwestycje zagraniczne w 2007 roku wyniosły 35 mld dol., czyli dwa razy więcej niż w 2002 roku;
 wartość zagranicznego kapitału obecnego na brazylijskiej giełdzie w 2007 roku wyniosła 25 mld dol., czyli cztery razy więcej niż łącznie w latach 2003-2006;
 rezerwy walutowe z 16,2 mld dol. w 2002 roku urosły do 190 mld dol. w 2008 roku;
 eksport w okresie 2004-2007 podwoił swą wartość natomiast
 dług publiczny spadł z 52,4% PKB w 2003 roku do 42,8% PKB w 2007 roku.

Powyższe wskaźniki potwierdzają fakt, że Brazylia pod rządami prezydenta Luli da Silva stała się szybko rozwijającym krajem. Dzięki pragmatycznej polityce prezydenta Luli i zrezygnowaniu przez niego z lewicowych koncepcji zarządzania państwem Brazylia zbudowała też solidne podstawy dla dalszego rozwoju gospodarczo-społecznego. Oczywiście nie udało się jeszcze rozwiązać wielu problemów społeczno-gospodarczych. Także tempo wzrostu PKB Brazylii w ostatnich paru latach (ok. 4,5%) było dwukrotnie niższe od tempa wzrostu gospodarczego w Chinach (10%) i Indiach (8%). Te ostatnie dwa kraje znacznie szybciej niż Brazylia zwiększają inwestycje i przeznaczają na nie więcej PKB. Przykładowo Chiny przeznaczają na inwestycje 40% wartości swojego PKB rocznie, a wydatki rządowe pochłaniają tylko 14% wartości PKB, natomiast w Brazylii inwestycje równają się 18% wartości PKB, a rząd przeznacza na pokrycie swoich potrzeb i całej sfery budżetowej aż 20% rocznej wartości PKB .

W Brazylii więc sporo jeszcze pozostaje do zrobienia nie tylko w sferze gospodarczej, lecz przede wszystkim społecznej i politycznej. Trudno jest bowiem efektywnie zarządzać państwem, w którym około 20 partii politycznych kłóci się za pośrednictwem swoich kongresmenów w parlamencie o każdą ustawę czy sposób wydatkowania państwowych pieniędzy na świadczenia socjalne, pensje dla pracowników sektora publicznego, subwencjonowanie niektórych kredytów i inne cele. Po przejęciu władzy przez prezydenta Lulę da Silva znaczna część społeczeństwa oczekiwała radykalnej zmiany polityki lewicowego prezydenta i zdecydowanego porzucenia przez niego dotychczasowej polityki neoliberalnej . Tymczasem prezydent Lula da Silva dokonał zwrotu od swoich lewicowych przekonań i poglądów w kierunku może nie czystego neoliberalizmu, lecz pragmatycznej polityki gospodarczej i społecznej, co spowodowało "wielkie rozczarowanie w szerokich środowiskach ludu brazylijskiego, które należy postrzegać jako przejaw powtarzającego się rozdźwięku między przywódcami nowych latynoamerykańskich ruchów kontestacyjnych a samymi tymi - nabierającymi coraz większego rozmachu - ruchami" . Być może jednak nie dochodzi do większego rozdźwięku między władzą a "ludem" w sytuacji, kiedy społeczeństwo oczekuje, że każda władza (mniej czy bardziej lewicowa lub prawicowa) będzie się zachowywać tak jak zwykle zachowują się rządzący danym państwem. Ci ostatni w określonej, trudnej, tak jak w Brazylii na przełomie 2002/2003 roku, sytuacji nie mają zbyt dużych możliwości manewru i muszą prowadzić wyważoną, pragmatyczną politykę gospodarczą, społeczną i zagraniczną, aby nie tylko przetrwać całą kadencję, lecz aby nie doprowadzić do katastrofy gospodarczej i izolacji ich kraju na arenie międzynarodowej.

Faktem jest, że prezydentowi Luli da Silva udało się nie tylko przetrwać pierwszą kadencję, lecz także zapewnić sobie wybór na drugą kadencję. W trakcie tej drugiej kadencji jego popularność nawet wzrosła do 80%, co jest bardzo rzadkim przypadkiem wśród prezydentów sprawujących swój urząd po raz drugi . Wynikało to nie tylko z dosyć skutecznej realizacji polityki socjalnej i programu Bolsa Familia, dzięki której objęto świadczeniami społecznymi 11 mln ubogich rodzin, lecz także z prowadzenia pragmatycznej polityki gospodarczej. W trakcie swojej drugiej kadencji prezydent Lula da Silva zamierzał zreformować wyjątkowo skomplikowany i nieprzejrzysty system podatkowy.

Koncepcja reform tego systemu i projekty jego zmian utknęły w Kongresie i ich rozpatrywanie zostało przełożone do końca 2009 roku ze względu na ogólnoświatowy kryzys gospodarczy. Podobnie rzecz się ma z reformą systemu politycznego i precyzyjnym ustaleniem kompetencji poszczególnych instytucji państwowych. Sprawy te zostały przekazane Sądowi Najwyższemu, który może, ale niekoniecznie musi, je rozpatrzyć do czasu następnych wyborów w 2010 roku. W odróżnieniu od prezydenta Wenezueli Hugo Chaveza czy prezydenta Kolumbii Alvaro Uribe, Lula da Silva nie zabiega o uzyskanie możliwości kandydowania po raz trzeci na urząd prezydenta. Prezydent Lula da Silva chciałby się wycofać z działalności politycznej po 2010 roku, co zresztą wywołuje sprzeciw działaczy i członków Partii Pracowników. Pragnie on jednak w czasie swojej bieżącej kadencji zwiększyć szanse na wybór na prezydenta Brazylii w 2010 roku swojej współpracowniczki i czołowej działaczki Partii Pracowników Dilmy Rousseff. Brakuje jej jednak szerszego poparcia zarówno w samej partii, jak również w społeczeństwie Brazylii. Trudno więc przewidzieć na ile obecne działania prezydenta Luli da Silva promujące swoją najbliższą współpracowniczkę na urząd prezydenta przyniosą spodziewane rezultaty. Podobnie jak trudno przewidzieć czy odkładane w bliżej nieokreśloną przyszłość reformy systemu podatkowego i systemu wyborczego przyczynią się do utrzymania popularności Partii Pracowników i jej kolejnego zwycięstwa w wyborach w 2010 roku. Wydaje się, że sympatia brazylijskich wyborców może ulec radykalnej zmianie w zależności od efektów obecnej polityki niwelacji skutków kryzysu gospodarczego oraz w zależności od zakresu i kierunków dalszego reformowania ich państwa.

Przypisy:
1 Por. F.Braudel, Gramatyka cywilizacji, Warszawa 2006, s. 447.
2 Por. C.A.Aguirre Rojas, Ameryka Łacińska na rozdrożu, Warszawa 2008, s. 12.
3 Por. A.B.Grzegorowska i A.Gwiazda, Autorytaryzm pod płaszczykiem demokracji. Populistyczne rządu Hugo Chaveza w Wenezueli, "Międzynarodowy Przegląd Polityczny" 2009, nr 1, s. 202-214.
4 Por. P.Henzel, Wielka gra o Amerykę Łacińską, "Stosunki Międzynarodowe" 2009, nr 56-57, s. 42.
5 15 lutego 2009 r. w drugim referendum prezydent Hugo Chavez zapewnił sobie 55% poparcia dla zmiany konstytucji dotyczącej praktycznie dożywotniego przedłużenia jego kadencji, tj. możliwości nieograniczonego kandydowania w kolejnych wyborach prezydenckich.. Zob. Chavez for ever? "The Economist" 21.02.2009, s. 49.
6 Cyt. wg. J.Powell, Brazil's confidence stores up problems for future, http://www.coha.org/2006/01.
7 Zob. "Intereconomics" 2008, nr 5, s. 289.
8 Zob. World Bank, http://siteresources.worldbank.org.datastatistics/resources.
9 Por. G.W.Kołodko, Wędrujący świat, Warszawa 2008, s. 374-375.
10 Por. C.A.Aguirre Rojas, op.cit., s. 56.
11 Por. A.Ząbkowicz, Instytucje i wzrost gospodarki Chile. Neoliberalizm i sztuka kompromisu, Warszawa 2001, s. 20-24.
12 Por. U.Żuławska, Stabilizowanie gospodarki a wzrost. Doświadczenia Argentyny, Brazylii, Chile i Meksyku, Warszawa 1994, s. 58.
13 Por. M.Tryc-Ostrowska, Czwarte podejście Luli, http://rzeczpospolita.pl/dodatki/plus- minus.021005.
14 Por. H.F.Cardoso, E.Faletto, Dependency and development in Latin America, Berkeley 1979.
15 Por. E.Stein i inni (red.), Policy making in Latin America: How Politics shapes policies, Harvard 2008, s. 110-112.
16 Por. A.Gwiazda, Słabnące państwo, "Świat Idei i Polityki" 2007, nr 7, s. 59-72. Por. także F.Fukuyama, Epoka słabych państwa, "Dziennik-Europa" 2008, nr 183, s. 8-9.
17 Por. CIA World Factbook, op.cit., s. 141.
18 Por. http://www.freedomhouse.org/template.ym?page=363&year=2007.
19 Por. A.Gwiazda, Brazylia po "cudzie gospodarczym", "Handel Zagraniczny", Warszawa 1992, nr 11/12, s. 46-49.
20 Por. Global insight, "Businessweek" 13.10.2008, s. 026. Por. także The World Fact Book, CIA, Washington D.C. 2007, s. 27-28.
21 Por. J.Holston, Insurgent citizenship: disjunctions of democracy and modernity in Brasil, Princeton 2007, s. 216-217.
22 Por. W.Gadomski, O anatomii kryzysu gospodarczego w krajach Ameryki Łacińskiej, "Gazeta Wyborcza" 9.08.2002.
23 Tamże.
24 Zob. C.A.Aguirre Rojas, op.cit., s. 57.
25 Por. I.Wallerstein, Brasil y el sistema - mundo: La era de Lula, "Contrahistorias" 2005, nr 4, s. 19-20.
26 Zob. M.Tryc-Ostrowska, op.cit., s. 6.
27 Por. Entrevista com Joa Pedro Stedile: MST procura o bom burgues, http://www.rebelion.org/noticia.php?id=9634, R.Zibechi, Lula entre dos aguas, La Jornada, suplement Masiosare z 26.09.2004.
28 Zob. G.Kołodko, op.cit., s. 375. Dla porównania współczynnik Giniego w USA wynosił w 2007 roku 0,408, we Włoszech i Wielkiej Brytanii 0,36, we Francji i Kanadzie 0,327, w Chinach 0,447, w Nigerii 0,437, w Rosji 0,399, w Indiach 0,325, w Indonezji 0,343 i w Pakistanie 0,306. Tamże, s. 147.
29 Zob. The 2008 CIA World Factbook, Washington D.C. 2008, s. 92 oraz Brazilian External Sustainability indicators - recent evolution, Banco Central do Brazil, Brasilia 2008, s. 4-6.
30 Zob. J de Onis, Brazil's big moment, "Foreign Affairs" 2008, nr 6, s. 120.
31 Por. Lula - Brazil's lost leader, http://www.coha.org/2006/66.
32 Zob. C.A.Aguirre Rojas, op.cit., s. 66-67. Ten sam autor nazywa zwrot Luli mianem tragedii i "prawdziwą klęską klas podległych", op.cit., s. 67.
33 Por. Lula's last lap, "The Economist" 10.01.2009, s. 43.

Powrót  Drukuj